Kiedy między stateczne wiktoriańskie budynki  rozlał się bomblowaty Selfridges, w Birmingham zawrzało. Jedni wyśpiewywali peany zachwytu, inni wzywali o pomstę do nieba. Ale tak tu jużjest. Nowoczesność wdziera się między wiekowe kamienice, a szklane domy i konstrukcje odmładzają XIX-wieczne fabryki.

ZŁAP BYKA ZA ROGI
W Birmingham nikt nie boi się szokować awangardowym podejściem do przestrzeni. Zabytkowe pofabryczne zabudowania stają się poligonem artystycznych wyzwań dla młodych twórców. Powstają tam galerie, restauracje i sklepy, a pomiędzy nimi wyrastają nowoczesne szklane bryły biurowców i centrów handlowych jak Bull Ring. Ta nazwa i pomnik radosnego byczka to jedyne, co pozostało po dawnej arenie walk byków. Rozgrywające się tam walki dostarczały dodatkowych emocji i rozrywki kupcom i mieszkańcom miasta, którzy przybywali tu na cotygodniowy jarmark. Dziś w miejscu kramów wyrosło jedno z największych centrów handlowych Wielkiej Brytanii. Należy do niego również i Selfridges. Zaś pomnik byka stanowi dodatkową atrakcję dla łowców wyprzedaży, okazji i rzeczy niebanalnych. Do zdjęcia z nim ustawiają się czasem spore kolejki. W skład kompleksu wchodzi też cylindryczna szklana wieża. Zaprojektowano ją w latach 50. z przeznaczeniem na biura, jednak w tej funkcji się nie sprawdziła. Kiedy po generalnym remoncie nowy inwestor urządził w niej mieszkania, wszystkie sprzedały się w kilka minut! W Rotundzie ulokował się też designerski hotel Staying Cool. W Birmingham trzeba zobaczyć jeszcze jedną wieżę – Perrott’s Folly (Waterworks Rd). Budowla zainspirowała J.R. Tolkiena do napisania drugiej części słynnej trylogii. To niejedyna książka która nosi „piętno” Birmingham. Na placu Centenary wzniesiono niepozorny pomnik czcionce Baskerville. Za pomnikiem wznosi się dom, w którym przez długie lata mieszkał i pracował jej twórca – wybitny drukarz James Baskerville. Jednak jego imię swoją międzynarodową sławę zawdzięcza przede wszystkim Arturowi Conan Doyle’owi oraz potwornemu psu.

NAD KANAŁAMI
Nazwa Bull Ring to jedna z niewielu rzeczy, która pamięta czasy sprzed rewolucji… przemysłowej. Prawdziwy rozwój miasta rozpoczął się, bowiem wraz z odkryciem maszyny parowej i powstaniem pierwszych fabryk. Miasto w samym niemal środku Wielkiej Brytanii, na skrzyżowaniu wszelkich szlaków handlowych, stało się angielską ziemią obiecaną. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać fabryki, domy robotnicze, a wszystko to oplotła misterna sieć kanałów, którymi do fabryk transportowano niezbędne surowce.
Do dziś zachowało się ok. 60 km tych dróg wodnych, czyli o 20 km więcej niż ma Wenecja. Odkąd kanały straciły swe pierwotne znaczenie, poruszają się po nich, niczym pływające domy, turystyczne barki. Można je wynająć na kilka dni i wyruszyć na niezwykłą przeprawę z Birmingham do Worcester.

DESIGN
Jewellery Quaterto mekka dla poszukiwaczy niebanalnej biżuterii. W jej uliczkach swoje studia mają najwybitniejsi twórcy pierścionków, naszyjników, kolczyków… Teraz są to przede wszystkim małe autorskie galerie i warsztaty. Niegdyś biżuterię wytwarzało się tu, jak przystało na Birmingham, na skalę przemysłową. Jedna z najznamienitszych fabryk tej branży – Smith & Pepper (75-79 Vyse Street) rozpoczęła działalność w 1899 r. Kolejno zakładem kierowały trzy pokolenia rodziny Smith. Choć produkowana tu biżuteria cieszyła się światową renomą, nie inwestowano w nowe maszyny. Ostatni właściciele pewnego dnia w 1981 r. po zakończeniu pracy, zamknęli za sobą drzwi fabryki, a klucz przekazali miastu. W środku pozostawili wszystko tak jak stało, począwszy od maszyn, wzorników, po brudne szklanki, puszki z cukrem, słoiki z dżemem. Wkrótce fabrykę znowu otwarto, tym razem jako muzeum. Dawni właściciele nigdy go nie odwiedzili.

BACK TO BACKS
Dziś rewolucję przemysłową pamiętają jedynie ceglane ściany dawnych fabryk, biur i fabrykanckich rezydencji. Na próżno jednak szukać starych robotniczych domów tzw. back to backs. Budowane jak najtaniej, o bardzo niskim standardzie, od poł. XX w. były systematycznie wyburzane. Kiedy władze zdały sobie sprawę, że stanowią one ważną część dziejów miasta, okazało się, że przez absolutny przypadek i przeoczenie ostał się zaledwie jeden taki robotniczy segment przy 55-63 Hurst Street. Zwiedzając urządzone tam robotnicze mieszkania, mam wrażenie, że za chwilkę spotkam ich gospodarzy. W podwórzu na wietrze powiewa pranie, stoją wiadra, wózeczki dziecięce. We wspólnej podwórzowej kuchni na palenisku stoi wielka balia, tak jakby ktoś szykował wodę na wileką rodzinną kąpiel. Wspólna kuchnia, kilka wygódek – bo nie doprowadzono tu kanalizacji. Trudno w to uwierzyć, ale mieszkańcy niechętnie wyprowadzali się stąd do nowoczesnych budynków. Brakowało im podwórkowych rozmów, wspólnego gotowania, prania, zabaw…

TYLKO SZTUKA
Przy Digbeth Street jeszcze kilkadziesiąt lat temu prężnie pracowała fabryka custar-du. Dzisiaj jej teren objęli we władanie artyści. W halach i magazynach rozgościły się galerie i pracownie.
W budynkach administracyjnych wynajmują pomieszczenia agencje reklamy. Artyści oswoili surową fabryczną przestrzeń oryginalnymi detalami. Po jednej ze ścian naprzeciw kawiarni Factory Kitchen „wspina” się żelazny smok. Gdzie indziej kolorowe balkony w kształcie elips ożywiają obdrapany fabryczny mur. Ale najsłynniejszym dziełem w Custard Factory jest Green Man. Pomnik, uformowany z prawdziwego drzewa, niczym atlas podpiera ścianę nowoczesnego wieżowca. Ponadczasowy symbol siły, witalności, szybko stał się też symbolem Birmingham.

Tekst: Dorota Chojnowska

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze grudzień 2009 na str. 32-37.