„Jeżeli pociąg jest duży i wygodny, nie musisz myśleć o celu podróży – wystarczy miejsce w kącie przedziału, by stać się jednym z tych, którzy nie ustają w ruchu, suną po torach i nigdy nie docierają do celu; nawet nie czują, że powinni” – uważa Paul Tehroux, amerykański powieściopisarz,
który pewnego dnia wsiadł do pociągu w Londynie, żeby zakończyć podróż dopiero w Japonii. 

Co prawda, samolotem byłby znacznie szybciej, ale prawdziwi wędrowcy tak nie robią. Dlatego w czasach wielkiego pośpiechu Eurail Group G.I.E. wymyśliła jeden bilet na całą Europę. Idea jest prosta. Interrail i Eurail Passes  umożliwiają nieograniczone podróżowanie po trzydziestu krajach starego kontynentu. Udziałowcami organizacji, której siedziba mieści się w Utrechcie w Holandii, jest ponad trzydzieści przewoźników kolejowych, m.in. PKP Intercity i Deutsche Bahn, a także firmy żeglugowe, autobusowe, muzea oraz hotele. Te ostatnie oferują właścicielom „przepustek” swoje usługi po obniżonych cenach lub nawet bezpłatnie.

Podróżnik renesansu
Interrail Pass kupuję przez internet, choć można to zrobić również w międzynarodowych kasach na dworcu. Mój bilet pozwoli mi podróżować 10 dni w przedziale czasowym 22 dni. Druga klasa kosztuje 374 euro, ale podczas podróży całą dobę spędzę też na… Adriatyku. W kolejnych krajach, jeśli jest taka potrzeba, dokupuję jedynie miejscówki.  Zamierzam pokonać trasę z Gdańska do … Aten. To tylko sześć dni podróży i aż sześć, biorąc pod uwagę, ile atrakcji czeka mnie po drodze. W tym roku Eurail Group postanowiła powrócić do idei wielkiej renesansowej podróży, takiej, jaką przed wiekami odbywali młodzieńcy z bogatych rodzin, aby poznawać świat, kształcić się i nabywać wszelakich doświadczeń. Pierwotnie Interrail Passes zostały właśnie wymyślone jako oferta dla ludzi poniżej 26. roku życia, ale dzisiaj korzystają z nich wszyscy. Na zniżki mogą liczyć również seniorzy po sześćdziesiątce.

Na podbój miast
Pasażerowie Euroail najchętniej podróżują na trasie Praga – Berlin, Berlin jest również najczęściej odwiedzanym przez nich miastem. Zaraz za nim plasują się Praga, Kopenhaga, Wiedeń i Amsterdam. W przeciwieństwie do samolotu, pociągiem dociera się od razu niemal do serca każdego miasta. Ja pierwszy przystanek robię we Wrocławiu, nocnym jadę do Wiednia na kawę, następnie zwiedzam zabytkowy, a przy okazji niezwykle designerski Graz w Austrii, żeby dotrzeć w końcu do Bolonii. To tutaj Dante Alighieri wpadł na pomysł niektórych postaci z „Nieboskiej komedii”.  Z Bolonii ruszam do Ancony, tam wsiadam na prom do Grecji i szóstego dnia docieram do Aten już autobusem. Wszystko z jednym biletem. Bez czekania w kolejkach na odprawę, bez stresu o nadbagaż i zapomnianą piersiówkę w torbie, która przepadnie podczas kontroli na lotnisku. To takie trochę inne podróżowanie. Wolniejsze, pełne niespodzianek i dające sporo wolności. Mogę wysiąść w każdym momencie i pojechać w zupełnie innym kierunku. I jak w piosence Maryli Rodowicz, właściwie nie muszę dbać o bilet.

Tekst: Piotr Kałuża

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze czerwiec-lipiec 2015 na str. 24-25.