Noblista maluje Chagalla

Włosi mieli dobry pomysł na tę wystawę – to im trzeba przyznać. Komu bowiem przyszłoby do głowy połączyć Marka Chagalla z Dario Fo? A jednak. Do 15 lutego br. można oglądać w Brescii, mieście północnej Italii, dwie wystawy pod jednym dachem muzeum Santa Giulia – „Marc Chagall, lata rosyjskie 1907-1924” oraz dzieła współczesnego, włoskiego noblisty w dziedzinie literatury, Dario Fo. Obydwie zaskakujące i unikatowe, zainstalowane w miejscu równie nietuzinkowym, dawnym klasztorze Benedyktynek. Ekspozycja pierwsza dokumentuje lata, kiedy Chagall jeszcze jako Mojsza Zacharowicz Szagałow odkrywa w sobie talent. A my odkrywamy, oglądając obrazy i szkice z tego okresu jego ziemię ojczystą, rodzinną wioskę Łoźna, a przede wszystkim pobliski Witebsk, dziś leżące w granicach Białorusi, ale wówczas należące do rosyjskiego imperium. Przy czym narrację snuje sam autor, ponieważ na wystawie, pod każdym obrazem zamieszczono odpowiednie fragmenty zaczerpnięte z biografii Chagalla „Moje życie”, co pomaga w zrozumieniu intencji autora skrytych za poszczególnymi pociągnięciami pędzla. A ten wyraźnie ma do siebie lekko ironiczny dystans: „mówiąc szczerze byłem zadowolony, że nie pozostaje mi nic innego jak zostać artystą. To był dobry pretekst, aby nie musieć zarabiać na życie”. Tak jak jego ojciec, przedstawiony na jednym z płócien w marynarce poplamionej tłuszczem ze śledzi, które sprzedawał. Pomarszczony niemniej niż matka, gdyż oboje marnie płatną pracą musieli utrzymać ośmioro pociech, z których właśnie Mojsza- Marc był najstarszy, więc szykowali go na urzędnika. Bez skutku, toteż mocno ich rozczarował. „Jeśli dla moich rodziców moja sztuka nic nie znaczyła, to dla mnie ich praca była źródłem natchnienia” – wyznawał po latach Chagall, wierny dokumentalista rosyjskiej prowincji początków XX w. „Malowałem wszystko, co mi wpadło w oko”: synagogę i pejsatego Żyda, wóz konny, ubożuchny sklepik kolonialny matki, obejścia, widok z okna przesłonięty częściowo wazonem zapełnionym łąkowym kwieciem, siostrę Mariasinkę. Nostalgiczne wspomnienie dzieciństwa i młodości będą jednym z leitmotiwów jego dojrzałej twórczości, tak jak często obecny na jego obrazach, ukrzyżowany Chrystus symbolizujący ofiarę prześladowanych w carskiej Rosji, Żydów, a potem Holokaustu. Niemieckiego pogromu Witebska nie przeżył nikt z wyznawców judaizmu. Chagall ocalił dla potomności świat, którego już nie ma.

Trzeba przyznać, że znacznie ciekawsze od olejów na płótnie są, zgromadzone na wystawie, jego szkice i rysunki, zwłaszcza atramentem, gdyż czarno-biała technika przybliża je do fotografii uważnego reportera, odnotowującego każdy szczegół. Choć i wśród nich znajdzie się cała seria ciepłych obrazków jak ta z „Kózką w lesie” czy tym samym zwierzątkiem zwiniętym w kłębek przy dziecięcym wózku. Swoistego rodzaju realizm magiczny, który stanie się potem jego wizytówką, a niekiedy malarstwo naiwne niekiedy tak przypominające naszego Nikifora Krynickiego.
Przechodząc też z sali do sali widzimy, jak Mark z roku na rok doskonali swoją technikę. Ma na nią niewątpliwy wpływ krótki wyjazd do Paryża dzięki bogatemu sponsorowi, gdzie styka się z ówczesną bohemą: Apollinairem, Cendrarsem, Jacobem i zachwyca malarstwem Veronese’a, Delacroix, Courbeta. Coraz bliżej mu do kubizmu, co pokazuje już jego znany „Spacer”, na którym chłopak trzyma za rękę unoszącą się w powietrzu dziewczynę – obraz szczęścia, jakie Markowi dała jego żona, Bella Rosenfeld, pochodząca z bogatej rodziny jubilera z Witebska. Ale też chęci czynu, gdyż przedstawiony młodzieniec mocno stoi na ziemi. Powstały już w okresie nowej, radzieckiej władzy, kiedy Chagall początkowo zostaje mianowany komisarzem sztuk pięknych w obwodzie witebskim i rektorem założonej przez siebie Akademii Sztuk Pięknych. Z Leninem nie będzie jednak mu po drodze. Wybierze życie na emigracji, początkowo w stolicy Francji, potem na południu tego kraju, skąd przed rządem Vichy ucieknie do Nowego Jorku. Wtedy już od dawna będzie sławny.
Realizm magiczny to rodzaj artystycznej tarczy, w jaką uzbraja się Mark. Pod tęczą opromieniającą mikroświat Chagalla czai się jednak smutna, a niekiedy tragiczna rzeczywistość. O niej właśnie opowiada Dario Fo, który podobnie jak rosyjski malarz wyjechał do Paryża w wieku dwudziestu lat i nad Sekwaną dosłownie „zakochał” się w jego sztuce. „Hołd Chagallowi. Opowieść w obrazach Dario Fo” to wystawa 18 płócien będących owocem tej fascynacji. Pisarz przy tym nie ma ambicji kopiowania wybitnego artysty w zakresie techniki. Skupia się raczej na dramatycznych punktach jego biografii lub na samej twórczości. Dlatego pierwszy obraz to scena narodzin Marka 7 lipca 1887 r., który – jak sam opisywał po latach „wcale nie chciał przyjść na ten świat pełen masakr i rzezi. Wyjętego więc z łona matki noworodka, który nie okazywał znaków życia, kłuto mnie wielokrotnie szpilkami, a gdy nie reagowałem, kilkukrotnie zanurzono w wiadrze zimnej wody. Za trzecim razem wydałem z siebie wątły pisk. Byłem żywy!”. Jest też i obraz pogromu Żydów przez Kozaków. Obok ponurych obrazów z życia, są jednak i tancerki Chagalla widziane okiem Daria Fo. Abstrahując od wartości artystycznej – noblista jednak zdecydowanie sprawniej i bardziej przekonująco posługuje się piórem i reżyseruje sztuki sceniczne (również własne) - tak pomyślana wystawa dialogu dwóch twórców, którzy żyli w innych światach i epokach jest niecodziennym doświadczeniem. Dario Fo dopełnia obrazem to, czego nie chciał przedstawić pędzlem Chagall albo co pokazał inaczej, bo świat jaki widział był zbyt okrutny, ale może zarazem zbyt banalny, pozbawiony magii i poezji, której szuka w nim każdy człowiek. Jakby się zaś dokładnie przyjrzeć, to można by rzec, że płótna włoskiego pisarza i satyryka są jednocześnie nawiązaniem do jego własnego, wyjątkowo barwnego życiorysu. Syn kolejarza, który jako nastolatek bił się za Włoską Republikę Socjalną Mussoliniego, po wojnie miał wyrok śmierci wydany przez mafię i problemy z uzyskaniem wizy USA w wyniku swojej politycznej, rozrachunkowej twórczości pisarskiej. W przedstawieniach Dario Fo występowali prawdziwi bojownicy Organizacji Wyzwolenia Palestyny, a żonę, Frankę Ramę porwali włoscy neofaszyści. W 1997 r. został uhonorowany literackim Noblem. Zdecydowany przeciwnik Silvia „bunga-bunga” Berlusconiego, poświęcił temu politykowi i magnatowi medialnemu jedną ze swoich ostatnich sztuk „Dwumózgowiec”. Głównemu bohaterowi, rannemu w zamachu terrorystycznym wraz z Władimirem Putinem, zostaje podczas operacji pomyłkowo wszyty fragment mózgu prezydenta Rosji.
Dwie potężne osobowości ze świata sztuki w niespełna dwustutysięcznej Brescii (aglomeracja miejska liczy ponad 600 tys.), mieście nadal traktowanym przez wielu turystów jako „przejazdowe” lub noclegownia bądź punkt wypadowy nad pobliskiej jezioro Garda. Niesłusznie i niesprawiedliwie, gdyż ufundowana ponad 3200 lat temu, u stóp Alp, Brixia coraz to zaskakuje archeologów nowymi, bezcennymi znaleziskami z czasów imperium rzymskiego, choć na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO została wpisana dzięki pamiątkom z okresu panowania Longobardów, zgromadzonym właśnie w klasztornym kompleksie longobardzkim San Salvatore-Santa Giulia. Można zatem obejrzeć je przy okazji zwiedzania wystawy Chagalla i Dario Fo.

www.bresciatourism.it www.bresciamusei.com

...