Z kilkudziesięciu zawieranych pomiędzy Polską a Litwą unii, najtrwalsza okazała się właśnie lubelska. Wcześniejsze traktaty obowiązywały kilka lat, często ich ważność kończyła się po kilku miesiącach, a nawet dniach.
Tym razem obie strony zostały postawione pod ścianą. Potrzebny był nowy władca, a bezpotomna śmierć ostatniego z Jagiellonów była już tylko kwestią czasu. Litwa coraz mocniej odczuwała wzrost potęgi Państwa Moskiewskiego i bez pomocy Polski nie była w stanie mu się przeciwstawić. Polska chętnie by takiej pomocy udzieliła tylko… no właśnie: musiała mieć z tego jakieś korzyści. I w efekcie miała. Wahania możnych litewskich zakończyły się inkorporacją do Korony ogromnych połaci ziem ukraińskich, wcześniej należących do Wielkiego Księstwa. Jak się później okazało, unia stała się ostatnim, zakończony sukcesem, aktem ekspansji Rzeczpospolitej. Polscy władcy, w najważniejszych dla dalszych dziejów momentach, miast na ekspansję, decydowali się na obronę status quo, a to nie rokowało na przyszłość najlepiej.
Lublina czar
Zacznijmy od miejskiego herbu. Przedstawia on kozła usiłującego wdrapać się na drzewo. Stąd też już przed wiekami zwano miasto „koźlim grodem”. Niegdyś gród strzegł wschodnich rubieży piastowskich, lecz przy okazji wyrastał na znaczącą osadę handlową, która prawie 600 lat temu otrzymała prawa miejskie.
W XIV wieku Kazimierz Wielki polecił wznieść zamek obronny. W nim właśnie, w prawie dwa stulecia później, zawarta została polsko-litewska umowa, która przeszła do historii pod nazwą unii lubelskiej. Rozstrzygała ona wszystkie sprawy prawne i państwowe ogromnego, wielonarodowego państwa, w obliczu niechybnego końca dynastii Jagiellonów. Chyba dość skutecznie i z pożytkiem dla obu stron, bowiem nigdy później nie było potrzeby renegocjacji porozumień. Z lubelskim zamkiem było jednak kłopotów co niemiara. Zniszczony w czasie potopu, decyzją sejmu, miał zostać odbudowany. Lecz nie do końca stało się to możliwe. Lubelscy mieszczanie wykorzystywali stoki góry zamkowej do budowy piwnic, w których przechowywali towary. Nic dziwnego, ze stosunkowo luźny materiał z jakich składa się wzgórze, nie był w stanie wytrzymać, zakrojonych na szeroką skalę prac górniczych. Poszczególne elementy wybudowanego na nim zamku co jakiś czas waliły się w gruzy. Nie pomagały kary czy pręgierze. Zamek już nigdy nie odzyskał dawnej świetności. A na ponad 130 lat zamienił się w carskie więzienie. Dopiero w drugiej połowie XX stulecia przemianowany został na muzeum.
Z zamkowym wzgórzem sąsiaduje lubelska starówka. Z zachowanymi bramami: Krakowską i Grodzką, ratuszem otoczonym kamienicami, późnogotyckim kościołem i klasztorem Dominikanów, Augustianów, Bernardynów, Karmelitanek Bosych, katedrą pw. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty z przełomu XVI i XVII wieku oraz widokową obecnie Wieżą Trynitarską, uznawana jest – nie bez racji – za jedną z najpiękniejszych w Polsce.
Jagiellońska pamiątka
Pierwsi Jagiellonowie wykorzystywali swoje zamiłowanie do malarstwa w stylu bizantyjskim, które dominowało na ziemiach prawosławia. To z ich inicjatywy powstały cykle fresków biblijnych na ścianach prezbiterium kolegiat sandomierskiej i wiślickiej, kaplicy św. Krzyża na Wawelu oraz freski w kaplicy św. Trójcy na lubelskim zamku.
Najmniej znane są freski lubelskie, które dopiero teraz – w ponad sto lat od odkrycia -poddane zostały zabiegom konserwatorskim.
Historia ich powstania jest nad wyraz tajemnicza. Znajdują się one bowiem, w unikalnej na terenie Polski, budowli. Okrągła, gotycka, dwukondygnacyjna kaplica pw. św. Trójcy miała już ponad sto lat, gdy Władysław Jagiełło polecił ufundować w niej freski. Król, zgodnie ze swoimi wschodnimi upodobaniami, zlecił wykonanie ich w bizantyjsko-ruskim stylu, co nadało gotyckiemu wnętrzu niesamowitego charakteru.
Zdobienie świątyni pod kierownictwem mistrza Andrzeja zakończono 10 sierpnia 1418 roku, o czym informuje stosowny napis. O przepięknych freskach zapomniano w połowie wieku XIX, gdy władze carskie urządzając w zamku więzienie, poleciły otynkować kaplice. Ponownie odkryto je w 1897 roku.
Budowniczowie kaplicy wsparli nawę na jednym filarze, dlatego też zwieńczeniem wszystkich fresków jest postać Chrystusa w Majestacie i święta Trójca umieszczona w środku sklepienia. Ściany boczne ozdobione są scenami starotestamentowymi oraz zilustrowanym żywotem Jezusa i Marii. Na szczególną uwagę zasługują jednak dwa – jedyne zachowane do dzisiaj – konterfekty królewskie. Na jednym z nich król Władysław, któremu patronuje św. Mikołaj, klęczy przed Madonną z Dzieciątkiem. Na drugim zaś, anioł wręcza, galopującemu na białym wierzchowcu władcy, krzyż i koronę – insygnia panującego.
Majdanek
Tragiczne dzieje kraju nie ominęły Lublina. W czasie drugiej wojny światowej, hitlerowscy okupanci założyli na Majdanku w południowo-wschodniej dzielnicy miasta obóz koncentracyjny (Konzentrationslagier Lublin). W latach 1941 -1944 poniosło w nim śmierć ponad trzysta tysięcy ludzi, obywateli ponad dwudziestu krajów Europy. Dzisiaj upamiętnia ich męczeństwo wzniesiony w 1968 roku pomnik, w którego Panteonie-Mauzoleum w ogromnej czaszy, złożone zostały prochy ofiar ludobójstwa (projekt W.Tołkin i J.Dembek).
Druga szansa
Po raz kolejny Lublin zapisał się w historii Polski dopiero po kilku stuleciach. W 1944 roku stał się centrum tzw. Polski lubelskiej, której popierane przez ZSRR władze, przy nawet nie milczącej aprobacie naszych zachodnich sojuszników, na kolejnych kilkadziesiąt lat wepchnęły kraj w orbitę wpływów moskiewskich. O dziwo jednak, ta chwilowa szansa dziejowa, nie została wówczas przez miasto należycie wykorzystana. Dopiero upadek systemu sowieckiego i otwarcie granic, a przede wszystkim niespotykana wcześniej na taką skalę, międzynarodowa wymiana handlowa, uczyniły z Lublina stolicę „ściany wschodniej”. Mimo, że i ten okres miasto ma już za sobą, widać jego „złote czasy” już przy wjeździe.
Dziś Lublin należy do jednych z bardziej liczących się ośrodków akademickich. Oprócz tego, w tutejszym muzeum znajdują się niezwykle cenne zbiory polskiego malarstwa ostatnich czterech stuleci. Nie ustępują im pod względem artystycznej wartości również płótna zagranicznych malarzy: Hendricka ter Brugghena „Piłat umywający ręce”, Fransa Francke (II) – „Naigrawanie” oraz Louisa de Silvestre’a „Lekcja śpiewu” czy Leopolda Willmana „Pokłon Trzech Króli”.
Tekst: Krzysztof Łukaszewicz
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze październik 2004.


