Jeszcze nie tak dawno temu było to miejsce zupełnie przez Boga i ludzi zapomniane. Ot, po prostu maleńka rybacka wioseczka -jak wiele innych leżących nad brzegiem Morza Czerwonego. I chociaż przez stulecie, jakie upłynęło od wybudowania Kanału Sueskiego w jej pobliżu, życie w wiosce nie ulęgło jakimś większym zmianom.

Niby powstało miasteczko, ale było jakieś senne, nierealne i żyto praktycznie samo dla siebie. Swą dzisiejsza wielką karierę Hurghada zawdzięcza paradoksalnie wojnie sześciodniowej, jaka wybuchła pomiędzy państwami arabskimi a Izraelem w 1967 roku. Egipt utracił wówczas cały Synaj a położona na afrykańskim brzegu poniżej południowego krańca półwyspu wioska nagle zyskała znaczenie strategiczne. Przede wszystkim powstało tu ogromne lotnisko i baza samolotów myśliwskich. Tamten okres ma już Hurghada na szczęście za sobą i dzisiaj tylko w czasie startu z lotniska można zobaczyć rozrzucone wśród piaskowych pagórków dane betonowe schrony i opuszczone przed laty stanowiska obrony przeciwlotniczej.
Rozwój nastąpił dopiero w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Zagrożenie wojną odeszło wraz z traktatem w Camp Davis i okazało się, że wybudowane dla potrzeb militarnych lotnisko oraz dojazdowe drogi mogą stać się podstawą, wielkiego sukcesu, podobnie jak bliskość bezkresnej pustyni, malowniczy łańcuch górski, ciepłe morze, piękne baseny, czyste powietrze i stosunkowo łagodny klimat pozwalający spokojnie znosić przybyszom z Europy nawet afrykańskie lato.

Kurort
Hurghada rozciąga się prawie 40 km wzdłuż brzegu Morza Czerwonego i raczej nie sięga zbyt głęboko w otaczającą miasto pustynię, ograniczając się swym zasięgiem do wybudowanych ludzką ręką zatoczek. Z lotu ptaka sprawia wrażenie kilku oaz połączonych ze sobą asfaltowymi drogami. Składa się tez z wyraźnie wyodrębnionych trzech części. Najstarszą z nich jest Dahar (Downtown) – tu mieści się największy bazar Hurghady, a także poczta i dworzec autobusowy. Nowymi, bardziej popularnymi jest turystyczna Sakalla i hotelowa Village Road, gdzie ulokowane są luksusowe hotele, plaże i ośrodki sportów wodnych. Stąd wyruszają statki i motorówki na koralowe rafy, gdzie można podziwiać bajecznie kolorowy podmorski świat oraz do nieodległego Sharm el Sheikh.
Village Road rozbudowuje się stale. Wystarczy wyjść na spacer by dostrzec pracujące nieopodal budowlane maszyny.
Sakkalla zaś rozciąga się wzdłuż ulicy od której wzięła swą nazwę i często uznawana jako przedłużenie Sheraton Road. Zaczyna się od restauracji rybnej El Joker. Kończy zaś przy rondzie, zaraz za włoską pizzerią Rossii Papa’s Barem. To prawdziwa Mekka dla turystów. To tutaj znajdują się przeróżne bary, puby, dyskoteki gdzie całą noc do białego rana schodzą się tłumnie młodzi i starsi przybysze by nie tylko raczyć się piwem, spróbować sziszy czy obejrzeć pokaz tańca brzucha, ale również by pobawić się na dyskotece, porozmawiać w barze czy pubie. Tu życie zaczyna się po 22.
Dahar z kolei zaś słynie przede wszystkim z bazaru, na którym dostać można prawie wszystko. Kupić egipskie pamiątki, wyroby ze złota i srebra oraz przeróżne przyprawy – szafran, pieprz chyba w jego wszystkich odmianach i innych niekiedy nawet i tu egzotycznych. Faktem jest, że większość ulic Hurghady przepełniona jest sklepami z egipskimi gadżetami, ale nic nie odda kolorytu prawdziwego arabskiego bazaru.
Można po Hurghabie podróżować piechotą, ale najwygodniejszym środkiem lokomocji i tak pozostanie mikrobusik-zwykły, zwykle przepełniony i pięciokrotnie od nich droższy mahsus, w którym siedzi zwykle tylko kierowca. Jednak w każdym wypadku cenę za usługę należy ustalić przed wejściem.

Plaże i woda
W Hurghadzie większość linii brzegowej i plaż należy do hoteli, ale są plaże prywatne i publiczne. Te ostatnie nie należą do najlepiej utrzymanych więc ich specjalnie nie polecam. Zresztą wygląd kogoś rozebranego wśród tłumu odzianych najczęściej w długie czarne stroje egipskich kobiet wygląda doprawdy zabawnie.
Tutejszy okres letni, wręcz upalny (temperatura w cieniu dochodząca do 40°C) rozpoczyna się około czerwca, a kończy wraz z ostatnimi dniami października. Okres zimowy można porównać do chyba tylko do naszego, polskiego… lata nad Bałtykiem. Chociaż odróżnia go chyba tylko wiejący często silny zimny wiatr, który może spowodować, że temperatura spadnie w nocy nawet do 10 stopni Celsjusza. W ciągu dnia natomiast można bez większych problemów zażywać kąpieli, tak słonecznych (powyżej 20 °C), jak i morskich (woda też nie mniej niż 20 °C). Jedyną niespodziankę sprawić może wówczas tylko woda w hotelowych basenach, i tam gdzie jej nie podgrzewają, może się okazać, że trudno dłużej wytrzymać.

Nieopodal …
W dość bliskim otoczeniu Hurghady znajduje się szereg ciekawych i wartych zobaczenia miejsc. Jednym z nich jest El Gouna -zwane też egipską Wenecją prywatne, luksusowe miasteczko hotelowe poprzedzielane licznymi kanałami i połączone mostami. Innym z kolei jest wioska Sharm El Naga położona niecałych 40 kilometrów na południe od Hurghady, gdzie podziwiać można chyba najwspanialszy we wschodniej Afryce rafowy stok.
Właśnie możliwość nurkowania w rafie ściąga tu całe rzesze mniej lub bardziej zaawansowanych w swych umiejętnościach poszukiwaczy podwodnych przygód. Niektórych wabi nie tylko tropikalny świat podmorskich żyjątek, ale i ślady działalności człowieka. Im to wszak trudno oprzeć się pokusie spenetrowania zatopionych w czasie działań wojennych jednostek. Tych starych i tych zupełnie świeżych. Jednym z nich jest El Mina torpedowiec egipski zniszczony przed wybuch bomby zrzuconej z izraelskiego samolotu. Znajduje się na stosunkowo niewielkiej głębokości, ale wciąż jeszcze zalegają na nim torpedy i niezabezpieczona amunicja.

Zakupy
Nie przywieść sobie z Egiptu papirusu, to chyba jeszcze gorzej niż być w Rzymie i nie widzieć papieża! Oczywiście nabyć je można praktycznie za przysłowiowe grosze wszędzie… z tym tylko, ze będą to najczęściej wykonane na liściach palmowych imitacje. Prawdziwy papirus uprawia się teraz wyłącznie na specjalnych plantacjach i wykonane zeń „papirusy” kosztują zwykle kilkadziesiąt dolarów i muszą posiadać stosowne certyfikaty.

Tekst: Krzysztof Łukaszewicz

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Lipiec 2005.