Astana – Sztuka na każdym rogu stolicy

Jedziesz do Astany? – to zobaczysz drugi Dubaj – mówią mi znajomi. To bardzo powierzchowne stwierdzenie.

W nowym wcieleniu jest młoda, jak państwo, którego stała się stolicą zaledwie w 1997 r. – sześć lat po tym, jak Republika Kazachstanu uzyskała niepodległość. Nim nadano jej nazwę Astana, co po kazachsku znaczy właśnie stolica, było tu miasto Akmoła, a wcześniej wzniesiona w 1824 r. przez Rosjan forteca Akmolińsk, a zarazem punkt zborny dla karawan ciągnących z Taszkentu i Buchary do rozległego państwa carów.

Już jako Astana musiała stać się godna nowego kraju, który w wyniku rozpadu ZSRR zyskał tereny dające mu lokatę dziewiątego co wielkości państwa na świecie – bagatela 2,7 mln kmkw, położonych w większości w Azji Środkowej między Federacją Rosyjską, Kirgistanem, Turkmenistanem, Uzbekistanem a Chinami. Ambitna władza zawalczyła, aby w Astanie odbyły się w ostatniej dekadzie: szczyt państw i szefów rządów państw Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Zimowe Igrzyska Azjatyckie, a wreszcie EXPO 2017. Wtedy cały świat dostrzegł wreszcie na Astanę.

Wystawa światowa
Mimo, że nie przewalają się dziś po terenach Expo takie tłumy jak w czasie trwania wystawy światowej dwa lata temu – nadal robi potężne wrażenie. Zorganizowana na powierzchni 25 ha ekspozycja przyciąga wzrok grupą, czy wręcz osiedlem połyskujących w słońcu szklano-stalowych, budynków o futurystycznych kształtach i różnej wysokości. Spinają je kładki i mosty poprowadzone z taką finezją, że aż dziwi, iż taką lekkość konstrukcji można osiągnąć z wykorzystaniem betonu.
Szerokie chodniki z dużych, kwadratowych płyt okalają zielone rabatki tonące w powodzi kwiatów ułożonych w artystyczne wzory. Strzela w górę wielometrowa, biała iglica przywodząca na myśl starożytne, egipskie obeliski. Przezroczysty, bo ze szkła pomnik w kształcie spiralnej muszli łodzika z rzędu morskich głowonogów sąsiaduje z ażurowym pawilonem otoczonym drewnianymi, estetycznymi ławami i stołami. W sezonie letnim można się tutaj posilić. Z lotu ptaka cały kwartał ze szklaną, gigantyczną kulą pośrodku wygląda jak statek kosmiczny. W tej kuli mieści się obecnie część wystawowa rozlokowana na ośmiu piętrach – z najwyższego roztacza się 360 st. – panorama stolicy w… kropki, bo szyba z pleksi jest w drobny rzucik.
Pod kopułą współgrają ze sobą wielotysiącletnia historia terenów dzisiejszego Kazachstanu ze współczesnością, gdyż bez jednej nie byłoby drugiej. Kazachowie akcentują to na każdym kroku – nie tylko w tym miejscu. Na parterze witają trzy laleczki EXPO ubrane w tradycyjne, folklorystyczne kostiumy: Saule, Kuat i Moldir, reprezentujące kolejno energię słoneczną, zieloną (eko) i wodną, bo motywem przewodnim Expo 2017 była „energia przyszłości”. Szybko mknące, ruchome schody czy przeszklone, bezszelestnie mknące w górę windy przenoszą na coraz wyższe poziomy pokazując sen o przyszłości młodego narodu: gadające i tańczące roboty, wehikuły-poduszkowce wyjęte jakby żywcem z kadrów „Wojen gwiezdnych”, futurystyczne miasta, łaziki gwiezdne – wszystko napędzane energią ze źródeł naturalnych. Wieloetniczne, zaledwie 18-milionowe społeczeństwo (w tym 100-tysięczna Polonia – potomkowie zesłańców) ze spuścizną historyczną tych ziem datowaną od epoki kamienia, niedawni nomadowie żyjący w jurtach wiedzą, że od natury nie można się odwrócić.

Opera
Kto by się tego spodziewał – neoklasyka w najczystszej formie. Ziszczenie snów Andrei Palladia, włoskiego architekta, który stworzył własny styl inspirowany budowlami antyku. Opera w Astanie przywodzi na myśl grecki Partenon, bo bardzo go przypomina. Rząd okalających prostokątny budynek kolumn, zwieńczonych trójkątem tympanonu, a na górze kwadryga – galopujący koński zaprzęg jak na Bazylice św. Marka w Wenecji. Wzniesiona została zaledwie przed sześcioma laty z białego jak śnieg w marmuru z polecenia samego prezydenta, Nursułtana Nazarbejewa, który jest częściowo autorem samego projektu.

W środku Opery przepastne hole, wsparte na równie co na zewnątrz solidnych kolumnach, wykładane marmurem w kolorowe wzory nawiązujące do tradycyjnej, kazachskiej ornamentyki. Boki schodów prowadzących na piętro zdobią kazachskie pejzaże namalowane wybitną ręką. Akustyka sali koncertowej, całej w czerwonym pluszu z białymi, zdobionymi pozłacanym deseniem, gondolami lóż należy do najlepszych na świecie. To wnętrze nasuwa na myśl Operę w Wiedniu czy mediolańską La Scalę, tylko w większej skali. Aż chciałoby się obejrzeć spektakl! Zwłaszcza, że podczas prób na zapleczu, gdzie rozśpiewują się artyści słychać idealne bel canto, a orkiestra gra czysto, rytmicznie i z werwą pod batutą „wypożyczonego” dyrygenta z europejskiej czołówki. Przy nich blednie wiele uznanych zespołów Starego Świata.

Uniwersytet
20 lat ma Kazachski Narodowy Uniwersytet Sztuk w Astanie – jeden z czterech budynków to… klawiatura fortepianu w nadnaturalnym wymiarze, a mniejsza z dwóch sal koncertowych nosi imię Fryderyka Chopina. To gigantyczny kompleks edukacyjny, gdzie nauka odbywa się niemal od oseska do uzyskania… doktoratu. Szkoła prowadzi siedem programów artystycznej szkoły podstawowej i średniej, dziewięc colllege’u, 18 bachelor, 15 master i trzy PhD, czyli doktoratu. Uczelnia ma cztery wydziały:
- muzyczny (z podziałem na sekcje instrumentalne, muzykologię, śpiew i dyrygenturę),
- sztuki tradycyjnej (z uwzględnieniem ludowych instrumentów kazachskich i rosyjskich oraz śpiewu),
- teatru, kina i telewizji (zaopatrzony w studia filmowe i najnowszy sprzęt rtv)
- historia sztuki.

Jedną część budynku zajmuje szkoła z internatem dla uzdolnionych dzieci i młodzieży tak połączona korytarzami z resztą budynku, że nie trzeba opuszczać wnętrz. Przytulne 2-3 osobowe sypialnie mają standard dobrych trzech gwiazdek. W głównym holu szkoły króluje prawdziwa jurta z kazachskich stepów – miejsce, gdzie najchętniej dzieci spędzają przerwy. Całości dopełniają sale koncertowe w prawdziwego zdarzenia – występując na nich młodzież może się przyzwyczajać do występów na światowych scenach. Całe założenie „wszystko w jednym” wydaje się dobrze przemyślanym eksperymentem, gdzie naukę zawodu łączy się z przyswajaniem wiedzy ogólnej. Rozczulenie budzą klasy malutkich, 6-7-letnich, początkujących baletnic w tiulowych spódniczkach ze włosami zebranymi na karku w koczki, które na polecenie pani dzielnie stawiają pierwsze pas.

Miasto
To wcale nie jest Dubaj, choć cele budowniczych obu miast były zbliżone: olśnić, zachwycić, powalić – wielkością, innowacyjnością, niebanalnością rozwiązań architektonicznych. Obydwa też wyrosły w mniej sprzyjających okolicznościach przyrody – Dubaj na piasku, a Astana na stepie i to zaskakującym tempie, przy czym stolica Kazachstanu bije pierwsze miasto na głowę. Nowoczesna jej wizja zrealizowana została przez pomysłodawcę – „Ojca Narodu”, dzierżącego ster władzy już niemal 20 lat prezydenta Nazarbajewa w mniej niż dekadę i jest konsekwentnie dalej realizowana. Gigantomania natomiast w przypadku Astany mniej razi niż w środkowowschodnim emiracie. Owszem, budynki – zarówno użyteczności publicznej, jak osiedlowe pną się górę, są masywne, potężne i… długie. Jednak, na co nie zwraca uwagę większość krytyków motywy zdobnicze na fasadach czerpią z kazachskiej, bogatej kultury. I to odróżnia astańskie bloki od chociażby naszych „bezpłciowych”, pudełkowych apartamentowców „kubek w kubek” podobnych jeden od drugiego. Natomiast każde osiedle w Astanie ma inny design, budynki odmienną formę i kolorystykę, nie porażając przy tym pstrokacizną. Zachowane między nimi odległości są tak duże, że nie ma szans nie tylko na podglądanie sąsiadów w oknie, ale niekiedy nawet ich lornetowanie. To bez wątpienia komfort dla lokatorów, o jakim mieszkańcy Warszawy i innych miast mogą sobie tylko pomarzyć. Na parterach budynków nierzadkie są małe, prywatne galerie sztuki – jak uzdolnieni okazują się Kazachowie w sztuce rzeźby, kilimów, gobelinów, malarstwie!
W centrum biegnie szeroka promenada – Park Miejski z kwiatowym kobiercem ciągnącym się przez środek. Okalające go budynki kojarzą się z pięciogwiazdkowym hotelem Atlantis the Palm na dubajskiej wyspie Palmowej. Jednak całość budzi jednak reminiscencje architektury poprzedniej epoki. Wielkie, puste przestrzenie aż zachęcają do defilad. Z daleka widać 15-m. wieżę widokową Bajterek, jedną z topowych atrakcji turystycznych. Obecna na banknotach i w herbie Astany, kształtem przypominającym drzewo z kulą między konarami nawiązuje do kazachskiego mitu. Opowiada on o magicznym ptaku, który złożył jajo pomiędzy konarami magicznej topoli podtrzymującej niebo i tak narodziło się słońce. Dlatego to właśnie słońce, symbol kosmosu i harmonii błyszczy na błękitnym niebie - tle flagi, a pod nim frunie orzeł o rozpostartych skrzydłach. Stąd też niektórzy „nawiedzeni” przypinają Astanie łatkę stolicy okultyzmu ze względu na spotykane tu i ówdzie wizerunki słońca, jednego z najważniejszych symboli masonerii. Potwierdzeniem tej teorii miałaby być Piramida, czyli Pałac Pokoju i Pojednania. Niecodzienną, postmodernistyczną formę z pięciu kondygnacji trójkątów równobocznych złożonych razem jak pyraminx wymyśliła pracownia Normana Fostera – tego samego brytyjskiego architekta, który niemalże zmiażdżył swoim Metropolitanem naszą Operę Narodową w Warszawie. Foster jest też zresztą autorem Bajterka oraz Chan Szatyr, czyli „Namiot Chana”, zbudowany w kształcie gigantycznego stożka największe w tej części świata centrum handlowo-rozrywkowe ze sklepami na 23 tys. mkw. Wśród butików znajduje się polski Inglot z kosmetykami, który w ciągu 25 lat istnienia podbił już globalne rynki od Montrealu i 5th Avenue w Nowym Jorku po Mall of the Emiratem w Dubaju kończąc.

Przepadam za przemyślaną, nowoczesną architekturą tworzoną według szerszego, przemyślanego planu – tak jak właśnie w Dubaju czy Astanie, dlatego spodobała mi się kazachska stolica. Nie wydaje mi się sztuczna czy wydumana, jest po prostu inna. Tę inność w niej właśnie cenię, bo zafundowała mi masę zaskoczeń podczas zwiedzania. Zmusiła do intelektualnej zabawy w skojarzenia. Najbardziej jednak zaimponowała mi przywiązaniem do własnej sztuki i tradycji.

Tekst i zdjęcia: Anna Kłossowska

 

 

 

 

 

Co o tym sądzisz ?

Napisz komentarz