Wokół kopalni soli w Kłodawie powietrze ma słony smak. Ale dopiero za chwilę, kiedy jak górnicy zjadę pod ziemię, poczuję prawdziwy smak kopalni.

– Od tej pory nikogo nie pozdrawiajcie, mówiąc „Dzień dobry”, tylko „Szczęść Boże”. Jedziemy na wspólnym losie – mówi przewodnik na chwilę przed zjazdem do kopalni. Zakładamy kaski i wchodzimy do klatki, czyli windy, którą transportuje się górników do pracy oraz wydobywa ich urobek, czyli sól. Podróż 600 m pod ziemię trwa 100 s.

NA POCZĄTKU
Kopalnia Soli „Kłodawa” działa od 1956 r. Pierwsze korytarze drążone w soli magnezowo-potasowej mają ściany o fakturze skamieniałego drewna. Tej niejadalnej soli używano jako dodatku do nawozów. Po kilku latach górnicy dotarli do bogatych złóż soli jadalnej.

TRASA
Po wyjściu z klatki stajemy przy kaplicy św. Kingi – patronki górników solnych. Stoją tu wyrzeźbione w soli figury świętej i Matki Boskiej. Za nimi tablica z nazwiskami górników, którzy zginęli w kopalni. – Praca w kopalni soli nie jest tak niebezpieczna jak w kopalniach węgla – tłumaczy przewodnik. – Nie unosi się tutaj pył węglowy, który w kontakcie z metanem eksploduje. Nie ma ruchów górotworu. Wszystkie wypadki spowodowało nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Niegdyś górnicy, zanim poszli do pracy, zdejmowali czapki i odmawiali tu modlitwę, prosząc o szczęśliwy powrót z szychty i za poległych kolegów. Tak było do początku lat 90. Wtedy zapadła decyzja o zakończeniu eksploatacji na tym poziomie i otwarciu trasy turystycznej. Górnicy zeszli wydobywać sól z pokładów zalegających 150 m niżej. Przechodzimy obok głębokiego szybu łączącego nasz poziom z poziomem, na którym wciąż trwają prace. Nachylamy się. Przeciąg rozwiewa włosy, czuję ciepło, sól, ziemię i spaliny – tak pachnie kopalnia…

PODZIEMNY PULS
Codziennie o godzinie 6,14 oraz 22 detonowane są ładunki na górniczym przodku. Echo eksplozji niesie się po całym mieście. Szczególnie w domach, które wznoszą się nad kopalnianymi korytarzami. W ten sposób każdy, czy pracuje w kopalni, czy nie, żyje cząstką jej życia. Stajemy przy ścianie kończącej korytarz. Tak właśnie wygląda przodek. Ściana z powywiercanymi w specjalny sposób dziurami gotowa jest do wysadzenia w powietrze. Jednak ładunki wybuchowe nigdy nie zostaną tu założone. – Największym wrogiem kopalni soli jest woda, a ta zaczęła się tutaj sączyć -tłumaczy przewodnik. Kopalnię zna od podszewki. Przez kilkanaście lat pracował tu jako górnik. Pamięta, jak eksperci z najwyższego nadzoru górniczego zamontowali specjalną rurę, przez którą pobrali tę wodę do ekspertyz i zalepili pęknięcia betonem z ciekłym szkłem. Maszyny w tym korytarzu już dalej się nie posuwały. Zbyt duże ryzyko. Pokłady solne otoczone są bowiem wapienno-iłową otuliną, która nie przepuszcza wody. Jej naruszenie może zakończyć się katastrofą czyli zalaniem kopalni i zapadaniem się ziemi na powierzchni.

TAJEMNICE
Górnicy poszli drążyć inny korytarz. Eksplozja, wybieranie urobku, doprowadzenie prądu i szyn kolejowych do nowego korytarza. W takiej kolejności odbywała się praca. Korytarzami zaczynało płynąć też powietrze, niczym woda, pompowane przez dwa szyby. Na dłuższych odcinkach tego strumienia ustawiono tamy, czyli metalowe drzwi. Stoję przed jedną z nich. Zza zamkniętych wrót słychać szum, jakby wodospadu. Z trudem je otwieramy, bo powietrze mocno dociska je do framugi. Ale gdy tylko nam się to udaje, wszystko cichnie. – Powietrze w kopalni jest bardzo cenne. Trzeba je oszczędzać. Tamy kierują jego strumieniem tak, by niepotrzebnie nie szło w korytarze, w których nikogo nie ma – tłumaczy przewodnik.

ksk7-(41)

PODZIEMNA GALERIA
Korytarze z brunatnych stają się białe, a za chwilę, na poziomie 590 m, różowe. W Kłodawie pokłady różowej soli należą do najobfitszych w Europie. Mijamy rzeźbę ducha kopalni – Skarbka. Bo jak każda szanująca się kopalnia, Kłodawa również ma swojego ducha! I jak to z duchami bywa, odpowiednie potraktowanie jego wizerunku gwarantuje spełnienie życzenia. W tym przypadku figurkę trzeba pocałować tam, gdzie kilka lat temu były usta. W tej chwili ust już nie ma – zostały wycałowane. Na ścianach różowych korytarzy górnicy wyryli płaskorzeźby i pręgi – niczym w tajemniczych monolitycznych grobowcach. – To jest tzw. pikowanie – tłumaczy przewodnik. – Dzięki temu nie będą się tworzyły solne zwisy, które zagrażają bezpieczeństwu zwiedzających. W pewnym momencie korytarz staje się błękitny. Na razie za sprawą światła. Ale wkrótce trasa przez pokład błękitnej soli zostanie udostępniona turystom. Biel, błękit i róż to niejedyne kolory kłodawskiej soli.

KOLOROWO
Przy wejściu do olbrzymiej komory solnej KSR 24 o długości 25 m, 30 m wysokości i 25 m szerokości stoją dwa solne witraże. Łodyżki ułożone z zielonych kryształów soli, kwiaty z fioletowych, pomarańczowych, niebieskich, czerwonych… Wyszłabym ze świadomością, że bryłki pomalował twórca witrażu, a nie natura. Na szczęście przewodnik zaczął opowieść o jednej z sąsiednich komór, gdzie na ścianach znajdują się gniazda soli w kolorach tęczy. Przyjeżdżają po nie artyści z całej Polski. Być może w przyszłości turyści również będą mogli tam wchodzić. Na razie stopniowo udostępniana zwiedzającym jest KSR 24. Niedługo powstanie sala sportowa i sala koncertowa. Już odbyło się kilka koncertów. Jeden z nich w 2007 r. wpisano do Księgi rekordów Guinnessa jako koncert na największej głębokości. Do kopalni zgłaszają się kolejni artyści, którzy chcieliby tu wystąpić. Nic dziwnego – akustyka jest wspaniała. W jednej z nisz powstanie kaplica poświęcona Janowi Pawłowi II.

PODZIEMNY LABIRYNT
Pod Kłodawą i jej okolicami ciągnie się blisko 400 km solnych korytarzy. Wzdłuż korytarzy poprowadzono tory, tak by górnicy wszędzie mogli dojechać wagonikami. Wciąż można zobaczyć zajezdnię kolejową. Wyjeżdżamy na powierzchnię ostatnim transportem turystycznym. Za chwilę turyści ustąpią miejsca górnikom wracającym po szychcie. Na górze przy wyjściu widzę wagoniki po brzegi wypełnione białą niczym śnieg solą. Część tej soli trafi na nasze stoły, część na drogi w zimie. Co piękniejsze kawałki staną się wkrótce solnymi lampami i rzeźbami. Kupimy je w sklepie z pamiątkami przy kopalni Kłodawa oraz… w Bochni i Wieliczce.

Tekst: Dorota Chojnowska

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze maj 2009 na str. 76-80.