Na Monte San Giorgio trzy kilometry równają się 280 mln lat. Spacer po jego zalesionych stokach z wioski Serpiano do Meride nie byłby jednak niczym atrakcyjnym, gdyby nie Andrea Tintori – przewodnik i profesor paleontologii z mediolańskiego uniwersytetu. Idziemy ścieżką przez zagajnik, którego ozdobą są wiekowe kasztanowce (rodzące jadalne owoce). Spacer przeobraża się w podróż w czasie mierzoną zegarem geologicznym, dla którego każdy milion lat jest niczym jedno tyknięcie. Andrea uzbrojony w młotek geologiczny wyłuskuje okruchy skał wulkanicznych – gruboziarnistych, przepuszczalnych porfirów, potem dolomitów, aż wreszcie zwykłych zadawałoby się wapieni. W mijanych odkrywkach czyta niczym w księdze. Pokazuje warstwy, które w czasie alpejskiego fałdowania pogięły się i poukładały ciasno obok siebie. W efekcie, półwysep ze wzgórzem San Giorgio stał się jedną z najcenniejszych na świecie kronik dziejów naszej planety. Najbardziej fantastyczne karty owej kroniki odkryły wody potoku przepływającego przez wioskę Meride. Właśnie tam, w Val Porina, Andrea spędza najwięcej czasu. W skałach bardzo dobrze zachowały się bowiem liczne skamieliny. I to nie tylko pospolite amonity, ale szkielety prehistorycznych jaszczurów i ryb oraz rośliny żyjące w oceanach 280–230 mln lat temu. Owoce tych sensacyjnych odkryć są ozdobą niewielkiego muzeum skamieniałości (Museo dei Fossili di Meride) w stolicy Szwajcarii – Zurychu. Chętnie odwiedzają je uczeni badający przeszłość naszej planety oraz miłośnicy geologii ze wszystkich kontynentów. Wzgórze trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa Natury UNESCO, a ja do Grotto „Fossari”– gospody typowej dla kantonu Ticino. Przy lampce miejscowego wina (swoją świeżość zawdzięcza w dużej mierze porfirowemu podkładowi gleby, na której rosną winogrona), Andrea odkrywa przed laikami tajemnice drzemiące znacznie głębiej niż pokazywane wcześniej skalne odkrywki.
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze październik 2010 na str. 12.
