Liban – Szwajcaria Bliskiego Wschodu

Życie skupia się w kosmopolitycznym Bejrucie, pełnym drogich samochodów i eleganckich kamienic wplecionych w zielone wzgórza, z których roztacza się piękny widok na błękitne Morze Śródziemne.

Choć Liban to najmniejsze z państw Bliskiego Wschodu, zajmujące terytorium porównywalne z obszarem województwa świętokrzyskiego, na każdym kroku zachwyca swoją różnorodnością. Ten niewielki kraj zamieszkują wyznawcy 18 religii. Dominują muzułmanie i chrześcijanie – gdy na północy i południu kraju słyszy się głównie nawoływania muezinów, w zgiełku stołecznych ulic częściej słychać dźwięk kościelnych dzwonów. Przenikanie się różnych kultur i religii dostrzeżemy zwłaszcza w architekturze, bywa, że dawna wieża kościelna jest dziś minaretem meczetu. Dopełnieniem kulturowej mozaiki są liczni przybysze, zwłaszcza imigranci zarobkowi ze Sri Lanki oraz uchodźcy z Palestyny. Po bejruckiej promenadzie Corniche spacerują zarówno kobiety ubrane w stylu zachodnim, w krótkich sukienkach i w butach na wysokim obcasie, jak i te ubrane tradycyjnie – owinięte chustami, noszące hidżab, a nawet burkę. Na ulicy mieszają się różne języki – co prawda słychać głównie arabski, ale billboardy i znaki drogowe w języku angielskim i francuskim sprawiają, że czujemy się jak w Europie.

Partia Boga
Z czym kojarzy się Liban? Jeśli należałoby szybko wymienić jedno skojarzenie, dla większości czytelników byłby to pewnie Hezbollah. Partia Boga, powstała jako organizacja tworząca antyizraelski ruch oporu w czasie wojny domowej, w świadomości zwykłych Libańczyków jest po prostu partią polityczną. Od lat widnieje na listach organizacji terrorystycznych i nie sposób zanegować wielu aktów przemocy dokonanych przez jej członków, ale Hezbollah ma też drugą, mniej znaną twarz. Organizacja prowadzi m.in. szpitale oraz realizuje wiele projektów społecznych dla najuboższych, czym skutecznie zapewnia sobie poparcie znacznej części społeczeństwa.

Biblijne drzewa
„Sprawiedliwy zakwitnie jak palma, rozrośnie się jak cedr na Libanie” – taką obietnicę daje nam jeden z psalmów Starego Testamentu. Cedry, wysokogórskie drzewa, mają nawet kilkanaście metrów średnicy, a wiek najstarszych z nich ocenia się na 1500 lat. Zalety drewna cedrowego – przede wszystkim wyjątkowa trwałość i zapach – były znane już w starożytności. Egipcjanie cenili otrzymywaną z cedru żywicę, używając jej przy mumifikacji zwłok. Drewno tego gatunku było najbardziej poszukiwanym materiałem budowlanym, z którego powstały świątynie Asyrii, Izraela, Babilonu oraz Persji. Zapotrzebowanie na ten surowiec pozwoliło na wielki rozwój nadmorskich miast ówczesnej Fenicji – Tyru i Sydonu, które szybko stały się jednymi z największych portów na świecie. Wpływy Tyru za czasów króla Hirama były tak wielkie, że Morze Śródziemne nazywano wtedy Morzem Tyryjskim. Intensywna eksploatacja cedru, trwająca aż do XX w., nieomal spowodowała wyginięcie tego gatunku – obecnie te pomniki przyrody można zobaczyć tylko w kilku miejscach. Warto wybrać się do rezerwatu założonego w okolicach Trypolisu, drogą przez malowniczą dolinę Kadisza.

Miasto Słońca
Baalbek, położone po drugiej stronie pasma górskiego Liban, znane jest dziś na Bliskim Wschodzie przede wszystkim jako kwatera Hezbollahu. Wjeżdżając do miasta, nie sposób nie zorientować się, kto jest naszym gospodarzem – to Hassan Nasrallah, przywódca Partii Boga. Obok niego z podobną częstotliwością spotykamy w Libanie tylko plakaty z wizerunkiem Musy al Sadra, przywódcy libańskich szyitów, zaginionego w 1978 r.
Baalbek, w okresie greckim znane jako Heliopolis, czyli Miasto Słońca, było od wieków miejscem kultu starożytnych bogów. Monumentalny kompleks z czasów Cesarstwa Rzymskiego, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1984 r., składa się z 3 świątyń. Wyobrażenie o rozmiarach największej z nich, świątyni Jowisza, daje 6 zachowanych 20-metrowych kolumn. Jako drugą w kolejności wybudowano świątynię Bachusa. Jest ona mniejsza od świątyni Jowisza, ale wszystkie zachowane ściany i bogato zdobione detale wnętrza sprawiają wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie o 2 tys. lat. Najmłodsza ze świątyń, poświęcona Wenus, została wybudowana w III w. n.e. Całość powstawała przez prawie 400 lat i doglądali jej liczni władcy Rzymu, od cesarza Augusta poczynając, na Septymiuszu Sewerze kończąc.

Powiew wolności
Najnowsze dzieje Libanu determinują konflikty, które negatywnie odbiły się na rozwoju państwa. Najpierw wieloletnia wojna domowa, a następnie inwazja Izraela w 2006 r. spowodowały duże zniszczenia. Po latach waśni na tle religijnym Libańczycy znów czują się jednym narodem i z pomocą licznej diaspory oraz zamożnych państw regionu, solidarnie odbudowują kraj. Zróżnicowanie religijne ma realne przełożenie na strukturę władzy – konsensus dotyczący podziału najważniejszych stanowisk w państwie gwarantuje, że urząd prezydenta sprawuje przedstawiciel chrześcijańskich maronitów, premierem jest muzułmanin sunnita, a przewodniczącym Zgromadzenia Narodowego muzułmanin szyita. Mimo dość skomplikowanej sytuacji politycznej Liban znacznie różni się od pozostałych arabskich państw Bliskiego Wschodu. Cały czas da się wyczuć klimat swobody, którego zazdroszczą Libańczykom Arabowie z innych krajów, często przybywający do Bejrutu na kilka dni szaleństwa. Wystarczy spojrzeć na spacerujące samotnie kobiety, nierzadko z papierosem w ustach, by zorientować się, że autochtoni bardzo cenią sobie wolność osobistą. Wydaje się, że Liban, nazywany przed wybuchem wojny domowej Szwajcarią Bliskiego Wschodu, znów jest na właściwych torach, by stać się bogatym i stabilnym państwem w regionie.

Mezze
Kuchnia libańska zasługuje na odrębny rozdział. Jest nie tylko jedną z najlepszych na Bliskim Wschodzie, ale i na świecie. Zawdzięcza to w dużej mierze wielowiekowej historii i przenikaniu się kultury tureckiej, fenickiej i francuskiej. Każdy znajdzie coś dla siebie, a kto raz spróbuje, będzie chciał do niej wracać. Na świecie została rozsławiona głównie dzięki przystawkom (mezze), podawanym zarówno na ciepło, jak i na zimno. Choć na co dzień Libańczycy jadają skromniej, w restauracji obowiązkowo każda uczta zaczyna się od kilku mezze. Do najbardziej znanych należy hommos (pasta z ciecierzycy), baba ghannouj (pasta z pieczonego bakłażana), fattoush (sałatka z grubo krojonych świeżych warzyw z dodatkiem grzanek lub placka pita) czy tabbouleh (sałatka z drobno posiekanych świeżych warzyw, z dodatkiem pietruszki, cytryny i kaszy bulghur). Królują zatem warzywa w postaci świeżej, grillowanej lub kiszonej. W przypadku dań mięsnych dominuje jagnięcina, cielęcina i wołowina. Wszystkie potrawy wyróżniają się lekkością (niezbędną z uwagi na panujące latem temperatury), a także użytymi przyprawami, które stanowią kolejny charakterystyczny i wart podkreślenia element kuchni libańskiej. Spośród prawdziwego arsenału przypraw na uwagę zasługują przede wszystkim kumin i kolendra. Bez wątpienia kuchnia libańska to nie tylko połączenie zdrowych i smacznych składników, ale także dowód na śródziemnomorski charakter Libańczyków – otwartych, gościnnych i cieszących się życiem.

Zakupy bez wysiadania z auta
Autorzy jednego z przewodników po Bliskim Wschodzie radzą, by wybierając się do Libanu, swoje auto pozostawić w… Damaszku. Obserwując, co się dzieje na ulicach Bejrutu, i pomni tej przestrogi nie odważyliśmy się wynająć samochodu. Wyobrażacie sobie zakupy bez wysiadania z auta? Do tego przyzwyczajeni są kierowcy w stolicy Libanu. Zatrzymują się, nie zważając na to, że często blokują jeden pas ruchu, po czym składają zamówienie u specjalnego pracownika sklepu. Ten po chwili przybiega, najczęściej z butelką wody lub paczką papierosów i pobiera opłatę. Bezpieczniej przemieszczać się transportem miejskim, a ten rządzi się swoimi prawami. Niezliczona ilość prywatnych przewoźników powoduje, że nawet na międzymiastowy kurs nie musimy długo czekać. Kierowca zapełnia autobus, zabierając pasażerów dosłownie „po drodze”. Ponieważ na trasie nie ma przystanków, potencjalnym pasażerem jest każdy, kto stoi przy drodze. By taki jegomość nie przegapił naszego autobusu, kierowca zawsze używa klaksonu, co na dłuższych trasach mocno daje się we znaki podróżującym. Drogę między miastami uprzykrzają także liczne posterunki wojskowe, przy których należy zwolnić, a czasem trzeba się zatrzymać.

Plaża czy stok?
Kiedy najlepiej przyjechać do Libanu? To wbrew pozorom trudne pytanie. To także wspaniałe miejsce do zimowego wypoczynku, albowiem kraj ma najwięcej tras narciarskich na Bliskim Wschodzie. Modę na szusowanie po białym puchu zapoczątkowali w latach 30. XX w. stacjonujący w ramach mandatu Ligi Narodów żołnierze francuscy. Czy można zatem wyobrazić sobie poranną kąpiel w morzu i popołudniowe zjeżdżanie na nartach po naturalnie ośnieżonym stoku? Tak, w Libanie!

INFO
www.pl.lebanon.pl
Dojazd: samolotem z Warszawy – bezpośrednio LOT-em (od 3 czerwca do 16 września) lub np. liniami Alitalia przez Rzym lub Lufthansą przez Frankfurt
Waluta: funt libański LBP (1 USD = 1534 LBP, 1 PLN = 493 LBP)
Wiza: Obywatele polscy w celach turystycznych mogą otrzymać wizę do Libanu na przejściach granicznych. Jest to wiza jednokrotnego wjazdu na okres jednego miesiąca z możliwością przedłużenia do trzech miesięcy. Paszport musi być ważny przynajmniej pół roku, bez stempli wjazdowych do Izraela. Wiza jednokrotnego wjazdu kosztuje 35 USD. Ambasada Libanu w Polsce: Warszawa, ul. Starościńska 1b m. 10, tel. 22 844 50 65, 22 646 35 46.

Tekst publikowany na łamach magazynu "Świat Podróże Kultura" w numerze kwiecień-maj 2012 na str. 14-21.

...