Pierwszą pralinę podano na dworze Ludwika XIV, a kucharz, który ją stworzył, uwiecznił w nazwie swego chlebodawcę, hrabiego du Plessis Praslin. Od tamtego dnia kawalerowie nie mieli bez nich szans na oczarowanie dworskich dam. Podawano je też podczas rozmów dyplomatycznych… aby przełamać lody między stronami.

Pojawienie się pralinek w postaci znanej współcześnie umożliwiły ulepszenia w preparowaniu czekoladowej masy wprowadzone przez szwajcarskiego cukiernika Rodolpha Lindta około 1879 r. Pralinki Lindor jego receptury są dziś znane całemu światu. Podobnie jak Mozartkugeln, które utożsamiane są z wielkim kompozytorem, jego rodzinnym Salzburgiem i Austrią w ogóle. Wypełnia je pistacjowa masa pomysłu żyjącego na przełomie XIX i XX w. cukiernika Paula Fürsta. Z Perugią, stolicą włoskiej Umbrii, wiążą się z kolei baci (l.poj. bacio), czyli pocałunki, od lat 20. minionego stulecia sztandarowy produkt miejscowej fabryki czekolady – Peruginy. Początkowo mówiono na nie cazzotto, ale słowo oznaczające w potocznej mowie kuksańca zastąpiono szybko bardziej romantyczną nazwą. Rzecz ciekawa, że pocałunkami określano wówczas wszelkie drobne wyroby cukiernicze, ale dziś mało kto o tym pamięta, wszyscy zaś znają perugińskie baci.

W nurt pralinkowej historii wpisuje się manufaktura Chocoffee ze Świdnicy, wyrosła z firmy rodzinnej prowadzonej od 1927 r. Ich luksusowe, ręcznie wykonywane czekoladowe rarytasy wiążą się często z historycznymi wydarzeniami. Kryjącą malinę z chili pralinką „Red Baron” uhonorowano niegdyś Manfreda von Richthofena, nazywanego Czerwonym Baronem asa niemieckiego lotnictwa z czasów I wojny światowej, który dzieciństwo i młodość spędził w Świdnicy. Natomiast pralina „Królewska” z czarną porzeczką i octem balsamicznym powstała specjalnie na powitanie szwedzkiej pary królewskiej, goszczącej w Świdnicy w maju 2011 r.

Jak widać, biorąc do ust pralinkę, smakujemy dziś nie tylko czekoladowy rarytas, ale także ułamek bogatej historii naszej cywilizacji.

Tekst publikowamy na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze luty-marzec 2015 na str. 88-89.