Zmarł tak jak żył. W samotności. ciało zostało złożone w zbiorowej mogile. gdyby nie późniejsze starania Roberta Delaunay’a majace na celu przeniesienie zwłok do oddzielnego grobu, zapewne dziś nawet nie byłoby wiadomo gdzie spoczęły szczątki Henri Rousseau, zwanego celnikiem – jednego z najoryginalniejszych malarzy przełomu XIX i XX w.
Historia życia celnika Rousseau jest jak jego obrazy. Prowadzi nas prosto utrzymując sztywność i chropowatość dębowej żerdzi tak długo, aż nauczymy się dostrzegać piękno w nieregularnej fakturze i prostocie formy. Przez czterdzieści jeden lat Henri Rousseau żył w zgodzie z własnym losem. Nie sprzeciwiał mu się, nie buntował, choć był to los nie do pozazdroszczenia. Fakty, które znamy z tego okresu w suchy sposób opisują jego dokonania.
Urodził się w roku 1844. Mając niespełna dwadzieścia lat zaciągnął się do armii. Decyzja ta nie wynikała z nadmiernego patriotyzmu, stanowiła jedynie możliwość uniknięcia wyroku sądowego za drobne wykroczenia jakie popełnił. Z wojska odszedł w roku 1868 i podjął pracę komornika. Rok później ożenił się z Clemence Boitard – córką gospodyni, u której wynajmował mieszkanie. Miał z nią siedmioro dzieci, jednak granicę dwudziestego roku życia przekroczyło tylko jedno z nich – córka Julia, pozostałe umarły zanim dorosły. Wyczerpana licznymi porodami i nękającą ją chorobą płuc wcześnie zmarła także ukochana żona, Clemence. Rousseau miał wówczas 44 lata i zatrudniony był w Urzędzie Akcyzowym w Paryżu pełniąc funkcję celnika.
Dla ubogiego urzędnika był to moment przełomowy. Jeszcze przed śmiercią żony, Rousseau zaczął bowiem interesować się sztuką, w szczególności zaś malarstwem. Odwiedzał paryskie Salony, nawiązywał kontakty z marszandami i artystami. W końcu, mając 41 lat sam sięgnął po pędzel. Początkowo malował głównie kopie znanych dzieł znajdujących się w Luwrze, potem tworzył też własne kompozycje. Jedna z anegdot z tego okresu opisuje, jak znudzony monotonią pracy urzędnik celny wystawiał sztalugę przed front budynku, stawał za nią z paletą i pędzlem, oddając się malarskiej pasji. Z czasem to właśnie sztuka stała się dominującym elementem w jego życiu, zaś jego nieliczni znajomi zaczynają nazywać malarza „Celnikiem Rousseau”
Jako artysta był samoukiem. Malując popełniał liczne błędy warsztatowe, kompozycyjne i kolorystyczne typowe dla laika, który „bardziej chce, niż umie”. Jego niedoścignionym wzorcem było malarstwo artystów związanych z nurtem sztuki oficjalnej: Felixa Clemente i Leona Geróme. Jednak prace, które tworzył postrzegane były raczej jako karykatura akademizmu. Wśród widzów budziły śmiech i pośmiewisko. Tak stało się np. z wystawionym w 1906 roku obrazem „Wolność” zapraszająca artystów do wzięcia udziału w 22. Wystawie Artystów Niezależnych lub z pracą o rok późniejszą Przedstawiciele potęg zagranicznych przybyli pod sztandarem pokoju złożyć hołd Republice. A jednak Rousseau nie zrażał się niepowodzeniami. Wydawać by się mogło, że drwiny i ironiczne uwagi dodawały mu animuszu i energii. Ciężko pracował malując oraz dorabiając sobie jako nauczyciel rysunku i gry na skrzypcach. W końcu udało mu się stworzyć własny, prymitywny, jednak spójny język malarski. Posługiwał się nim jak gdyby pozbawiony kompleksów, sam siebie nazywając „najgenialniejszym artystą epoki” Najciekavvsze jego obrazy powstały na przełomie wieków i są to np.: „Zaskoczony!”, „Śpiąca Cyganka”, „Zaklinaczka węży”. Są to kompozycje o wyrafinowanej urodzie. Proste i dosadne, emanujące trudnym do zdefiniowania, prymitywnym czarem.
Środowisko artystyczne akceptowało Rousseau traktując go jako osobliwego dziwaka, będącego atrakcją towarzyskich spotkań. Szczególnie upodobali sobie owego „wąsatego starca ze skrzypcami pod pachą” młodzi artyści skupieni wokół Picassa i Braqu’a. Zapraszali go na swoje spotkania i kolekcjonowali jego płótna, żartując z niego, a jednocześnie szczerze szanując jego twórczość. Pablo Picasso w 1908 roku zorganizował nawet wieczór na cześć Celnika, na którym obecna była cała śmietanka awangardy, wówczas jeszcze przymierająca głodem na wzgórzach Montmartru: Georges Braque, Andre Derain, Max Jacob, Andre Salmon, Appolinaire. Chropowaty, prymitywny styl Celnika był niezwykle bliski etnograficznym poszukiwaniom młodych kubistów. Jego prace posiadały bowiem coś czego poszukiwali adepci nowej sztuki. Była to świeżość i ekspresja. Do tej pory obecna w sztuce ludów prymitywnych i w dziecięcych malunkach. Chodzi o nieskażony, archetypiczny sposób obrazowania, który niesie za sobą silny ładunek emocjonalny. To właśnie odnaleźli w obrazach Celnika kubiści, fowiści i ekspresjoniści. To ich fascynowało i tego próbowali się nauczyć od swego nieporadnego mistrza. Niedługo po spotkaniu u Picassa, Rousseau zmarł i pewnie pamięć o nim zaginęłaby podobnie, jak po wielu innych „niedzielnych artystach”, gdyby nie legenda o „rozmalowanym Celniku”, która przetrwała wśród młodego pokolenia artystów ze wzgórza Montmartre. Pokolenia, które w przyszłości miało całkowicie zmienić oblicze sztuki.
Niewykluczone, że gdy kilkadziesiąt lat później Pablo Picasso, jeden z najważniejszych rewolucjonistów sztuki XX wieku, wygłosił swoje sławne zdanie, że „ciężko pracował przez całe swoje życie, aby nauczyć się malować tak jak dziecko”, myślał właśnie o brodatym celniku z paletą w dłoni, którego dane mu było spotkać na jednej z paryskich ulic.
Tekst: Piotr Janowczyk
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Kwiecień.
