Zwykle to miasta nadają tytuły honorowe obywatelom, ale bywa, że to ludzie dają honor miastom.

Obejrzałem film „Mój Nikifor” w reżyserii Krzysztofa Krauze i wyszedłem z kina rozczarowany. Tytuł sugerował, że będzie to bardzo osobista opowieść o łemkowskim malarzu prymitywiście, Epifanie Drowniaku , powszechnie znanym jako Nikifor. Film jest jednak, co najwyżej zbiorem impresji i poetyckich kadrów. Te ostatnie są zasługą operatora Krzysztofa Ptaka, który zdaje się być rozkochany w krynickim pejzażu. Zasługą filmu jest to, że pokazał mi Krynicę taką, jakiej nie widziałem. I chociaż tam byłem, nie zwróciłem uwagi na rzeczy przedstawione w filmie.

Oczywiście, trudno po filmie oczekiwać, aby opowiedział biografię człowieka, który pozostawił tysiące obrazów, lecz niewiele dokumentów; który nie miał domu, rodziny. Nawet kwestię prawdziwego nazwiska musiał rozstrzygać sąd, ponad trzydzieści lat po śmierci malarza. Brak wykształcenia, wada wymowy i łemkowskie pochodzenie oraz fanatyczne oddanie się pasji rysowania, nie ułatwiały mu kontaktów z ludźmi. Można było jednak pokazać Nikifora – człowieka – niezrozumiałego artystę – w realiach zapomnianego, przedwojennego kurortu w socjalistycznej Polsce lat 50-tych i 60-tych. Pokusić się zrozumienie jego ucieczki w prymitywizm oraz zobojętnienie dla wszelkich dobór doczesnych. W końcu, prace plastyczne artysty były wielkim krzykiem, niekończącą się opowieścią, której zdaje się, nikt nie chciał wysłuchać. Kolekcjonerzy, którzy zainteresowali się malarzem, zastanawiali się tylko nad techniką obrazów i sławą.
Nikifor, ozdrowieńcza moc krynickich źródeł i Kiepura – to główne atrakcje Krynicy. Kto wie, może dzisiaj Nikifora w Krynicy jest więcej niż było go wtedy, gdy tam mieszkał? Trudno powiedzieć. Na cześć artysty jedną z ulic nazwano jego pseudonimem artystycznym. W Krynicy, w centralnym miejscu, w legendarnym budynku Romanówce, zorganizowano Muzeum Nikifora. Zwiedzający mogą poznać prace artysty oraz pamiątki po nim. Od jego pseudonimu wziął nazwę jeden z nowych hoteli, w którym na ścianach rozwieszono zdjęcia Nikifora, a w sali restauracyjnej, przy barze siedzi rzeźba naturalnych rozmiarów przypominająca artystę. W podziemiach otwarto gospodę Kłynec, która hołduje łemkowskiej kulturze i w której po wzmocnieniu głosu trunkiem szlachetnym, pożywnym o mocy magicznej i zaśpiewaniu głosem czystym, otrzymuje się stosowny certyfikat.

Nikifor kochał rodzinną Krynicę. W swoich pracach świetnie odmalował m.in. budynek Łazienek Borowinowych i Stare Łazienki Mineralne, Stary i Nowy Dom Zdrojowy. Zdaje się, że przez 40 lat kiedy rysował to co widział, lepiej utrwalił w swoich pracach miasto, ludzi i obyczaje, niż wykonane w tym czasie zdjęcia. Dzięki Nikiforowi wiadomo jak wyglądała Krynica, kuracjusze i codzienne życie. Artysta, oczywiście, na swoją modłę, ale jednak, odzwierciedlał miejscowe cerkwie, miejskie budowle, dworzec kolejowy w Krynicy, pijalnie wód oraz ośrodki sanatoryjne. Aż dziw, że do tej pory nie wykorzystano tych ilustracji, aby opowiedzieć o Krynicy, mieście na swój sposób magicznym. Jak ważną postacią dla miasta jest Nikifor, niech świadczy fakt, że w przewodniku Pascala jego postaci poświęcono półtorej strony, a pozostałym aspektom uzdrowiska 5 stron książki.
Tak, jak przed i po wojnie, tak i teraz, kuracjusze przebywający w Krynicy nie uświadamiają sobie, że znajdują się w miejscu magicznym. Korzystają z wód zdrojowych : Jan, Zuber i Słotwinka Większość wybiera się albo kolejką, albo pieszo na Górę Parkową. Znajdującą się na terenie Parku Zdrojowego góra, stanowi jedną z głównych turystycznych atrakcji miasta. Z magii miasta, które niemal w ogóle się z biegiem czasu nie zmienia, zdawał sobie sprawę Nikifor. A może to on zaczarował to miejsce ? Tutaj, tak jak przed wieloma laty, nadal można kupić prawdziwy sok z malin, prawdziwe miody, także miody pitne. Wzdłuż deptaku, na którym artysta spędzał większość czasu, nowi artyści nadal oferują swoje prace plastyczne.

TABLICA-NIKIFORA017

Być może świat Krynicy, który tak zaabsorbował wyobraźnię Nikifora niebawem zniknie. Na razie, drewniane domy uzdrowiskowe oraz stare, przedwojenne wille trzymają się dzielnie. Jak na razie, kurortowi nie przeszkadzają ani komercjalizacja, która przekształca miasto z uzdrowiska w miejscowość turystyczną, ani zjazdy polityków. Nawet kolej gondolowa na górę Jaworzynę -narciarską atrakcję okolicy- ominęła miasto, choć planowano, by jej trasa przebiegała nad domami. Pewnie dlatego Krynica i Nikifor ciągle sprawiają, że moje myśli wracają do tamtych miejsc i obrazów. Żal tylko, że “Mój Nikifor” do tej przygody włożył tak małą cegiełkę.

 

Tekst Juliusz Bolek

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze październik 2004.