Birma – kraje Półwyspu Indochińskiego (1) | Świat PR

Birma – kraje Półwyspu Indochińskiego (1)

Trzy kraje z Półwyspu Indochińskiego fascynujące bajkowym krajobrazem, egzotycznymi obyczajami, przedziwnym smakiem potraw. Ich legendy, baśnie i mity odwołują się do nieznanych nam wydarzeń i wierzeń oraz odmiennego światopoglądu. I chociaż nie zawsze je pojmujemy, zaostrzają apetyt, niczym tajemnicze przyprawy.

1. Birma – Budda, mnisi i Szafranowa rewolucja
O Birmie bywało głośno z powodu biedy, wcielanych do armii małych dzieci, drastycznych poczynań wojskowej junty, produkcji i przemytu opium na wielką skalę, ale także dzięki licznym plemionom o barwnej kulturze i wspaniałym świątyniom. Szczególną sławą cieszy się sanktuarium Shwe Tha Lyaung – odpoczywającego Buddy w Bago. Jego lśniąca od złota postać ma niemal 55 m długości, a obsypane kosztownymi kamieniami stopy skrzą się tak, że wprawiają przybysza w osłupienie. Posąg liczy ponad tysiąc lat, ale wygląda wciąż jak nowy.

Ponoć syn okrutnego króla Mgadeikipy trafił w czasie polowania do wioski Suwannabhumi, gdzie ujrzał dziewczynę tak cudownej urody, że bez pamięci się zakochał. Ona odwzajemniła uczucie i wkrótce się pobrali. Gdy pojawili się na królewskim dworze, władca wpadł w szał i kazał obydwoje zabić. Nie tylko dlatego, ze dziewczyna była niskiego stanu, ale również dlatego, że była buddystką, a on wyznawał inną wiarę. Gdy przerażona dziewczyna zaczęła się modlić przed posągiem miejscowego bóstwa, ten pękł i rozsypał się z hukiem. Wtedy Mgadeikipa pojął, że prawdziwa wiara to buddyzm. Kazał potłuc wizerunki starych bogów, a na ich miejscu wznieść imponującą figurę Buddy.

Tam, gdzie są świątynie i posągi, są także mnisi, nierzadko dzieci, podobnie jak te, które trafiają do armii. W ciszy klasztorów czeka je bowiem lepsze i spokojniejsze życie niż w rodzinnych wioskach. W 47-milionowym birmańskim społeczeństwie mnisi buddyjscy stanowią dziś półmilionową grupę. Cieszą się ogromnym autorytetem i choć nie mają scentralizowanej hierarchii, stanowią liczącą się i wpływową siłę polityczną. We wrześniu 2007 r. poczucie odpowiedzialności za losy kraju wyprowadziło dziesiątki tysięcy mnichów na ulice największych miast – Rangunu i Mandalaju. Ponieważ jałmużna od wojskowych związanych z reżimem miała im zapewnić pomyślne odrodzenie w kolejnych wcieleniach, mnisi odmówili przyjmowania datków, symbolicznie odwracając swoje żebracze miseczki do góry dnem. Do ich połączonego z modlitwą protestu przeciwko łamaniu praw człowieka i przetrzymywaniu w areszcie wybitnej działaczki Aung San Suu Kyi dołączyli mieszkańcy miast i działacze opozycyjni. Rewolucja, nazwana od koloru mnisich szat, szafranową, została krwawo stłumiona, a wielu jej uczestników aresztowano. Niemniej jednak ruch wolnościowo-demokratyczny, któremu przewodzi Aung San Suu Kyi, uzyskuje z roku na rok większe poparcie, wprowadzając Birmę na drogę politycznych i społecznych przemian.

...