Tę pięknie kwitnącą bylinę można posadzić w ogrodzie lub balkonowej skrzynce, ale by w pełni docenić jej urok, należy choć raz w życiu wybrać się latem do Prowansji. Tam zobaczymy ciągnące się po horyzont, urzekające niepowtarzalnym zapachem fioletowe pola. Słowo lawenda pochodzi od łacińskiego „lavare”, co oznacza „myć” lub „prać”. Stała się popularna w XIX w., kiedy we Francji zaczął się rozwijać przemysł farmaceutyczno-kosmetyczny. Wierzono wówczas, że piękne zapachy mają działanie lecznicze. Obecnie lawenda jest nie tylko wszechobecnym elementem krajobrazu Prowansji, ale także sposobem na życie i dumą wszystkich Prowansalczyków.
To stąd pochodzi aż 80 proc. światowego ekstraktu z jej kwiatów. Ale uwaga! Nie każda lawenda jest… lawendą. Ta prawdziwa stanowi jedynie 25 proc. upraw! Pozostałe 75 proc. to tzw. lawendyna, która jest mieszanką dwóch gatunków lawendy. Lawenda jest bardziej wymagająca – rośnie tylko na terenach położonych powyżej 800 m n.p.m. i uzyskuje się z niej wysokiej jakości olejek wykorzystywany głównie do produkcji perfum i kosmetyków. Lawendynę uprawia się znacznie łatwiej, ale uzyskiwany z niej olejek jest niższej jakości. By uzyskać litr ekstraktu, potrzeba aż 130 kg kwiatów lawendy, a lawendyny jedynie 40 kg. Tylko znawcy potrafią je rozróżnić. Podróżując po Prowansji, należy koniecznie spróbować lawendowego miodu, lawendowych ciasteczek, zaopatrzyć się w lawendowe kosmetyki lub kupić paczkę suszonych kwiatów, które doskonale nadają się jako przyprawa do wielu potraw.
Tekst: Edyta Buchert
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze wrzesień 2009 na str. 12.
