Dominikana – w rytmie merengue

Słońce, plaże, woda w kolorze nieba i ruchy bioder tańczących merengue. Klimat i przyroda Dominikany podobnie jak zmysłowy taniec z Karaibów działają niemal hipnotycznie, utwierdzając nas w przekonaniu, że znajdujemy się w raju.

Spędzając urlop na Karaibach odkrywamy Amerykę. W przenośni i dosłownie idziemy w ślady Kolumba. Wielki żeglarz dotarł przecież właśnie tutaj, na wyspę Haiti (nazwaną pierwotnie Hispaniolą), którą Republika Dominikańska dzieli dziś z Republiką Haiti. Stolica Dominikany, Santo Domingo była pierwszą założoną przez odkrywców z Europy osadą i przyczółkiem dokonanego w następnych pokoleniach podboju obu Ameryk. Ba, nawet tak charakterystyczna dla wszystkich miast zakładanych później w Ameryce przez Hiszpanów regularna siatka ulic z centralnym placem, ma swój pierwowzór w Santo Domingo. Jednak najczęściej nie ze względu na historię czy zabytki przeszłości jedziemy na Dominikanę. Tylko po to by wypoczywać. By cieszyć się egzotyką i słońcem, plażami, kuchnią i życzliwością jaką mieszkańcy okazują przybyszom.

Najdłuższa plaża Karaibów
Wzdłuż wybrzeży Dominikany, zarówno południowego - Morza Karaibskiego, jak północnego - Atlantyku, ciągną się plaże. Łącznie przez niemal dwa tysiące kilometrów, a ta która rozciąga się między kurortami Punta Cana i Bavaro, uchodzi za najdłuższą na Karaibach. Pokrywa ją biały piasek, cień rzucają palmy, a nieopodal wybrzeża, w turkusowej wodzie kryje się efektowna rafa koralowa. Istny raj - tylko nurkować, kąpać się, opalać i relaksować pod parasolami z soczystych, szerokich, zielonych liści. Nic więc dziwnego, że na dominikańskim wybrzeżu rozkwitły liczne kurorty. Puerto Plata z wiktoriańską zabudową zasłynęło z otaczających miejscowość bujnych tropikalnych lasów, plaży Playa Dorada, której nazwa (Złota Plaża) jest już sama w sobie reklamą, muzeum bursztynów i destylarni rumu „The Brugal”. Juan Dolio kusi bogatym życiem kulturalnym. Las Terrenas i Samana na Półwyspie Samana obietnicą spokojnego wypoczynku. Sosua, wręcz przeciwnie - niekończącą się zabawą, która z barów, dyskotek i nocnych klubów przenosi się o świcie na plaże. Choć atmosfera sprzyja lenistwu, nie znaczy to, że aktywne formy wypoczynku są ograniczone. Wręcz przeciwnie - nurkowanie, windsurfing, żeglowanie, tenis, golf, są standardem dominikańskiej oferty urlopowej. Cabarete jest Mekką miłośników sportów wodnych gdyż miejscowość zasłynęła jako jedno z najlepszych na świecie miejsc do uprawiania windsurfingu. Zafascynowani nurkowaniem podejmują wyprawy na Banco de la Plata (Srebrny Brzeg), czyli zamieniony w rezerwat szelf kontynentalny, rozciągający się od Bahamów do Banco de la Navidad. Na dnie spoczywają tam liczne wraki hiszpańskich statków. Efektem wypraw odkrywczych są już wprawdzie wystawione w muzeach eksponaty, ale każdy przecież marzy o własnym odkryciu. Poza tym w tamte rejony przybywają w okresie lęgowym wieloryby humbaki. Spotkanie z tymi kolosami jest także niepowtarzalnym przeżyciem. Portowe Luperon spodoba się natomiast tym, którzy preferują twardy grunt pod nogami, i nad rejsy przekładają jazdę konną lub rowerowe wyprawy, bo w ten właśnie sposób przyjęło się tam zwiedzać pobliskie plantacje tropikalnych owoców i malownicze, nie pozbawione autentyczności wioski.

Królewska Dolina
Chociaż magnesem turystycznym jest wybrzeże, to w górzystym interiorze (najwyższy szczyt Dominikany, Pico Duarte ma 3175 m wysokości), też kryją się miejsca ciekawe. Górskie stoki porastają zazwyczaj bujne lasy równikowe. Są jednak tereny uboższe w wodę, w których las ustępuje miejsca sawannie. Ingerencja człowieka w naturalne warunki spowodowała istotne zmiany w krajobrazie i miejsce naturalnej roślinności zajmują dziś uprawy tropikalnych roślin i owoców, trzciny cukrowej, tytoniu, kawy i kakao. W sadowniczą oazę przekształciła się dolina Cibao w północnej części kraju. Dla Dominikańczyków to serce ich krajowego spichlerza, dla przybyszów okazja do oglądania w miejscowych wioskach tradycyjnych bohio, chat ze strzechami z palmowych liści. Tu także napotkamy ślady Kolumba. Gdy tu dotarł, nie oparł się wrażeniu i nazwał dolinę Królewską Doliną - La Vega Real. Konkwistadorzy założyli w niej osady Santiago de los Treinta Caballeros oraz La Concepcion de La Vega. Ale nie dotrwały one do naszych czasów, zmiecione z powierzchni ziemi w XVI wieku, podczas katastrofalnego trzęsienia ziemi. Noszące ich nazwy miejscowości założono potem w zupełnie innych miejscach.

Artystyczna wioska
Naturalne krajobrazy i przekształcenia dokonywane przez człowieka tworzą na Dominikanie przedziwną mozaikę. Z wioskami w dolinie Cibao kontrastuje Altos de Chavon. To również wioska, ale z tradycją i autentyzmem nie ma nic wspólnego. Powstała w latach 70. XX wieku z inicjatywy magnata amerykańskiego przemysłu cukrowniczego, szefa kompanii Gulf & Western, Charlesa Bluhdorna. Mieszkają tu zapraszani z całego świata artyści i tworzą, zainspirowani otoczeniem - przyrodą i żywymi jeszcze obyczajami autochtonów. W Altos otwarto także uczelnię artystyczną, współpracującą z prestiżową nowojorską akademią sztuki Parsons The New School for Design. Altos de Chavón nie jest pozbawione uroku. Domki-pracownie, butiki i eleganckie restauracje rozmieszczone są wzdłuż krętych uliczek. Na placykach powstałych u ich skrzyżowań tryskają fontanny. Centralnym punktem jest kościół San Estanislao. Swojskie dla nas brzmienie przestaje dziwić, gdy dowiadujemy się, że spoczywa tam Polak uznany za świętego Stanisław. Kościół poświęcił w 1979 roku osobiści Jan Paweł II. Wśród artystów i przedstawicieli światowych elit utarła się od tego czasu moda na zawieranie w nim ślubów. Ważnym, acz zgoła nie wiejskim obiektem jest amfiteatr z miejscami dla 5 tysięcy widzów. Na jego scenie dają występy gwiazdy pop kultury,tej miary co Frank Sinatra, Santana, Julio Iglesias, Andrea Bocelli czy zespół Duran Duran. Elementem tej urzeczywistnionej utopii są parowe stateczki, kursujące po rzece Chavon,. Z ich pokładów podziwiają cuda dominikańskiej przyrody liczni turyści. A rzeka sama w sobie jest rzeczywiście godna podziwu. Spektakularne krajobrazy w jej dolinie docenili już dawno hollywoodzcy filmowcy. Tutaj właśnie powstawały plenerowe sceny takich filmów jak „Czas Apokalipsy” czy „Rambo”.

Piscina natural i strumyk artificial
W dolnym biegu Rio Chavon brzegi porastają mangrowce. Tworzone prze nie lasy namorzynowe są charakterystyczne dla przybrzeżnych płycizn morskich, zatok, lagun i ujść rzek. Otulają koryto rzeki zielonym, nieprzeniknionym woalem, dodając rejsowi tajemniczości. Co ciekawe gdy opuściwszy rzekę, wypłyniemy na ocean, pokonamy cieśninę i zawitamy na Saonę, doznamy déjà vu. Tutaj także mangrowce nie należą do rzadkości. Saona to niewielka wyspa w granicach Dominikany. Również z licznymi przepięknymi plażami i cudami natury, pośród których perłą pierwszej wielkości jest Piscina Natural. Basen w skalnym zagłębieniu wypełniony morską wodą. Kąpiel w niej należy do atrakcji wymienianych przez organizatorów turystyki jednym tchem ze spotkaniem z wielorybami, bowiem woda ma niepowtarzalną szmaragdową barwę. Przyrodniczy fenomen przysłużył się rozwojowi turystyki na Saonie. Wokół wyrosły hotele, butiki, restauracje. W tych ostatnich serwują dania, w których miejscowe tradycje kulinarne splotły się z wpływami hiszpańskimi. Nie jest to jednak kuchnia jednorodna. Każdy region ma bowiem swoją specjalność. Nawet tak samo nazywane dania zaskoczą nas lokalnymi odmiennościami. Jak choćby sancocho, gulasz z kilku rodzajów mięs, którego pierwowzorem jest hiszpańskie cocido. Są też dania ogólnonarodowe, takie jak La bandera (flaga), do której przygotowania używa się białego ryżu, fasoli, mięsa, warzyw i smażonych, dojrzałych bananów odmiany plantain. Kto nie chce żywić się w restauracji, może kupować pyszne dania na gorąco wprost od przygotowujących je na ulicy kobiet, określanych mianem fritureras. W ich ofercie zawsze znajdzie się mangu, puree z gotowanych plantain, czy placuszki kukurydziane yaniqueques (zwane z amerykańska Johny Cakes). Wbrew pozorom te właśnie dania, najlepsze są dla tych którzy cierpią na niestrawność po zmianie kuchni i klimatu, a pragną uniknąć dolegliwości zwanej przez miejscowych „zemstą Caonabo”, czyli biegunki. Europejczyk poczuje się swojsko, popijając cafecito w miejscowej kawiarni. Jedyne, co może się w nich wydać dziwne, to upodobanie do sztucznych strumieni i wodospadów, którymi są często zdobione wnętrza nastawionych na podejmowanie turystów lokali.

INFO
Ministerstwo Turystyki Republiki Dominikańskiej: www.godominicanrepublic.com
Wioska artystów Altos de Chavon: www.altosdechavon.com

Tekst publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura" w numerze zima 2012/2013 na str. 24-30.

Fot.: The Dominican Republic Tourism Board

...