Niektóre przypominają domki z bajek, inne skromnie ukryły się w gęstych, na wpół dzikich parkach. Pałace i zamki Opolszczyzny mają historię tak samo skomplikowaną, jak region, w którym powstały.
Śląsk Opolski jest dziś częścią pogranicza. Tu, w dorzeczu górnej Odry, zmieszały się kultury: polska, czeska i niemiecka. Legendy mówią również o templariuszach, którzy w odległych wiekach zakładali w okolicy swoje wioski. W średniowieczu powstawały tu piastowskie warownie, zaś dwieście lat temu wyrosły pierwsze rezydencje nieprzyzwoicie bogatych fabrykantów. Dzisiaj wiele z nich odzyskało dawną świetność, część zaś czeka jeszcze na swoją szansę. Jednak bez względu na to, w jakim są stanie, każdy z zabytków Opolszczyzny ma swoją opowieść. Czasem straszną, czasem śmieszną, surową lub romantyczną, zawsze jednak niepowtarzalną.
99 WIEŻ
Pałac w Mosznej musi zrobić wrażenie na każdym. To niemal ikona Opolszczyzny. Jedni mówią o nim: kicz, inni: Disneyland albo „wizja pijanego cukiernika”. Moszna ma 365 pomieszczeń – tyle, ile jest dni w roku – i 99 wież. Każda wieża jest inna, niektóre wielkie i strzeliste, inne malutkie i prawie niewidoczne. Pośród nich architekt dolepił malownicze balkoniki, setki rzeźb i zdobień. Cały zabytek wygląda zresztą jak domek z klocków. Ręka olbrzyma postawiła go na skraju wypielęgnowanego parku, tuż obok stadniny koni. W maju kwitną tu setki azalii, roztaczając odurzający zapach. Trudno się więc dziwić, że Mosznę nazywa się również „bajkowym pałacem”. Niegdyś Moszna należała do Franza von ThieleWincklera, jednego z najbogatszych ludzi w Prusach. Franz miał wielkie ambicje i robił wszystko, żeby do Mosznej ściągnąć samego cesarza. W parku stworzył więc sieć kanałów, po których pływały gondole, kazał przeprowadzić linię kolejową łączącą Mosznę z resztą świata. W końcu Wilhelm II przybył i to dwukrotnie. Najpierw w 1911 r., a potem rok później, władca raczył tu również polować. Winckler był uszczęśliwiony. Ponoć na pytanie cesarza, jak udało mu się tak szybko zbudować pałac, odpowiedział, że pomógł mu sam diabeł. Dziś Moszna jest wymarzonym miejscem do odpoczynku. Po spacerze w parku warto wypić kawę i zjeść ciastko w pałacowej kawiarni. A trzeba zaznaczyć, że ciastka są tu tak wielkie jak ambicja dawnych właścicieli. Na nocleg najlepiej wybrać jeden z dwóch apartamentów: Biały lub Czarny, z sypialniami oddzielonymi ażurową ścianą. Marmurowe łazienki i niewyobrażalnie potężne prysznice pamiętają Wincklerów. Najpiękniej jest tu w maju. Wtedy, podczas Święta Kwitnących Azalii, w pałacu odbywają się koncerty muzyki poważnej.
ZAMEK NA PODSŁUCHU I KOŃSKIE SCHODY
Nieco surowej wygląda bryła zamku w Otmuchowie, niewielkim miasteczku położonym w zachodniej części obecnego województwa opolskiego, między Jeziorem Otmuchowskim a Nyskim. Jego początki sięgają XIII w. Z czasem stał się ulubioną siedzibą biskupów wrocławskich, którzy szczodrze korzystali ze swego skarbca, żeby wprowadzić do zamku odrobinę luksusu. Jeden z nich, Filip von Sinzerdorf, jako że musiał być wnoszony do zamku w lektyce, kazał w tym celu zbudować specjalne schody. Nazywane są końskimi, ponieważ wiele osób mylnie do dzisiaj sądzi, że miały służyć tym panom, którzy chcieli wjechać na pierwsze piętro konno. Zamek od początku swego istnienia był jedną wielką tajemnicą. W dawnych wiekach bogaci ludzie nie czuli się bezpiecznie, biskupi zabezpieczali się, jak tylko potrafili. W sali rycerskiej zachował się kominek z ruchomą ścianą. Zbudowano za nią wnękę, w której mógł się zmieścić człowiek. Osobnik ten, na ogół zaufany właściciela, podsłuchiwał rozmowy i przekazywał ich treść komu trzeba. Szpieg dostawał się do wnęki za pomocą zwodzonej drabiny, a następnie schodami wiodącymi z biblioteki. Co się działo z tymi, których rozmowy nie spodobały się panu zamku? Ci trafiali do zapadni, czyli pomieszczenia, w którym część podłogi była ruchoma. Nieszczęśnik spadał 20 metrów na zaostrzone żerdzie. Cóż, wolimy myśleć, że panowie Otmuchowa niezbyt często używali tego ostatecznego argumentu.
Z DZIKIEM W HERBIE
Choć niewielką wieś Izbicko, wymieniano w dokumentach już w XIII w., to tutejszy pałac jest o wiele młodszy. W latach 1811–1945 właścicielami okolicznych włości była znana śląska rodzina Strachwitzów. Patrycjusze wznieśli tu okazałą rezydencję w klasycystycznym stylu. Hrabina Margrit Strachwitz do dzisiaj odwiedza Izbicko i pałac, w którym teraz mieści się przytulny hotel. Do jego wnętrz wiedzie Hall Anielski, błyszczący taflami luster i kryształami żyrandoli, dalej wędruje się przez sale: Balową, Myśliwską, Kominkową, Królewską i Balkonową aż do urokliwej winiarni. Apartamenty noszą nazwiska wybitnych muzyków, m.in.: Bacha, Mozarta, Chopina. Z pałacowego tarasu roztacza się widok na park z wiekowymi, pomnikowymi drzewami oraz stawami, na których gnieżdżą się rzadkie gatunki ptaków. To wręcz wymarzone miejsce na romantyczny weekend.
DZIECI I LEŚNICY
Po II wojnie światowej wiele zabytków zostało zniszczonych i często zapomnianych. Malow nicze ruiny pałacu w Kopicach, niegdyś własność córki ubogiej służącej, która nieoczekiwanie została milionerką, dzisiaj smutno odbijają się w tafli jeziora. Również obronny zamek w Głogówku wymaga jeszcze nakładu pracy. Natomiast w Turawie nad Małą Panwią, 15 km od Opola, stoi późnobarokowy pałac z drugiej połowy XIX w. Jego ostatnimi właścicielami była rodzina von Garnierów – tych samych, których potomkowie prowadzą dziś firmę produkującą kosmetyki. Warto również wspomnieć, że Charles Garnier, znany francuski architekt, zaprojektował słynną operę paryską i kasyno w Monte Carlo. Budowę opery rozpoczęto w 1861 r., dwie dekady po tym, jak śląska linia rodu zaczęła tytułować się von GarnierTurnawa. Do dziś zachowała się m.in. neorokokowa sala balowa z rzeźbionymi i złoconymi drzwiami dębowymi, marmurowe kominki, neorenesansowy kredens, barokowe szafy biblioteczne, stiuki w sali kredensowej, dekoracyjne piece kaflowe oraz złocone dekoracje ścian. Dawna atmosfera magnackiej rezydencji przetrwała także w neorenesansowym pałacu w Tułowicach na skraju Borów Niemodlińskich. Mieści się w nim internat technikum leśnego. Uczniowie mieszkają w oryginalnych wnętrzach z detalami architektonicznymi z epoki, stiukami, boazeriami, spiralnymi schodami i arkadowymi filarami. Dawni właściciele tych dóbr Franckenbergowie w 1842 r. uruchomili manufakturę porcelany. Słynne czarne fajansy tułowickie (później zakład kupił Schlegelmilch) osiągają dziś na aukcjach niebotyczne ceny (produkcja zakończyła się w 1945 r., po wojnie otwarto Fabrykę Porcelitu „Tułowice”).
12 BECZEK ZŁOTA
Prawdziwą perłą w koronie najwspanialszych zabytków Opolszczyzny jest piastowski zamek w Brzegu. Niezwykły, malowniczy, pełen zagadek – tak można go najkrócej opisać. Jego budowę rozpoczęto w 1300 r. W XVI w. artyści specjalnie sprowadzeni z Włoch nadali Brzegowi kształt jednej z najpiękniejszych budowli renesansowych w Europie Środkowej. Równocześnie powstał wspaniały ogród, wypełniony zielonymi labiryntami. W tym czasie właśnie w Brzegu narodził się termin Piastowie, którym do tej pory zwykło się nazywać pierwszą, polską dynastię królewską. Linia Piastów legnickich, zapoczątkowana przez Bolesława Rogatkę, była tą gałęzią rodu, która przeżyła wszystkich innych Piastów, zarówno tych w Polsce, jak i na Śląsku. Z niej właśnie pochodził książę brzeski Jerzy II, uznawany za najwybitniejszego Piasta w epoce nowożytnej. W Brzegu doprowadził do końca budowę rezydencji, jej trzy skrzydła zostały wzniesione na wzór Wawelu. Legenda mówi, że jeden z właścicieli zamku Jerzy III przywiózł z wyprawy przeciwko Turkom niezmierzone skarby. Kazał je umieścić w 12 ołowianych beczkach i zamurować w jednej z zamkowych studni. Nikt nie wiedział, w której. Poszukiwania złota trwają więc do tej pory.
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze grudzień 2011 na str. 60-65.
