Były w niemal każdym podwórku warszawskiej Pragi, Kamionka i Grochowa. Budowano je najczęściej ze składek mieszkańców. Jedne proste w formie, inne bogato zdobione. Wszystkie na miarę fundatorów, którzy Ziemię Świętà chcieli mieć jak najbliżej domu.
Praskie kapliczki podwórkowe powstawały najczęściej wówczas, gdy ludziom wiodło się źle, a przyszłość wydawała się niepewna. Były miejscem kultu, narodowej pamięci, symbolem wolności, czasem lokalnym kościołem, a nawet klubem, w którym gospodynie wymieniały się informacjami. Szczególnie w czasach, gdy radio było rzadkością, a o telewizji jeszcze nikt nie słyszał, mało kogo obchodziło, co wydarzyło się na innych kontynentach, skoro po sąsiedzku działo się tyle ciekawych rzeczy. W przerwach między zdrowaśkami nieraz można było usłyszeć – „A wie pani, że ta spod ósemki, to z tym spod siedemnastego… .
Praga była rozmodlona od zawsze. Już w XV w. należała do biskupów płockich. Potem przez lata była związana z osiadłymi tu zakonami bernardynów i bernardynek. Obecność duchownych wpisała się na stałe w lokalne nazewnictwo (ul. Panieńska, panienkami nazywano bernardynki), a nawet w herb Pragi (jednym z jego elementów jest Kaplica Loretańska).
NARODOWA PAMIĘĆ
W II pot. XVIII w. Szmul Zbytkower wydzierżawił ogromne połacie ziemi na prawym brzegu Wisły i rozpoczął ich parcelację. Mimo że wśród nowych właścicieli ziemi przeważali wyznawcy Tory, kult maryjny nie stracił na sile. Żydzi budowali tu kamienice, a w wielu domach powstały żydowskie domy modlitwy. Jednak kapliczki nie zginęły. Czasami zamiast nich wznoszono krzyże. Upamiętniały ważne i bolesne wydarzenia w dziejach miasta, np. rzeź Pragi dokonaną przez Suworowa w 1794 r. (krucyfiks w ogrodzeniu siedziby metropolity prawosławnego u wylotu Jagiellońskiej do al. Solidarności), powstanie styczniowe (ul. Strzelecka 26) i listopadowe (kapliczka przy ul. Międzynarodowej na tyłach Sanktuarium Pomordowanych na Wschodzie). W mieście, w którym pod koniec XIX w. urzędowo próbowano narzucić język rosyjski i prawosławie, modlitwa przy nich była patriotycznym obowiązkiem katolika.
TU ŻYJĄ KATOLICY
W 20-leciu międzywojennym na jednego żyda przypadał jeden katolik, mariawita lub ewangelik. W takiej mieszaninie każdy chciał podkreślić, kim jest, w co wierzy. To jeden z powodów, dla których na podwórzach żydowskich kamienic zamieszkanych przez katolików, budowano wciąż nowe kapliczki. Powstawały najczęściej z inicjatywy lokatorów wspólnie finansujących przedsięwzięcie. Pieniądze zbierał dozorca, wyszukiwał majstra i rozliczał go z budowy. Bywało, że figurę fundowała jedna rodzina. Niekiedy wznoszono je przy fabrykach lub warsztatach ze składek pracowników. Taki właśnie rodowód mają: odnowiona niedawno kapliczka (w niszy domu u zbiegu ulic Ząbkowskiej i Korczaka) ufundowana w 1908 r. przez pracowników fabryki Labor oraz ta stojąca przy ogrodzeniu byłej wytwórni Koneser (u zbiegu Markowskiej i Ząbkowskiej). Kapliczki mówiły obcym: „Tu żyją chrześcijanie”. Symbol ten okazał się jeszcze ważniejszy po wybuchu II wojny światowej. Podczas niemieckiej okupacji wiara była ważnym kryterium decydującym o życiu lub śmierci. Wprowadzono zakaz organizowania zgromadzeń, a na ulicach przeprowadzano łapanki. Niebawem Żydów wysiedlono do getta. Ci, którzy zajęli ich mieszkania, też budowali kapliczki – najwięcej wzniesiono w 1943 r., czyli po likwidacji warszawskiego getta.
LOKALNE KOŚCIOŁY
Przed 1939 r. na prawym brzegu Wisły kościołów było niewiele. Istniały wówczas: Kaplica Loretańska przy Ratuszowej, kościół św. Michała Archanioła i św. Floriana przy Floriańskiej, Bazylika Najświętszego Serca Jezusowego przy Kawęczyńskiej, a „za miedzą” kościół o.o. Pallotynów przy Skaryszewskiej i kościół Matki Bożej Zwycięskiej przy Grochowskiej na Kamionku. „Za Niemca” wyprawa na nabożeństwo była niebezpieczna. Odgrodzone solidną bramą podwórka stawały się enklawami kruchej wolności. Pod ich osłoną można było usiąść przed figurą Matki Bożej i pomodlić się za poległych, przebywających w obozach, aresztowanych lub walczących w podziemiu. Bywało, że przy kapliczkach udzielano chrztów i ślubów. To dlatego poza świętą figurą lub obrazem można znaleźć osobiste pamiątki po mieszkańcach. Za szybą ołtarzyka przy Brzeskiej 21 znajduje się zdjęcie powstańca, które pozostawiła matka fundatorka. Modlitwy przy kapliczkach kończyły się odśpiewaniem hymnu „Boże coś Polskę…”. W kościołach pełno było przecież denuncjatorów, tutaj sami swoi.
SYMBOLE ZWYCIĘSTWA
Komuniści za wszelką cenę starali się zniszczyć wiarę Polaków, na szczęście na Pradze ich wysiłki spełzły na niczym. Do okrytej złą sławą dzielnicy aktywiści rzadko się zapuszczali. Dzięki temu babcie dalej spotykały się przed kapliczkami, ucząc modlitwy swe dzieci i wnuki. Dzisiaj młode pokolenia prażan na nowo odkrywają ukryte w podwórzach sanktuaria. Dzieci dbają o nie, odnawiają, wpadły nawet na pomysł utworzenia turystycznego szlaku śladem kapliczek. Niech podwórkowe praskie Madonny czuwają nad nimi.
Tekst: Krzysztof Mich
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze luty 2010 na str. 38-41.
