Jak podróżować „na bogato”, nie będąc bogatym?

Kto nie marzy, żeby choć raz odbyć luksusową podróż, nie taką all inclusive z biurem turystycznym, ale naprawdę wyjątkową. Oczywiście można, rynek turystyki luksusowej rośnie jak na drożdżach, również w Polsce, tyle że to droga przyjemność – zaczyna się od 5 tysięcy dolarów za osobę, a sky is the limit… W zamian turysta może życzyć sobie wszystkiego, czego tylko zapragnie: zdobycia wulkanu o wschodzie słońca, zwiedzenia piramid z profesorem archeologii, bungalowu na prywatnej wyspie, transportu helikopterem na lodowiec albo schłodzonego szampana na pustyni – nie ma problemu. Do jego dyspozycji są komfortowe apartamenty, dyskretna całodobowa obsługa i asysta osobistych przewodników. Turystyka luksusowa, oprócz tego, że jest bardzo kosztowna, charakteryzuje się: ekskluzywnością – jest niedostępna dla turystycznych mas, kameralnością – nikt nam nie przeszkadza, egzotycznością kierunku podróży, aktywnością – zapewnia niepowtarzalne, ale bezpieczne przygody, oraz najwyższym poziomem zakwaterowania, np. w butkiowych hotelach i obsługą spełniającą każdą zachciankę.

Czy nie mając góry pieniędzy, można zrealizować powyższe postulaty i podróżować „na bogoto”? Częściowo tak, trzeba jednak zredefiniować pojęcie owego luksusu. Przede wszystkim należy zejść ze ścieżki masowej turystyki, samemu przygotowywać wyjazdy, zbierać doświadczenia, nabywać znajomości. Wycieczka do Egiptu jest standardowym produktem touroperatorów działających w Polsce, ale zapewniam, że samodzielna eskapada nad Nil to zupełnie inna jakość. Do świątyni Abu Simbel turystyczne autokary zjeżdżają się naraz, przez kilka godzin kłębi się tam ogromny tłum, ale po południu jest już cicho i pusto; ekskluzywne spotkanie z Ramzesem gwarantowane. Niezwykle istotny jest więc czas: nie mając pieniędzy, musimy nastawić się na długie eskapady, spotkania z miejscowymi, rozmowy i niespodziewane sytuacje, ale czy to nie jest właśnie esencja podróżowania? Warto czasami poczekać, by cieszyć się kameralnością w miejscach obleganych przez turystów. Kiedyś wybraliśmy się na zwiedzanie ruin starożytnego Efezu godzinę przed zamknięciem – ostatnia wycieczka właśnie wychodziła i mieliśmy je już tylko dla siebie.

Pewnie, że fajnie byłoby dotrzeć na przykład na Wyspę Wielkanocną, ale żeby było egzotycznie, nie musi być daleko. Porównajmy rozlewiska Amazonki z wielokorytową Narwią, ostatnią na Starym Kontynencie naturalną Puszczę Białowieską z rozległymi lasami liściastymi południowej Kanady lub saharyjski Erg Chebbi z ruchomymi wydmami w Słowińskim Parku Narodowym. Warto rozejrzeć się wokół siebie, przygoda czeka za progiem (owszem, brzmi to jak slogan reklamowy, ale tak po prostu jest). Wiele osób słyszało zapewne o turystycznym hicie – Parku Narodowym Skamieniałego Lasu w Arizonie, ale nie wszyscy wiedzą, że drugie takie miejsce znajduje się na Roztoczu Południowym w gminie Lubycz Królewska, gdzie turystów jest jak na lekarstwo. Takich perełek można znaleźć znacznie więcej.

I na koniec: luksusowy niekoniecznie oznacza komfortowy. Hotel pięciogwiazdkowy, czemu nie, ale co powiecie na kąpiel w ciepłym morzu i tropikalną noc na dzikiej plaży w hamaku rozwieszonym między palmami pod tysiącami gwiazd na niebie. Brzmi całkiem dobrze, prawda?

Tekst: Robert Szewczyk

...