Jasmin poznałam w autobusie z Damaszku do Maluli. Tylko ona potrafiła wytłumaczyć kierowcy, gdzie chcę, żeby się zatrzymał – u zejścia do pasażu św. Tekli.

NOWA WIARA
Święta Tekla nie miała łatwego życia, odkąd po raz pierwszy usłyszała nauczanie sw. Pawła. Wbrew woli rodziców przyjęła z jego rąk chrzest. Na swoje nieszczęście pochodziła z rodziny książęcej – dlatego w rękach jej ojca znalazły się dość wyrafinowane metody wyperswadowania dziewczynie nowej religii. Na początek próbowano ją spalić na stosie, ale Pan zesłał ulewne deszcze i ugasił ogień. Później zamknięto ją w klatce z dzikimi bestiami, które na jej widok stały się potulne. Mimo całodobowej straży pewnego dnia udało się jej uciec z rąk oprawców. W ten sposób dotarła dokładnie w to samo miejsce, w którym teraz stoję z Jasmin. Z tą różnicą, że przed Teklą stała lita skalna ściana, a zza jej pleców słychać było odgłosy nadciągających żołnierzy. Nagle pod wpływem jej żarliwych modłów skały się rozstąpiły. Utworzyło się przejście – „maaloula” po aramejsku. – W tym znaczeniu nieraz wypowiadał to słowo sam Isa – mówi Jasmine. Ona – muzułmanka – czci Isę, czyli Jezusa, jako jednego z wielkich proroków. W czasach Jezusa po aramejsku mówił cały Bliski Wschód. Dziś posługuje się nim zaledwie 15 tys. osób, z czego 8 tys. mieszka w Maluli (Maalouli).

SCHRONIENIE
Ściany wąwozu, pofałdowane niczym jedwabna tkanina, przybierają bajeczne kształty. Gdzie niegdzie widać wykute w nich groty. Część z nich służyła jako schronienie dla mieszkańców, ich dobytku oraz miejsca pochówku. W tej chwili po otaczających nas skałach niczym kozice brykają stada dzieci, dołem spacerują ich rodzice i zastępy turystów. Malula jest bowiem jednym z ulubionych miejsc weekendowych dla mieszkańców Damaszku. Jednak św. Tekla nie miała czasu na podziwianie tych kształtów, wypatrywała jedynie trudno dostępnej dla oprawców groty. Zalazła ją u wyjścia z wąwozu. Tam się schroniła.

KLASZTOR
Dziś, żeby dojść do groty, w której zamieszkała, trzeba przejść przez przyklejony do skał prawosławny klasztor pw. św. Tekli. W przyklasztornym kościele pochylamy głowy przed potężnym Chrystusem Pantokratorem i świętymi spoglądającymi na nas z malowideł ściennych. Za chwilę wspinamy się dalej wydrążonymi w skale schodami. W końcu docieramy do samej groty. Przed wiekami wyrosło tu wielkie drzewo, którego gałęzie wyglądają tak, jakby podtrzymywały sklepienie groty. W rogu stoi kamienna chrzcielnica. – Bóg sprawił, że zaczęły spadać tu krople z sufitu. W ten sposób św. Tekla miała co pić. Żywiła się zaś rosnącymi wokoło groty ziołami – tłumaczy Jasmin i prowadzi mnie do niskich drzwi na drugim końcu groty. Ściągamy buty i na bosaka wchodzimy do środka – do grobowca świętej. Jego ściany zdobią ikony. Jasmin po kolei dotyka każdej z nich, a następnie przykłada dłoń do ust. – Co robisz? – pytam się. Nie odpowiedziała, tylko podeszła do zakonnicy, siedzącej przed samym grobem. Szepnęła jej kilka słów, a zakonnica podniosła rękę w geście błogosławieństwa i wskazała na misę z olejem. Jaśmin zanurzyła w niej palec, następnie dotknęła nim ust. Razem z nią podeszłam do kraty, za którą znajduje się marmurowy grób świętej. Dziewczyna znowu dotknęła kraty i ust. W oczach miała łzy. Po wyjściu z grobowca zatrzymałyśmy się jeszcze przy źródełku, z którego zaczerpnęła wody. – Święta Tekla i to miejsce mają moc, która czyni cuda – szepnęła, podając mi naczynie z wodą. – Nie ważne, czy jesteś chrześcijanką czy muzułmanką…

ZAGUBIONE
Patrząc na miasto z tarasu klasztornego, nie widać ulic. Są tylko przyklejone do skały domki i górujący nad nimi las kościelnych krzyży. Tak naprawdę kręte ulice wiją się pod domami. Ich kierunek i droga są tak nieobliczalne. Kierunek wędrówki wyznacza światło, które od czasu do czasu pojawia się w ciemnych tunelach ulic. W ten sposób trafiamy na placyki, tarasy, z których można zobaczyć panoramę Maluli i do domu staruszki. Kobieta w chustce na głowie zawiązanej tak, jak to czynią chrześcijanki, zaprasza nas do swego skromnego domu. Nieważne, że nie znamy aramejskiego, musimy tu spędzić najbliższe półgodziny. W Syrii się nie odmawia, gdy ktoś częstuje herbatą!

MODLITWA
Nareszcie docieramy do kościoła i klasztoru Mar Sarkis (św. Sergiusza i św. Bachusa). Wzniesiono go w IV w. w miejscu pogańskiej świątyni. Jego surowe, kamienne wnętrze rozświetla migotliwy blask świec, ożywiając święte ikony. Nagle wyrasta przed nami dziewczyna opiekująca się świątynią. – Skąd jesteś? -pyta. – Z Polski… – Z Polski? – powtarza i wskazuje dwie ikony po lewej stronie ikonostasu. – Podarował je nam gen. Anders w podziękowaniu za gościnne przyjęcie.

Podczas wojny w Maalouli stacjonowały polskie wojska, a generał korzystał z gościny opata klasztoru. Za chwilę dziewczyna stoi już przed ołtarzem, składa ręce i odmawia „Ojcze nasz” w języku Jezusa, św. Pawła, św. Tekli i mieszkańców Maluli…

Dojazd: do Damaszku lataj samoloty: Czech Airlines, Austrian Airlines,
Turkish Airlines, z Damaszku do Maluli kursują minibusy (ok. 1 godz. drogi)
Waluta:100 funtw syryjski (SYP) = ok. 7 z,
Wiza: jednokrotna na 3 mieś. — 25 euro, wielokrotna na 3 mieś. 40 euro.

Tekst: Dorota Chojnowska

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze wrzesień 2009 na str. 16-20.