Kresy kresów

To już nasza ostatnia w tym roku podróż na Kresy, których urok staraliśmy się Państwu przybliżyć w kolejnych numerach magazynu "Świat Podróże Kultura".

Zachęcaliśmy do przeczytania, ale też i do podroży w te nieodległe strony. Bliskie nie tylko wspólną przeszłością, ale i serdecznością mieszkających ludzi, z których bardzo wielu przyznaje się do polskich korzeni.

Kamieniec Podolski
Stary Kamieniec Podolski - jedno z najbardziej malowniczo położonych miast Ukrainy. Usytuowany jest na wysokiej skale w pętli Smotryczy będącej dopływem Dniestru i z trzech stron oblewającej miasto. Posiadając wyjątkowo dogodne warunki do obrony i otoczony wysokim murem był w zasadzie niedostępny dla przeciwnika. „Zagrożony" był jedynie zachodni, wąski odcinek równiny, broniony przez dwie potężne bramy oraz śluzy służące do spiętrzania wody w razie ataku. Dostępu do obu bram osłaniały warownie Starego i Nowego Zamku.

Kamieniec Podolski

Pierwsza wzmianka o Kamieńcu pochodzi z 1062 roku. Należał wówczas do Rusi Kijowskiej, następnie władali nim książęta halicko-włodzimierscy. W 1352 roku Kamieniec opanowały oddziały Kazimierza Wielkiego. Król nie cieszył się jednak nim zbyt długo i w ramach ówczesnej prywatyzacji nadał go w lenno litewskim książętom Koriatowiczom.

W skład Rzeczpospolitej wszedł Kamieniec wraz z Podolem w 1430 roku. Kilkakrotnie oblegany przez Turków i Kozaków nigdy nie został zdobyty. W wojnie 1672 roku został jednak poddany Turkom przez generała Potockiego, do którego rodu w wieku XVII i XVIII należała kamieniecka kasztelania i związane z tym zaszczyty, czego literacką wizję przekazał H. Sienkiewicz w „Panu Wołodyjowskim". Sam Sienkiewicz, który nigdy w Kamieńcu nie gościł, choć sporo ksiąg i dokumentów na temat jego obrony przewertował, tak sobie wyobrażał przygotowania miasta do obrony: Na murach w starym zamku i przy bramach, szczególnie przy bramie Ruskiej, pracowały nacje miasto zamieszkujące, pod swoimi wójtami, między którymi wójt lacki To- maszewicz pierwsze brat miejsce, a to dla swej znanej odwagi i wielkiej biegłości wstrzelaniu z dział. Tymczasem pracowanc łopatami i taczkami, a Lachowie, Rusini, Ormianie, Żydzi i Cyganie szli ze sobą w zawody Oficerowie rozmaitych regimentów mieli dozór nad robotą, wachmistrzowie i żołnierze pomagali mieszczaństwu, pracowała nawet szlachta przepomniawszy, że Bóg jej ręce tylko do szabli stworzył, wszelką zaś inną prace zdał na ludzi „nikczemniejszego" stanu. [...] Robota wrzała i wmieście i w zamku. [...] przy bramie Ruskiej stanął pan Makowiecki z garścią szlachty, polskich mieszczan, w bitwie od innych wytrzymalszych, tudzież z kilkudziesięcią Ormian i Żydów. Zaś bramę Łucką oddano panu Gródeckiemu, przy której rząd nad armatą pan Żuk i pan Matczyński objęli. Zaś straż pałacową przed ratuszem objął pan Łukasz Dziewianowski; zaś pan Choci- mirski za Ruską bramą nad hałaśliwym ludem Cyganów wziął dowództwo. Zaś od mostu, aż po dwór pana Sinickiego, zawiadował strażami pan Kazimierz Hmiecki, brat mężnego Wojciecha. [...] Pan Dubrawski z Pietraszewskim objęli basztę Rzeźnika. Wielki szaniec miejski oddano Tomaszewiczowi, wójtowi jurydykcji polskiej, mniejszy panu Jackowskiemu; zaś był rozkaz, by usypać i trzeci, z którego później Żyd pewien, biegły puszkarz, wielce Turkom dokuczał.

W chwili wycofywania się wojsk koronnych Nowy Zamek został wysadzony przez -pozostającego na żołdzie Rzeczpospolitej - Szkota Hesslinga, który nie chciał się pogodzić z decyzją o haniebnej kapitulacji. Kamieniec został zwrócony Rzeczpospolitej po przeszło ćwierćwieczu wyczerpujących wojen na mocy postanowień pokoju karłowskiego (1699). Wtedy też omal nie doszło do zniszczenia umocnień zamkowych, bowiem odstępujący Turcy podminowali mury.

W osiemnastym wieku nie odegrał już Kamieniec znaczniejszej roli. Wraz z zanikiem zagrożenia tureckiego i tatarskiego pustoszał i powoli uległ zapomnieniu. Po drugim rozbiorze Polski znalazł się w granicach Rosji. Nie walczono oń nawet później i w traktacie ryskim został odstąpiony Rosji Radzieckiej. Dzisiaj należy do Ukrainy. Zamieszkuje go ok. 90 tyś mieszkańców. Jako tako działa tu jeszcze przemysł maszynowy i spożywczy, choć oznaki kryzysu widoczne są gołym okiem.

Okopy św. Trójcy
W 1692 roku, pozostające pod dowództwem hetmana Stanisława Jabłonowskiego wojska koronne, wzniosły wałowo-ziemną warownię oraz bastiony, których celem miała być neutralizacja poddanego przed dwudziestu laty Kamieńca. Znajdowały się one mniej więcej około 6 kilometrów na zachód od Żwańca, zdobytego (po jedniodniowym oblężeniu) przez Turków w 1672 roku i prawie 20 od Kamieńca Podolskiego u ujścia Zbrucza do Dniestru. Nowocześnie rozplanowana budowla obronna straciła na znaczeniu po pokoju karłowickim, który przywracał na tych ziemiach stan z połowy XVII wieku. Nie mając możliwości obsadzenia umocnień wojskiem, August II Mocny nadał wyrosłej tu osadzie prawa miejskie (1700). Pozostałości twierdzy opanowali konfederaci barscy pod wodzą Kazimierza Puławskiego, którzy swoim ostatnim bastionem uczynili barokowy kościół. Jego ruiny zachowały się do dziś . Stoją też obie wiodące do twierdzy bramy (Lwowska i Kamieniecka), a także znaczne fragmenty umocnień, które więcej ucierpiały od austriackich budowniczych kolei do Borszczowa, niż od działań wojennych. Okopy Świętej Trójcy rozsławiła tłumaczona na wiele języków „Nie-Boska Komedia" Zygmunta Krasickiego. Tu bowiem umieścił on ostatni bastion obronny, zmagających się z rewolucją „biednych i głodnych", arystokracji „rodu i pieniądza". Tu też w chwili tryumfu rewolucji padają przypisywane Julianowi Apostacie słowa: „Galileae, vicisti!" (Galilejczyku, zwyciężyłeś!). Tyle romantyczna literatura, lecz jedynym (jak dotąd) słynnym mieszkańcem Okopów był twórca chasydyzmu - Israel ben Elizer (Baal Szem - Pan Dobrego Imienia 1700 -1760), człowiek, który mimo, że nie pozostawił po sobie żadnego tekstu pisanego, uchodzi za jedną z najważniejszych postaci współczesnego judaizmu. Okopy były w okresie II Rzeczpospolitej najdalej na południowy-wschód wysuniętym miasteczkiem i obok nich do 17 września 1939 roku zbiegały się granice Polski, ZSRR i Rumunii. W 1940 roku, po zaanektowaniu przez ZSRR Besarabii, najbliższa granica oddaliła się o wiele dziesiątków kilometrów.

Zamek Chocim

Legendarny Chocim
Rosyjski Chotin, ukraiński Chotyn, turecki Chutin. Doskonale, jak na warunki Europy Wschodniej zachowane umocnienia twierdzy z XII-XVI wieku znajdują się około 300 km od Lwowa. Warto je zobaczyć nie tylko dlatego, że są nierozerwalnie związane z naszą historią. Szesnasto- i siedemnastowieczne polskie wyprawy do Multan, jak ówcześnie nazywano Mołdawian, były w swej zdecydowanej większości przedsięwzięciami o charakterze prywatnym i niejednokrotnie kończyły się klęskami.

Jednak dopiero pozbawienie władzy Michała Walecznego i wzniesienie na hospodarski stolec własnych kandydatów stało się przyczyną późniejszych polskich tragedii. Słabi władcy rychło ulegli potędze tureckiej i tym samym otomańskie szpice stanęły nad Dniestrem, granicą szlacheckiej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Chocim zwykle poddawał się Polakom bez oporu.

Sam zamek, strzegący przeprawy przez Dniestr, leży opodal urwiska, wzdłuż którego biegnie wąwóz o stromym zboczu z płynącym pośrodku, często wysychającym, strumieniem. Zamek chocimski nie należał już na przełomie XVI i XVII stulecia do obiektów nowoczesnych. Był ciasny i nie posiadał działobitni. W końcu XVI wieku, w czasie jednej z wołoskich wypraw, Jan Zamojski wznieść kazał w bezpośredniej bliskości zamku warowny obóz, który stał się miejscem szeregu zmagań i bitew. Do niego wszak próbował dotrzeć wycofujący się ze zbyt dalekiej wyprawy Żółkiewski. Niestety, najpierw była Cecora. W znacznie wzmocnionych wałach we wrześniu 1621 roku „zwycięsko wytrzymały" tureckie oblężenie siły polsko-kozackie pod wodzą hetmana wielkiego litewskiego J.K.Chodkiewicza oraz atamana P. Konaszewicza-Sahajduczego. Zawarty wówczas polsko-tureckiego rozejm ustalał granice na Dniestrze, lecz zmuszał Rzeczpospolitą do uznania tureckiego panowania nad Mołdawią i Bukowiną. Było to jednak zwycięstwo, bowiem w obozie polskim po podpisaniu traktatu rozejmowego została już tylko jedna beczka prochu. Żywności zaś nie było już od wielu dni. Było to w istocie ogromie osiągnięcie Lubomirskiego, któremu w kryzysowych chwilach wywołanych śmiercią Chodkiewicza, chorobą królewicza Władysława oraz agonią Sahajducznego, udało się utrzymać porządek w coraz bardziej zanarchizowanym obozie polskim oraz doprowadzić do finiszu wcale niełatwe rozmowy. A nasza pozycja przetargowa była nie do pozazdroszczenia. Pod Cecorą hetmani zginęli lub dostali się do niewoli, a armia koronna przestała istnieć. Orda grasowała bezkarnie pod Przemyślem i Lwowem. Nieliczne wojska litewskie nie były w stanie stawić czoła potędze otomańskiej. Do kraju ściągnięci zostali nawet lisowczycy - banici wysłani wpierwej na pomoc cesarzowi. Jednak jedyna nadzieja skutecznej obrony opierała się na sojuszu z Kozakami. Lecz ci, bez uznania przez Zygmunta III Wazę odradzającej się prawosławnej hierarchii duchownej, ani myśleli przelewać krew za obcą im sprawę. A że potrafił walczyć mężnie świadczy fakt powstrzymania marszu w sierpniu 1621 roku nad Prutem przez niecałe dwie sotnie (setki) mołojców całej armii tureckiej. Ty samym dowiedli, że potrafią być dzielniejsi niż Spartanie Leonidasa.

Pod murami Chocimia wojska Rzeczpospolitej przybyły dosłownie w ostatniej chwili. Biorący udział w wyprawie królewicz Władysław bowiem czy dla walki, którą w dzień skwarny musiał stoczyć nad Dniestrem pod Kamieńcem, czy dla ciągłych zmian mołdawskiego powietrza (które na kształt srogiego wroga wielu dzietnych łudzi nas pozbawiło) popadł w ciężką chorobę i z większą swą boleścią przez cały czas wyprawy leżał w obozie - zapisze naoczny świadek tamtych wydarzeń Jakub Sobieski. Na dodatek, forsowanie Dniestru szło niesłychanie opornie - choć rzeka jest pod Chocimiem dość wąska, a w porze jesiennej ponadto płytka - co stwarzało możliwość przeprowadzenia ataku nawet wpław przez rzekę. Most łyżwowy (pontonowy jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli) będący dziełem towarzyszącego oddziałom Chodkiewicza belgijskiego inżyniera Wilhelma Appelmana - notabene twórcy planów obozu warownego - rychło zniósł nurt rzeki. Przeprawa promami szła tak nieskładnie, że groziło to nawet załamaniem się planów wojennych Chodkiewicza. Sytuację uratował pewien Rusin na postać prosty i lichy, jak odnotowali kronikarze, który za 100 czerwonych złotych zgodził się postawić nowy most. Armia z ogromnym zainteresowaniem przyglądała się jak nogi [pale] ciężkie dość na ukos w wodę parami stawiał, u dołu je przecie trzecią jakby tez nogą spajając dość cienką" i w końcu „ułożył po wierchu paliki. W ten sposób, w ciągu pięciu dni od rozpoczęcia przez niego budowy, cała armia znalazła się na drugim brzegu.

Później była jeszcze wcale nie mniejsza „chocimska victoria" w 1633 roku, kiedy to hetman Stanisław Koniecpolski okopując się w znanym już nam wcześniej obozie zmusił do uległości Abazę Paszę. Tym samym - Turcję do zaniechania mieszania się w sprawy Rzeczpospolitej i udziału w toczącej się właśnie w Europie wojnie trzydziestoletniej. Na koniec, to pod murami twierdzy odbyła się słynna bitwa chocimska 1673 hetmana J. Sobieskiego. Jednak tym razem to właśnie słabsi liczebnie i technicznie Turcy schronili się za znanymi szańcami. Okazało się jednak, że bez poważniejszych przedsięwzięć inżynierskich, nie są one już w stanie obronić ich przed silnym uderzeniem artylerii, piechoty i jazdy polskiej.

W następnym stuleciu Chocim dwukrotnie opanowywali Austriacy, ale w 1812 roku na mocy postanowień traktatu bukareszteńskiego wraz z Besarabią Chocim przyłączono do Rosji. Tutejsza warownia, znacznie rozbudowana i powiększona pełniła rolę twierdzy, aż po wojnę krymską. Po dziś dzień zachowały się gigantyczne mury pierwszego zamku pamiętającego czasy XIII stulecia. Wokół nich ciągną się widoczne obwałowania kamienno-ziemne twierdzy z początków XIX wieku oraz zachowana w doskonałym stanie cerkiew garnizonowa św. Aleksandra Newskiego (1835)

Poza samą twierdzą w Chocimiu nie pozostaje już nic do zobaczenia. Tak dzisiaj, jak i w czasie swojej największej dziejowej świetności było to miasteczko bardzo liche, posiadające chałupki lada jakie i małe - co zanotował kronikarz. Cała osada liczyła nie więcej niż kilkanaście domostw oraz murowaną cerkiew. Obecnie mieszka tu kilkanaście tysięcy osób. Wracając mostem przez Dniestr warto zwrócić uwagę na znajdujące się na nabrzeżnej skale bunkry wzniesione w czasach, gdy nieopodal zbiegały się granice Polski, Rumunii i ZSRR.

Tekst: Krzysztof Łukaszewicz

Tekst publikowany na łamach magazynu "Świat Podróże Kultura" w numerze listopad 2004.

...