Polska – Gdzie na Mazowszu straszy?

Żółta Dama z Liwu, para kochanków z Chlewisk, czarny brytan z Ciechanowa. W ruinach zamczysk i pałacach w regionie zjawy rywalizują ze sobą na frapujące historie z ich doczesnego życia.

Czy wiecie, że podczas pełni po zamku w Czersku miota się duch królowej Bony, która na darmo szuka rozsypanych niegdyś pereł z naszyjnika? W lochach tego zamczyska znajdują się skrzynie z kosztownościami Konrada Mazowieckiego. Po pałacu w Wilanowie przechadza się późnowieczorową porą pan w cylindrze, a w jednej z sal zasiada nobliwa dama w czarnej sukni. W pałacu Przebendowskich w Warszawie, bardziej kojarzonym jako siedziba dawnego Centralnego Muzeum im. Lenina, a dziś Muzeum Niepodległości, w jednym z okien pojawia się Chińczyk, będący wyraźnie pod wpływem… narkotyku. Chcecie poznać więcej mazowieckich legend wprasowanych w wielowiekowe mury – to poczytajcie.

Pokutujący hitlerowcy
Jest taka noc w roku, gdy remontowany właśnie pałac Sobańskich w Guzowie zapełnia cały oddział dusz utrapionych. Kto je widział zza niedomkniętych okiennic, to mógł rozpoznać postrzępione, niemieckie mundury. Żołnierze-mary z poszarzałymi twarzami tułają się po odnawianych komnatach, oglądają ściany, smutno kiwają głowami.

A był czas, kiedy jako żywi przekroczyli te progi, aby wraz z samym Adolfem Hitlerem świętować, właśnie w Guzowie, zdobycie Warszawy. Chlali, strzelali do portretów, tłukli kryształy, rabowali, nieczuli na to, że niszczą prawdziwy klejnot renesansowej architektury, który zakochany w zamkach nad Loarą Feliks Sobański tu wystawił w połowie XIX w., rozbudowując znacznie skromniejszą, późnobarokową wcześniej siedzibę. „Czerwona zaraza”, armia sowiecka wkraczająca do Polski pod sztandarami wyzwoliciela, dokończyła dzieła dewastacji.

Dziś pałac znów wrócił do Sobańskich, a ci starają się mu przywrócić dawny blask. Czy to im się uda i czy wtedy znikną na zawsze duchy pokutujących za swe niecne czyny? A wraz z nimi postać tajemniczego stróża, który też pojawia się w tę jedną noc w parku i ostrzega, aby wówczas nie zbliżać się do pałacu.

Skarb za psa pogłaskanie
Jeszcze w czasach, gdy ciechanowiecki zamek uchodził za niezdobyty, na długo przed szwedzkim potopem, który zamienił go w zgliszcza, żył sobie pośród murów rycerz Sulimir. Jednak kodeksu swojego stanu ani myślał przestrzegać, na wojny nie chciało mu się wybierać, a tylko do kielicha zaglądał i wiejskie dziewki bałamucił. Za to występne życie został przemieniony w czarnego brytana, prawdziwą bestię, na którą o północy można się natknąć na zrewitalizowanych murach. Ujada toto okrutnie, aż ciarki po plecach przechodzą. Legenda jednak mówi, że gdy znajdzie się człek prawego serca, który swoje życie innym zawsze poświęcał, to może psa śmiało pogłaskać, a wtedy czar pryśnie. Wówczas zobaczy drzwi do lochów, w których skryte są skarby nieprzebrane, a może i baryłeczkę przedniego miodu wraz z przywróconym światu rycerzem Sulimirem wypije?

O żonie głowy pozbawionej
Ludwika z Szujskich Kuczyńska, żona kasztelana litewskiego Michała Kuczyńskiego rezydującego na zamku w Liwie, piękna nie była. Pokazuje to konterfekt damy zdobiący ściany dzisiejszego muzeum. A jednak małżonek był o nią chorobliwie wręcz zazdrosny. Podejrzewał niewiastę o niecne igraszki z każdym mężczyzną, również dworzanami. Czy miał podstawy? Trudno dziś stwierdzić. Jedno jest pewne, gdy nadarzyła się pierwsza okazja do posądzenia kobiety o zdradę, pan na Liwie ją wykorzystał. Niewykluczone, że podżegany przez zazdrosną o swą panią dwórkę lub – jak chce inna wersja wydarzeń – intrygujący za plecami pary dwór.

Powód zdawał się błahy – damie zginął brylantowy pierścień, a według innej wersji legendy, aż trzy pierścienie – jeden po drugim, będące prezentem od Ludwika. Rozjuszony tym faktem kasztelan kazał żonę zamknąć w wieży i poddać próbie. Swojej niewinności mogła dowieść tylko w jeden, absurdalny sposób – przewiercić się przez noc palcem przez grube mury, czego naturalnie nie udało jej się uczynić. Następnego ranka została więc przez kata ścięta mieczem, podobnie jak nieszczęsna Anna Boleyn, żona Henryka VIII. Z racji wysokiego urodzenia obie białogłowy zyskały w chwili śmierci jeden, acz wątpliwy „przywilej”, uniknęły katowskiego topora. Historia w przypadku Ludwiki milczy wszelako, czy egzekutor sprawnie się mieczem potrafił posługiwać.

Przypadek zechciał, że w tydzień po krwawym wydarzeniu jeden ze sług znalazł w parku spadłe z drzewa, srocze gniazdo, a w nim pierścienie. Zrozpaczony kasztelan, nie mogąc uporać się z wyrzutami sumienia, popełnił samobójstwo, rzucając się z wieży, w której wcześniej więził żonę. Liczni świadkowie opowiadają, że w księżycowe noce w okolicach wieży bramnej, która jako jedyna zachowała się z dawnego zamczyska, przechadza się duch Ludwiki w sukni świecącej na żółto. Stąd w okolicy została nazwana Żółtą Damą.

Jęki z tatarskiego lochu
Bywa, że w szczególnie cichą noc gość pięciogwiazdkowego hotelu Manor Spa Pałac Odrowążów w Chlewiskach usłyszy płacz. Niech wówczas nie przewraca się na drugi bok, myśląc, że to niewinne kwilenie dziecka gości zza ściany. Gdy nastawi dobrze ucha, zrozumie, że jęki dobiegają od strony piwnic. Pamiętają one jeszcze czasy, nim zamek został przekształcony w wystawną rezydencję szlachecką i należał do rodu Chlewickich. To gdzieś w czeluściach tajemniczych lochów, wydrążonych przez jeńców tatarskich, zamurowany został Kostek Chlewicki przez swojego ojca. Ten bowiem nie mógł mu darować, że młodzian wzgardził ręką damy ze swojej sfery i zapragnął ożenku z wieśniaczką. Cóż z tego, że olśniewała urodą – dla starego Chlewickiego nie było to ważne. Dlatego wolał oboje skazać na męczeńską śmierć w lochach niż ród okryć sromotą.

Tekst: ANNA KŁOSSOWSKA

...