Olej palmowy używany na potęgę w przemyśle spożywczym, jest składnikiem tak powszechnych produktów jak: mrożonki, zupy instant, mleko w proszku, margaryny, płatki śniadaniowe i słodycze, zwłaszcza batoniki, ciasteczka oraz bijąca rekordy powodzenia Nutella. Używają go też producenci kosmetyków.
Koniec minionej i początek bieżącej dekady zdominowała dyskusja na temat czy olej palmowy jest szkodliwy dla zdrowia, czy nie. Zwłaszcza w kontekście cholesterolu. A że na temat tego związku zajadły spór przygasł, bo okazało się, że cholesterol nie jest tak jednoznacznie dla organizmu szkodliwy jak sądzono, na placu boju o olej palmowy zostały stosujące go koncerny oraz bijący na alarm ekologowie. Przed czym przestrzegają ci ostatni? Przed zastępowaniem lasów deszczowych palmowymi plantacjami.
Proceder taki ma miejsce w Indonezji i Malezji, a jaskrawym przykładem związanych z nim praktyk jest wyspa Borneo, dzielona przez wspomniane kraje, które są olejowymi potentatami. Skupiają w swych rękach łącznie 80% światowej produkcji. To jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki dla obu z nich. Znajdują zbyt na całym świecie, bo olej z palmowych nasion jest tańszy i wytrzymuje bez porównania dłuższe przechowywanie w temperaturze pokojowej niż na przykład kokosowy czy z pestek winogron. Szacuje się przy tym, że z 1 ha plantacji otrzymuje się go 6 razy więcej niż oleju z pestek winogron, a aż 10 razy więcej niż sojowego.
Jeszcze przed ćwierćwieczem lasy deszczowe zajmowały 75% powierzchni Borneo (wyspa ma dwukrotnie większy obszar od Polski). Dziś zajmują niespełna połowę, a z prognoz opublikowanych przez ONZ wynika, że jeżeli tempo niszczenia lasów deszczowych nie zostanie pohamowane, to już około roku 2022 na Borneo i pobliskiej Sumatrze pozostanie co najwyżej 2% dawnej tropikalnej dżungli. Zastąpią ją bowiem palmowe plantacje. Wycinka i wypalanie lasów deszczowych na Borneo – dla obrazowego porównania – codziennie z obszaru wielkości boiska piłkarskiego, pociąga za sobą śmiertelne niebezpieczeństwo dla miejscowej fauny. Do gatunków zagrożonych z tego powodu wyginięciem należą orangutany, których naturalnym środowiskiem są drzewa deszczowych lasów. Niestety, na palmy, orangutany przeprowadzić się nie chcą.
* * * * *
Zapraszamy na filmy, naświetlające problem z różnych stron.
Pierwszy, z perspektywy malezyjskich producentów oleju palmowego, wskazuje korzyści związane z poszerzaniem plantacji palmowych. Na przykład efektywną absorpcję CO2 z naszej atmosfery. Jest więc głosem „ZA” rozwojem palmowych upraw, ale z zastrzeżeniem respektowania zasad ochrony środowiska naturalnego.
Drugi, wyprodukowany pod auspicjami WWF pokazuje ciemne i jasne strony powstawania palmowych plantacji na miejsce naturalnych lasów deszczowych, ostrzegając przed zagrożeniami dla środowiska. Nie jest z pewnością ortodoksyjnym głosem „PRZECIW”, ale stanowczo zaleca hamujące deforestrację certyfikowanie produkcji, zwłaszcza bazującej na zbiorach drobnych plantatorów. Jest też apelem do społeczności międzynarodowej, by przez świadome postawy konsumenckie skłaniać zakłady przetwórcze do używania oleju powstającego w warunkach możliwie najmniej degradujących nasz ekosystem.
* 14 maja 2015 portal www.eco-business.com podał, że Prezydent Indonezji, Joko Widodo przedłużyła moratorium na wydawanie nowych licencji w sferze gospodarki leśnej. Uznano to za ruch sprzyjający ochronie lasów deszczowych oraz czynnik wzmacniający krajowych producentów, zwłaszcza farmerów, żyjących z rolnictwa i gospodarki leśnej, w tym niewielkich plantacji palm olejowych. Lasy i eksport towarów pochodzących z gospodarowania w nich przynoszą około 21 mld USD rocznie, co stanowi istotną część indonezyjskiego PKB. Ponadto, w tej gałęzi gospodarki zatrudnionych jest blisko 4 mln osób (Indonezja ma 250 mln mieszkańców).
