Będąc na Lubelszczyźnie trzeba odwiedziç Kozłówkę, położoną zaledwie 155 km na południowy wschód od Warszawy. Warto nie tylko bliżej poznać samo Muzeum Zamojskich, ale i bliżej przyjrzec się znajdującej się w starej Powozowni Galerii Sztuki Socjrealistycznej.
Nie ma tu dużo zwiedzających, a naszym krokom towarzyszyç będą charakterystyczne melodie z lat 50. Niestety, centralnym miejscem ekspozycji nie jest pomnik Bolesława Bieruta - “najwierniejszego ucznia Stalina” - przeniesiony do Kozłówki w 1989 roku z Lublina. Siedmiometrowy monument nie zmieścił się w przeznaczonym na ekspozycję pomieszczeniu i stoi skromnie na skraju parku, nieopodal biegnącej na południe od Teatralni alejce.
Traktorzyści wszystkich krajów łączcie sią!
Błękitne uniformy, w dłoniach sierpy i kosy, a wzrok utkwiony gdzieś w dal… Choć powyższy opis doskonale pasowałby do zastępów naczelnika Kościuszki, nie chodzi tu bynajmniej o kosynierów, a o rzecz historycznie znacznie nam bliższą. Oto po półwieku zapomnienia i niełaski, a coraz częściej światło dzienne oglądają relikty minionej, komunistycznej epoki. Propagandowe plakaty, gipsowe popiersia dygnitarzy, chłopo-robotnicze płótna, dziś upominają się o rangę dzieł sztuki. Ze strychów i przyzakładowych świetlic trafiają do sal największego w Polsce muzeum socrealizmu w Kozłówce pod Lublinem.
Można już mówić o modzie na tzw. SOC, jak zwykło się pieszczotliwie określać sztukę powstająca według wytycznych ideologii socjalistycznej. I choć dziś stylistyka ta, budzi w nas pewne rozbawienie, a u niektórych może nawet nostalgię do czasów minionych, to musimy pamiętać, że dzieła te, nie powstawały ku uciesze gawiedzi. Starsze pokolenie twórców pamięta jeszcze fanfary, wielkie słowa i odznaczenia państwowe, jakie towarzyszyły sztuce czasów PRL-u.
Socrealistyczny kierat pojawił się w Polsce wraz z Armią Czerwoną. W roku 1949, odgórnie i bezapelacyjnie określono nadrzędne cele sztuki. Wówczas próbowano przeszczepić na grunt polski to, co kilkanaście lat wcześniej wprowadzono w ZSRR. Ustalono doktryny oficjalnej sztuki ludowej. W swojej warstwie teoretycznej SOC opierał się o definicję realizmu Engelsa, Leninowskiej teorii odbicia rzeczywistości w sztuce, i na koncepcji sztuki narodowej w formie, socjalistycznej w treści. Od tej pory malarze, rzeźbiarze i literaci, zamiast rozwijać skrzydła własnego artyzmu i ulegać zgubnym „formalizmom” mieli studiować doktryny i przekuwać je na sztukę świadomą społecznie, służącą celom aktualnym i doniosłym. Skutek znamy wszyscy. Powstają malowane pod linijkę wybitne dzieła realizmu socjalistycznego pędzla A. Kobzdeja, W. Fangora, Szczęsnego-Kowarskiego o wdzięcznych tytułach: Żniwa w PGR nad Prosną, Towarzysz Bierut wśród robotników, Nowa Huta. Nad tworzeniem nowej ikonografii władzy pracują też rzeźbiarze (B. Kubica, S. Horno-Popławski). W hurtowym tempie powstają podobizny wodzów rewolucji: Władimira llicza i Józefa Wisarionowicza. Swoisty rzeźbiarski hołd odbierają też pozostałe „dzieci rewolucji” -Dzierżyński, Bierut, Marchlewski. Odlewane z jednego kopyta urocze biusty byty obowiązkowym elementem wyposażenia gabinetów pierwszych sekretarzy oraz lokalnych kacyków w urzędach centralnych i wojewódzkich.
Nowe kanony piękna, które przywędrowały do nas ze wschodu, w ramach sowieckiej ideologii, znalazły też swoje odzwierciedlenie w architekturze. Megalomania robotniczych estetów zadecydowała o wyglądzie odbudowywanego po wojnie kraju. Warszawski PKiN, rozwiązanie MDM-u, czy może najdobitniejsze z dzieł polskiej architektury ery socjalistycznej, robotnicze miasto – Nowa Huta, są niezwykłymi skansenami estetyki sprzed pół wieku. Niezwykłymi, bo cały czas funkcjonują. Wmontowane w tkankę miasta, ogromne arterie z mega podcieniami, naszpikowane rzeźbiarskimi podobiznami gigantycznych robotników i chłopek, zaludniają przodownicy dnia dzisiejszego. Z laptopami i telefonami komórkowymi, pędzą tworzyć nowy, wspaniały świat.
Tekst: Adam Zych
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Październik 2004.
