Madera – niewielka wyspa na Atlantyku

Jeśli marzysz tylko o wielogodzinnym wylegiwaniu się na piaszczystej plaży, lepiej wybierz inną wyspę. Madera jest dla tych, którzy oprócz kąpieli wodnych i słonecznych, lubią wędrować i odkrywać tajemnicze zakątki.

Madera z lotu ptaka wygląda jak malutka wulkaniczna wysepka, nie inaczej jest w statystykach – 57 km długości i 22 km szerokości. Niewielki kawałek lądu zakotwiczony na Atlantyku 570 km od północnych wybrzeży Afryki i 370 km od Europy jest w pełni niezależnym politycznie terytorium Portugalii. Najlepszym sposobem zwiedzania Madery jest trekking. Jedna z najbardziej malowniczych tras Levada das 25 Fontes (Trasa 25 źródeł) prowadzi wzdłuż zabytkowych kanałów (levadas) dostarczających wodę z wyższych partii gór do niżej położonych plantacji trzciny cukrowej i marakui. Ścieżki trawersują zbocza, przecinają wąwozy i lasy wawrzynowe. Kiedyś pokrywały niemal całą Europę, dziś przetrwały na kilku wyspach i jako osobliwość wpisano je na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO. W gajach rosną: paprocie, fiołki i storczyki. Największą atrakcją szlaku są wodospady, których woda zasila kanały.

Bliski Wschód Madery
Poznanie Madery zaczynam od wschodu. Stawiam turystyczną poprzeczkę najwyżej, jak mogę i ruszam ku Pico do Arieiro (1818 m n.p.m.), co w wolnym tłumaczeniu znaczy „góra piasku”. Po rześkim hikingu zdobywam trzeci najwyższy punkt na wyspie i napawam się pięknem górskiego krajobrazu. Decyduję się też zdobyć Pico do Ruivo (1861 m n.p.m.), najwyższy szczyt Madery. Wspaniale jest być między niebem a skałą! Schodzę na ziemię, gdzie czekają na mnie kolejne atrakcje. Aby je zobaczyć, wsiadam do wynajętego samochodu i już wkrótce docieram do miejscowości Ribeiro Frio (Zimny Potok), gdzie hoduje się pstrąga tęczowego. Zachwycona widokiem różnokolorowych kwiatów i soczyście zielonych trawników, robię kilka pamiątkowych fotografii. Rozgrzewam chłodno brzmiącą nazwę miejscowości, testując lokalny trunek poncha – magiczną miksturę skomponowaną ze świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy i cytryn, gęstego miodu i 50-procentowego rumu z trzciny cukrowej; oryginalną i wyrafinowaną w smaku.

Apetyczne białe złoto
Po wypiciu drinka ruszam na spacer do punktu widokowego Balcoes. Panorama rodem z filmu „Avatar” Jamesa Camerona – zielone drzewa i bujne ogrody zawieszone w powietrzu robią wrażenie. Na kolejny postój zatrzymuję się w miejscowości Santana pełnej przytulnych domków pokrytych słomianymi dachami w kształcie litery „A”. Chwilę później goszczę w Porto do Cruz, gdzie działa fabryka produkująca cukier trzcinowy. Z „białego złota”, którego plantacje porastają południowo-zachodnie wybrzeże, produkuje się nie tylko cukier, ale także mocny rum aguardente de cana oraz apetyczny miód.

Cypel wolności
Sąsiednia wioska Cani˜al, kiedyś znana jako osada poławiaczy wielorybów, dziś jest niewielkim portem usytuowanym w pobliżu strefy przemysłowej. Okrutne polowania skończyły się 1981 r., kiedy wody wokół Madery stały się rezerwatem ssaków morskich: wielorybów, delfinów, fok. O dawnym rzemiośle mieszkańców wioski świadczy niewielkie muzeum w siedzibie spółki wielorybniczej. W pobliżu wioski leży zatoka Prainha, gdzie rozpościera się jedyna naturalna piaszczysta plaża Madery. To dobre miejsce na odpoczynek, więc rozkładam koc i rozkoszuję się błogim lenistwem. Świadomość czekających na mnie atrakcji nie pozwala na długie wylegiwanie się na plaży. Orzeźwiona kąpielą w Atlantyku wyruszam w drogę ku Ponta de São Lourenco, najdalej na wschód wysuniętej części wyspy. Piękny cypel kończy się postrzępionymi urwiskami. Wiatr rozgania przestrzeń. Zamykam oczy i słyszę fale Atlantyku rozbijające się o klif. Widzę bliskość i bezkres. Jestem… wolna.

Dziki Zachód Madery
Drugiego dnia rozpoczynam objazd zachodniej części wyspy. Bardzo krętą, wąską drogą docieram do przypominającej krater Curral das Freiras (Dolina Zakonnic). Na pozór senna i odosobniona dolina tętni życiem i zachwyca malowniczym położeniem w otoczeniu wysokich szczytów. Setką zakrętów zjeżdżam do peryferyjnych dzielnic stolicy, którą zostawiam sobie na koniec pobytu na Maderze. Teraz moim celem jest Cabo Girão, najwyższy klif w Europie! 580 m robi wrażenie. Ocean u mych stóp, błękit nieba nad głową. Natura to potęga! Kolejne serpentyny prowadzą mnie do miasteczka Ribeira Brava, które mocno ucierpiało podczas zimownej powodzi. Lawiny błota zrównały z ziemią wiele domów, zniszczyły drogi. Jednak mieszkańcy dzięki finansowej pomocy rządu odbudowali zniszczone tereny. Niecałe 20 km dzieli południe od północy Madery. Jako pierwsze przywitało mnie miasteczko São Vicente otoczone kamienistą plażą, która zdaje się nie mieć końca. Jestem w najbardziej malowniczej części wyspy. Od São Vicente przez Seixal do Porto Moniz towarzyszą mi wodospady spływające z górskich zboczy, skarpy dotykające fal Atlantyku, przepaście odgrodzone znakami drogowymi, tunele wydrążone w skałach. Ozdobą regionu jest miasteczko Porto Moniz, pięknie położone u podnóża stromego klifu. Kurort słynie z naturalnych basenów, w których wody oceanu są zamknięte przez skały wulkaniczne, tworząc wodne oczka. Błoga kąpiel – tego mi trzeba!

Stołeczny deser
Na zakończenie wyprawy, niczym na deser, zostawiłam sobie stolicę, Funchal (czyt. Funszal), pełną niezwykłych atrakcji. Jedną z nich jest targ Mercado dos Lavradores. W dwupiętrowej hali z dziedzińcem w środku na pokuszenie kupujących są wystawione kwiaty, owoce, ryby i inne maderskie specjały. Sprzedawcy zapraszają do degustacji, wkładając w dłoń miniporcje soczystych owoców. W drugiej części targowiska na straganach piętrzą się ryby najrozmaitszych gatunków, które na Maderze osiągają imponujące rozmiary. Prawdziwym rarytasem jest espada (czyt. szpada), drapieżnik występujący tylko na Maderze i u wybrzeży Japonii. Delikatne białe mięso tej głębinowej ryby wyśmienicie smakuje z rosnącymi na wyspie małymi, bardzo słodkimi bananami oraz sokiem z marakui. Poznałam już wiekszość smaków i zapachów Madery, wyruszam więc na spacer po mieście. Błądzę wśród krętych uliczek i zaglądam do winiarni „The Old Blandy Wine Lodge” założonej przez rodzinę Blandy’s, producentów słynnego wina Madera. Odwiedzam też wytwórnię Blandy's mieszczącą się w dawnym klasztorze w sercu starego Funchal. Od XV w. na wyspie wytwarza się cztery rodzaje wina Madera: wytrawne, półwytrawne, półsłodkie i słodkie. Intrygujący smak wino zawdzięcza temu, że przez pół roku ogrzewa się je w temperaturze 40–50°C, a potem wzmacnia porcją brandy. Chwilę wytchnienia odnajduję w Jardim Dos Loiros, największym ogrodzie botanicznym na wyspie. Przechadzam się pod czujnymi spojrzeniami białego pawia i gadających papug wśród kaktusów, palm i strelicji. Potem kolejka górska zawozi mnie na najwyższe wzgórze w stolicy. Czas na adrenalinę i zjazd toboganem. Dwuosobowy wiklinowy wózek na drewnianych płozach ciągnięty przez dwóch mężczyzn mknie wąską asfaltową dróżką. Taki przejazd to duża frajda, zwłaszcza że przy okazji można podziwiać panoramę miasta. Mimo że Madera jest malutką wysepką ubogą w piaszczyste plaże, stanowi wielką atrakcję turystyczną. Mnogość jej walorów usatysfakcjonuje każdego. Na Maderze wszystko jest inspirujące. Leć i rozkoszuj się magią podzwrotnikowego raju!

Tekst: Kinga Gnaś
Zdjęcia: J. Lamparska, Turismo de Portugal

Kiedy jechać: sezon zaczyna się w marcu i kończy późną jesienią (średnia temperatura w styczniu 16°C). Jak dotrzeć: z Warszawy na Maderę przez Lizbonę latają portugalskie linie TAP – lot z przesiadką trwa 8 godz., bilet ok. 1700 zł. W sezonie biura turystyczne organizują loty charterowe, są dużo tańsze niż rejsowe. Jak zwiedzać: na piechotę, busem (za pokonanie 30–40 km zapłacimy 4–5 euro) lub samochodem. Wypożyczalnie mieszczą się na lotnisku i przy hotelach.

Koszt: 30–35 euro/doba plus kaucja: od 50 euro (w zależności od auta). Warto wiedzieć: w pensjonatach i hotelach nocleg w dla dwóch osób ze śniadaniem kosztuje 30–50 euro. Obiad w restauracji to wydatek 8–12 euro.

Tekst publikowany na łamach magazynu "Świat Podróże Kultura" w numerze wrzesień 2010 na str. 22-26.

...