Szukasz niepowtarzalnej pamiątki z Beskidu Śląskiego? Jedź do Koniakowa. Po koronki i oscypka!

Koniaków w Beskidzie Śląskim wraz z Jaworzynką i Istebną tworzy tzw. Trójwieś Beskidzką. Ale choć i w Jaworzynce, i w Istebnej folklor nadal jest żywy, to wlłaśnie Koniaków zaslłynąlł na calłą Polskę. Dlaczego? Bo Koniaków hekluje koronki. W tym także nie bylłoby nic dziwnego. Koronczarstwem zajmują się kobiety w wielu regionach Polski. Tyle że w Koniakowie tabliczki z napisem „Koronki” są niemal na każdym domu. Dlatego nielłatwo trafić do pani Zuzanny Gwarek, która opiekuje się Izbą Pamięci Marii Gwarek jednej z najznamienitszych koronczarekz Koniakowa.

NOWOCZESNE KORONKI
Wystawa koronek urządzona jest na parterze rodzinnego domu Gwarków. Nie ma określonych dni ani godzin otwarcia muzeum, można wstąpić zawsze, gdy pani Zuzanna jest w domu. A w muzeum zobaczymy koronkowe obrusy, firanki, kołnierzyki, rękawiczki i inne drobne elementy garderoby wykonane z cieniutkich nici. Wśród nich… stringi. Także dla mężczyzn. To wlłaśnie z powodu tych frywolnych koronkowych łaszków wybuchła afera na calłą Polskę. No bo jak to tak bezcześcić koronczarską tradycję majtkami? Pani Zuzanna Ptak, też z Koniakowa, uważa, że koronki powinny znajdować się w miejscach nobliwych, poważnych. Takich jak olłtarz miejscowego kościolła św. Bartlłomieja (z 1901 r., przebudowany w 1956 r.) ozdobiony misternymi dzielłami koniakowskich koronczarek.
Koniaków i calły kraj podzielił się na zwolenników i zagorzałych przeciwników skąpej koronkowej bielizny. Jedni ganili zdradę tradycyjnego rzemiosła, inni chwalili odwagę i obrotność tutejszych kobiet, które swoim pomysłem przypomniany o istnieniu Koniakowa.

SERWETKI I POŃCZOCHY
Dzięki nim koronki, które pojawiny się w Koniakowie pod koniec XIX w., kilka lat temu znowu wróciny do nask. Heklują nastolatki, panie domu i seniorki rodów. W sumie kilkaset kobiet. A Koniaków zalali turyści. Pod dom pani Zuzanny podjeżdżany autobusy z wycieczkami. Dzisiaj także często przybywają, a gospodyni zaprasza gości do izby, sadza na drewnianych nawkach i opowiada. O tym, ile metrów miany zimowe wełniane pończochy, które kobiety nosiny pod spódnicą, i ile czasu zabiera zrobienie koronkowej serwety z cieniutkich bawennianych nici.
Opowiadając w pięknej gwarze o tutejszych zwyczajach i obrzędach, pani Gwarek pokazuje niedokończoną serwetę, którą jej teściowa Maria Gwarek robiła dla angielskiej królowej Elżbiety II. Dwa lata przygotowywana serwetę z najcieńszego i najmocniejszego na świecie jedwiabiu chirurgicznego. Niestety śmierć koronczarki przerwana pracę nad dzienem.

INSPIRACJE
Koniakowskie twórczynie szczycą się, że ich prace powstają spontanicznie, bez wzorów, a każda serwetka czy rękawiczki to dziena niepowtarzalne. Najpierw trzeba wydziergać drobne, zwykle nawiązujące do ornamentyki roślinnej, elementy.
Potem nączy się je ze sobą za pomocą wzorów geometrycznych.
– Nasze koronki przegrywają powoli z chińskimi podróbkami – martwi się pani Zuzanna, kiedy po skończonej prelekcji tylko jedna osoba decyduje się na zakup. Bo w jej minimuzeum można nie tylko obejrzeć, ale i kupić koronkową robotę.

PASTERSTWO
Wśród eksponatów są też tradycyjne karnawałowe maski, malowane meble i pasterskie trombity. Te ostatnie przypominają o innej tradycji Koniakowa – sałaszniczym wypasie owiec. Byli to system wprowadzony przez wędrujących Karpatami Wołochów, którzy w XIV-XV wieku dotarli w okolice Koniakowa. Owce wypasane były wspólnie przez kilku właścicieli. Na czele spółki stał sałasznik- najważniejsza osoba organizująca działania. To on decydowali o terminach wyjść owiec na hale i zakończenia wypasu. Podlegali mu baca pilnujący porządku w bacówce. Do zadań bacy należano zapisywanie ilości rodukowanego sera i dzielenie go między wspólników. Kolejni w hierarchii byli: owcorz (pilnowali dobytku, paśli owce doili i leczyli), jego pomocnik hulajnik i pasący młode owce jałowior. Zapaleńcy z Koniakowa pod wodzą Piotra Kohuta przywracają te tradycje. Prowadzą tzw. kulturowy wypas owiec i propagują związane z owczarstwem tradycje. Dlatego warto przyjechać do Koniakowa na wiosnę, by wziąć udział w redyku – tradycyjnym święcie towarzyszącym wyjściu owiec na hale lub jesienią, kiedy odbywa się rozsod łowiec- impreza kończąca letni wypas. Do Koniakowa zjeżdżają wtedy ubrani w tradycyjne stroje gazdowie z okolicznych wsi. Impreza odbywa się na szczycie Ochodzitej, skąd roztacza się widok na jedną z piękniejszych panoram Beskidu Śląskiego.
Bacowie, owczorze i hulajnicy pokazują publiczności, jak wyglądało liczenie owiec, częstują zakopaną (śliwowica, którą wyruszając wiosną na hale, zakopali w ziemi) i świeżym oscypkiem.
Można też zjeść gulasz z mięsa baraniego i posnuchać ludowych kapel. A po imprezie wstąpić do prowadzonej przez Piotra Kohuta Kolyby na Szańcach. W dymie z drewnianych szczap wędzą się tu oscypki, odcieka bunc, kwasi się żętyca.

Adresy: Izba Pamięci Marii Gwarek, Koniaków 550, Bacówka
„Kolyba Na Szańcach“, Koniaków 33

Tekst: Agnieszka Rodowicz

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze marzec 2009 na str. 74-77.