Indie z motocyklowej perspektywy | Świat PR

Indie z motocyklowej perspektywy

Zwiedzanie Indii na motorze jest z pewnością niekonwencjonalne. Otwiera też niebywałe możliwości. Maszyny wedrą się na wysokie przełęcze Ladakhu, przemkną przez pustynie Rajastanu i Gujaratu, przebiją przez zakorkowane ulice metropolii. Dotrą do świętego miasta Benares, do wrót parków narodowych, w których otacza się opieką bengalskie tygrysy, do bram barwnych świątyń oraz pod mury wzniesionych przed wiekami budowli, które tak jak bajeczny Taj Mahal, należą dziś do arcydzieł ludzkiej cywilizacji.

Nie jest to jednak przygoda dla ludzi o słabym charakterze. Niełatwo bowiem prowadzić ciężką maszynę na dużych wysokościach, gdy organizmowi brak tlenu. W upale, gdy nad drogami kłębi się pył, a rozgrzane powietrze rozdziera płuca przy każdym oddechu. Lub w strumieniu pojazdów: luksusowych limuzyn, zdezelowanych starych aut, zatłoczonych autobusów, ryksz, a nawet wielbłądów i słoni, na ulicach wypełnionych ogłuszającym dźwiękiem klaksonów. Dla nas – w atmosferze zaskakującej i egzotycznej, dla mieszkańców hinduskich miast, zwłaszcza największych – normalnej. Wprawdzie gdy tylko opuścimy przeludnione aglomeracje, przed oczami zaczną się przesuwać cudowne krajobrazy, ale i tam bezpieczna jazda wymaga nie lada koncentracji. Ruch jest lewostronny, a nawierzchnie w kiepskim stanie. Mimo to potężne ciężarówki produkowane w zakładach firmy Tata, udekorowane wizerunkami bóstw, mrugające kolorowymi światełkami i ryczące muzyką z przymocowanych do kabin głośników, pędzą zdając się nie zwracać uwagi ani na przepisy ruchu, ani na innych użytkowników drogi. Wyjątek robią chyba tylko dla stad krów, które w Indiach chroni tradycja i prawo, a które nawet przez ruchliwą szosę kroczą ze spokojem, jakby były na śro-dku pastwiska.

Trasę każdej eskapady trzeba dobrze zaplanować. A realizując, zwłaszcza najśmielsze zamierzenia, trzeba mieć odwagę, by przyznać, że natura jest silniejsza. Bo tylko respektując jej potęgę, przemierzymy Indie motocyklem i przeżyjemy niepowtarzalną przygodę. Godną opowieści podróż życia!

Na początek Ladakh
Niczym nieziemski parawan, wiecznie zaśnieżone łańcuchy Himalajów i Karakorum odcinają tę krainę od reszty świata. Mimo to przez wieki przemierzali ją pielgrzymi i objuczone towarami karawany zmierzające z Indii do Tybetu. Przewożono jedwabie z Chin, przyprawy, herbatę i sól, perły i szlachetne kruszce, wełnę i opium. Pędzono stada owiec, jaków i lam. Zwierzęta i ludzie przekraczali 4 tysiące metrów, wspinając się po tym najwyżej położonym na świecie szlaku, niemal do bram niebios. Ladakh utożsamiany jest z mityczną krainą wiecznej szczęśliwości Shangri-La, w której ludzie żyją w harmonii z przyrodą i w zgodzie z bogami, ciesząc się długowiecznością i dobrym zdrowiem. Dowody, że tak jest w istocie, znajdziemy już u wrót regionu, w otoczonym górami mieście Srinagar, którego zabytkowe budowle przeglądają się w wodach jeziora Dal niczym w magicznym zwierciadle. Pobliskie góry kryją 35-kilometrowy jęzor potężnego lodowca Kolahoi, jednego z najdłuższych w całym Kaszmirze (Ladakh jest częścią prowincji). A wypełniona wiecznym śniegiem jaskinia Amarnath pełna jest naturalnych lodowych figur, w których wyznawcy hinduizmu dopatrują się postaci Parvati i Ganeshi, syna boskiej pary z głową słonia, uosabiającego radość i nadzieję. To do niego, tytułując go Ganapati, Hindusi zwracają się słowami: „Ganapati papa moria!” (Ganapati, przynieś mi szczęście!). Jaskinia jest celem świętych pielgrzymek, bo jak głosi legenda, Shiva wyjaśniał w niej tajemnice życia i wieczności swej boskiej małżonce, Parvati. Z krajobrazem zdominowanym przez lodowce i skalny rumosz kontrastują tereny wypasowe koło wioski Pahalgam, otoczonej uprawami gorczycy i szafranu. W głąb Ladakhu prowadzą serpentyny dróg, miejscami tak wąskich, że z trudem mija się inne pojazdy. Motocyklista zdaje się balansować na krawędzi urwiska, a najdrobniejszy nawet fałszywy ruch grozi stoczeniem się w przepaść. Ale wokół piętrzą się góry, a u ich stóp wije się dolina, znacznie potężniejsza niż wizytówka Ameryki – Wielki Kanion.

W kraju wysokich przełęczy, jak tłumaczy się nazwę Ladakh, życie toczy się nawet powyżej czterech tysięcy metrów. Rekordową wysokość 4270 m n.p.m. osiągamy w Kibber – wiosce położonej najwyżej w Azji. Tworzy ją około 80 domów zbudowanych z kamieni. Jest ośrodek zdrowia, szkoła, poczta, przystanek autobusowy, a nawet lokalna stacja telewizyjna. Ponad osadą góruje jeszcze buddyjska świątynia, do której prowadzi ścieżka, możliwa do pokonania jedynie pieszo. Wspinaczkę utrudnia usypujący się spod stóp żwir i staczające się głazy. Wysokość także daje się we znaki, bo powietrze jest mocno rozrzedzone i z trudem się oddycha. Choroba wysokościowa nikogo nie omija, powodując zawroty i bóle głowy. Niemniej jednak, po dwóch godzinach osiąga się cel. Barwne chorągiewki łopocą na wietrze, niosąc przed oblicze Buddy intencje tych, którzy je rozwiesili. Roztacza się spektakularna panorama na szczyty przekraczające 6 tysięcy metrów wysokości, a dusza doznaje ukojenia. Zejście jest nie mniej mozolne od podejścia, ale pokonanie własnych słabości daje ogromną satysfakcję.

Do największych wyzwań należy przełęcz Rohtang. Otwarta od maja do listopada droga wspina się tu na wysokość 3978 m n.p.m., prowadząc do Leh, pradawnej siedziby władców Ladakhu. Nie ma nawierzchni asfaltowej tylko żwir. Przejazd utrudniają dodatkowo ciągnące nią pojazdy wojskowe i wypełnione towarem ciężarówki. Zatory i korki nie należą do rzadkości, zwłaszcza że z okolicznych stoków zsuwają się często masy błota i kamieni. Snują się mgły. Na przełęczy zbiegają się trzy potężne górskie łańcuchy, więc aura jest kapryśna, a pogoda trudna do przewidzenia. Przejazd stanowi sprawdzian dla kierowców, nawet tych, którzy pokonują Rohtang jeepami z napędem 4x4. Przełęcz ma ogromne znaczenie komunikacyjne dla prowincji Kaszmiru. Dzieli też kraj kulturowo, wydzielając z rozległego zdominowanego przez muzułmanów i hinduistów regionu, buddyjski Mały Tybet, jak często mówi się o Ladakhu.

W tej krainie u progu Himalajów niezapomniane są także biwaki. Rozbicie namiotów bywa jednak trudne, bo hulają silne wiatry, ulewne deszcze nie należą do rzadkości, a temperatury spadają nocą poniżej zera. Jednak w pogodną noc, gdy silniki motocykli dawno już milczą i ustanie obozowa krzątanina, ciszę przerywają jedynie głosy zwierząt i trzask ogniska. Płomienie, inaczej niż wielkomiejskie światła, nie gaszą blasku gwiazd. Dają natomiast ciepło i poczucie bezpieczeństwa, potrzebne zwłaszcza wtedy, gdy po okolicy krążą wilki. Jednostajny warkot motocyklowych silników nie jest tak znowu odległy od terkotania modlitewnych bębenków czy łopotu chorągiewek na wietrze. Jeśli Buddzie spodoba się ich odgłos, przywita podróżnych słonecznym porankiem. Da znak, że modlitwy zostały wysłuchane, i nadzieję na szczęśliwe dotarcie do celu.

Skarby Rajastanu
Zgoła odmienne doznania towarzyszą podróżom po Rajastanie. W krajobrazie tej największej obszarowo prowincji Indii dominują rozległe, wypalone słońcem obszary. Najrozleglejsza pustynia Thar ciągnie się z północnego wschodu na południowy zachód przez 850 km. Zdobią ją barchany – ruchome wydmy o kształcie półksiężyca z ramionami usypanymi przez wiatr. Niczym fatamorgana na pozbawionych roślinności terenach wyrastają barwne miasta. Małe, ze ścianami domów dekorowanymi barwnymi malowidłami i wielkie, fascynujące architekturą i tętniące życiem. Najsłynniejszy jest Jaipur, stolica prowincji usytuowana na płaskowyżu Malwa, sąsiadującym z pustynią. Czerwone ściany zabytkowych budowli sprawiają, że ta właśnie barwa kojarzona jest powszechnie z miastem. Do pereł hinduskiej architektury należy usytuowany w centrum Pałac Wiatrów, którego misternie dekorowana fasada kryje 953 małe okienka. Kobiety z dworu maharadży, same trudne do zauważenia, obserwowały z nich główną, ruchliwą miejską arterię. Kilkanaście kilometrów na północny wschód wznosi się tysiącletni Fort Amber – twierdza i zespół pałacowy władców Rajastanu. A że wybudowano ją na wzgórzu, już w czasach kolonialnych utarł się obyczaj podróżowania do jego bram na grzbietach słoni. Z położonym w górach Arawali miastem Udaipur kojarzony jest kolor błękitny. Historyczne budowle, z XVIII-wiecznym pałacem na wodzie (na skalistej wysepce Jag Niwas; dziś to luksusowy hotel), przeglądają się w lustrze jeziora Pichola.

Pudża w Varanasi
Indie są mozaiką wielu kultur i religii. Stąd wywodzi się buddyzm, a podbój mongolski sprawił, że po kraju rozlał się islam. Najbarwniejszą jednak religią pozostaje hinduizm, którego wyznawcy czczą miliony bóstw wielkich i małych. Na czele tak licznego panteonu stoją Brahma, Vishnu, Shiva, wyjęci spod oddziaływania czasu. Brahma tworzy światy, Vishnu podtrzymuje je przy życiu, a Shiva niszczy. Ten odwieczny cykl uosabia święta rzeka Ganges, której wody niszczą wprawdzie podczas wylewów rozległe połacie kraju, ale nawadniając je, przywracają znowu do życia. Nad Gangesem rozsiadło się w środkowych Indiach święte miasto Varanasi (Benares). Wyznawcy pielgrzymują do niego z całego kraju, by obmyć się w wodach rzeki. Marzą, by u kresu żywota ich doczesne szczątki spłonęły tutaj na drewnianym stosie. Wierni i oczarowani magią tego miejsca turyści z całego świata uczestniczą pospołu w uroczystych pudżach nad rzeką. Szczególny nastrój mają wieczorne uroczystości religijne, celebrowane przy świetle pochodni, w dymach kadzideł. Wizyta w Varanasi jest znakomitą okazją do obserwacji ludzi i podziwiania ich odświętnych strojów: barwnych sari, w których kobiety wyglądają jak motyle, i turbanów dodających mężczyznom dostojeństwa.

Spotkanie z tygrysem
Fauna i flora Indii dorównują bogactwem mozaice kultur, języków i religii. Szczególnie ciekawe są wizyty w parkach narodowych, i to tych, w których można spotkać bengalskie tygrysy. Zagładę królewskich zwierząt powstrzymała w latach 70. XX wieku Indira Gandhi, zakazując polowań. Dziś gatunek się odradza, a pod opieką parkowych strażników można podejść nawet blisko do groźnego drapieżnika. Najlepiej... na grzbiecie słonia. Bezpieczne i romantyczne, ale zawsze emocjonujące spotkanie oko w oko z tygrysem jest wielkim przeżyciem. Pozostaje na zawsze w pamięci podróżnika.

Tekst publikowany na łamach magazynu "Świat Podróże Kultura" w numerze wrzesień-październik 2012 na str. 18-25.

...