Krzysztofowi Kolumbowi przypisuje się odkrycie Ameryki. Rzecz wymaga sprostowania, bo tak naprawdę odkrył… Dominikanę.

Ba, jego pierwsze spotkanie z lądem, który wcale nie był tym do którego chciał dotrzeć, było krótkie i dramatyczne. Tubylcy obsypali żeglarzy gradem strzał. O negocjacjach nie było mowy, i statki Kolumba rozwinęły żagle, by spróbować lądowania gdzie indziej. Zatokę w której zdarzenie miało miejsce odkrywca nazwał Golfo de Las Flechas, Zatoką Strzał. Był styczeń 1493 roku, czas, w którym w rejonie Półwyspu Samanà pojawiają się śpiewające wieloryby. Notując w dzienniku pokładowym wzmiankę o nich, Kolumb – znowu mimowolnie – stał się pierwszym Europejczykiem, który oglądał humbaki. Do dziś nie ma pewności czy Kolumb zawitał do rozległej zatoki Samanà? Czy do małej Rincón, wtulonej między cyple jakie wysuwają się z Półwyspu Samanà ku północnemu wschodowi? Pewne jest tylko to, że kończąc epokę nazywaną dziś prekolumbijską, przybycie Hiszpanów stanowiło przełom w dziejach obu Ameryk.

Pałac Don Diego
W ślad za Kolumbem do Nowego Świata zaczęły się wlewać fale przybyszów ze Starego Kontynentu. Awangardę stanowili oczywiście członkowie rodziny odkrywcy. Już w sierpniu 1496 roku, brat Krzysztofa, Bartolomeo założył Santo Domingo. Osada stała się bazą hiszpańskich podbojów. Dziś jest najstarszym miastem obu Ameryk i stolicą Republiki Dominikany. Nic więc dziwnego, że starówka ma kolonialny charakter, i że pełno tam kolumbowskich pamiątek. Przede wszystkim Alcázar de Colón, zwany też Pałacem Don Diego Kolumba. Kamienna budowla na rozległym placu ze wspaniałym widokiem na rzekę Ozama. Dar króla Ferdynanda Katolickiego dla Don Diego Kolumba, najstarszego syna odkrywcy, zarządzającego zamorskim terytorium od 1509 roku. W rękach rodziny rezydencja pozostawała przez trzy pokolenia, potem była przedmiotem własnościowych sporów, aż wreszcie, splądrowana przez słynnego angielskiego korsarza Francisa Drake’a, popadła w ruinę. Odbudowana przed półwieczem mieści dziś muzeum.

Latarnia Kolumba i UNESCO
Drugą pamiątką jest Faro a Colón, czyli Latarnia Kolumba. Budową kierował dominikański architekt Teófil Carbonella. Wzniósł obiekt w kształcie ogromnego krzyża – centrum edukacjno kulturalne, a zarazem nietuzinkowy pomnik Kolumba. Miano latarni zyskał za sprawą efektownej iluminacji. Lśni i wysyła w niebo snop swiatła z 251 reflektorów. Budowę ukończono w 1992 roku, w 500 rocznicę odkrycia Ameryki. Santo Domingo zawdzięcza rozwój Diego Kolumbowi. Jako zarządca prowincji położył kamień wegielny pod budowę najważniejszej w owych czasach budowli – miejscowej katedry. Konsekrowana w 1546 roku Cathedral Basilica Santa Maria la Menor stała się pierwszą świątynią Nowego Świata, więc konsekrował ją w 1542 roku sam papież, Paweł III. Wraz z gmachem uniwersytetu i szpitalem należy do pierwszego na amerykańskich kontynentach cennego zespołu zabytkowego wpisanego w 1990 roku na listę kulturalnego dziedzictwa ludzkości.

Zabawa do świtu
Santo Domingo ma jeszcze inne „naj”, choćby największy na Karaibach ogród botaniczny tak rozległy, że egzotyczne rośliny podziwia się… jeżdżąc specjalną kolejką. Santo Domingo jest też najbardziej rozrywkowym miastem słonecznego karaibskiego archipelagu. Z mnóstwem nocnych lokali, klubów i restauracji. W tym roku w ramach akcji „City Gourmet of Santo Domingo“ można w nich kosztować wyjątkowych lokalnych potraw. Z równym powodzeniem jak rozkoszom podniebienia można oddawać się hazardowi w jednym z miejscowych kasyn, albo dać porwać gorącym rytmom. Kluby i dyskoteki rozbrzmiewają muzyką do świtu. A tańczący merenque, salsę czy bachtę wylegają spontanicznie na ulice. Krótko mówiąc: Santo Domingo nigdy nie śpi!

INFO
www.godominicanrepublic.com
www.santodomingotourism.com

Sezon na Dominikanę trwa cały rok. Warto jedynie pamiętać, że najbardziej wilgotno jest w okresie maj-wrzesień. Zdarzają się wówczas intensywne ale orzeźwiające powietrze deszcze. Gdy u nas jest zima różnica czasu w stosunku do Greenwich wynosi 4 godziny, latem (nie zawsze) – 5. Konieczny jest adapter do naszych urządzeń elektrycznych, bo napięcie w gniazdkach wynosi 110 V.

Tekst publikowany w magazynie “Świat Podróże Kultura” w numerze wrzesień-październik 2013 na str. 34-37.