Meksyk – przysmak z Oaxaca

Oaxaca czyli po prostu Meksyk, słynie przede wszystkim z wyrobu czekolady. Mnie jednak bardziej niż czekoladowy sos mole (podaje się tu w nim np. kurczaka) zaintrygowany chapulines, czyli... koniki polne.

Słowo pochodzi z indiańskiego języka nahuatl i oznacza owada skaczącego jak piłka kauczukowa, w innych hiszpańskojęzycznych krajach nazywają się saltamontes. Na targu przy Całe 20 de Noviembre natknęłam się na stoiska z owadami. Stosy chrupiących świerszczyków każdego rozmiaru: od takich wielkości ziarnka snonecznika po okazy wielkości palca wskazującego czekany na amatorów tego przysmaku. Ci szczególnie licznie przybywają do Oaxaca jesienią, kiedy koników jest najwięcej. Piknikują wtedy na wzgórzach za miastem, a o świcie zbierają, zaspane i zmęczone wieczornym koncertowaniem, owady. Niektórzy jedzą je od razu, jeszcze ruszające odnóżami. Lepiej ich jednak nie naśladować, ponieważ surowe świerszcze mogą przenosić groźne pasożyty.
Owadom usuwa się odnóża i skrzydła, a następnie czyści się i myje. Potem chapulines prażone są z dodatkiem chili, czosnku i soku z limonki. Podawane jako zakąska do piwa, przystawka lub dodatek do dania głównego. Są słono-kwaśne, chrupiące i na pewno zdrowsze niż chipsy (chapulines są bogatym źródłem białka i mają maiło tłuszczu). W dodatku lokalna legenda mówi, że kto zje prażonego konika, na pewno do Oaxaca powróci!

Tekst: Agnieszka Rodowicz

Tekst publikowany na łamach magazynu "Świat Podróże Kultura" w numerze marzec 2009 na str. 12.

...