O Zamościu różne krążyły mniemania. Polacy, dotychczas jeszcze przy Karolu stojący, utrzymywali, iż to jest twierdza w Rzeczpospolitej najpotężniejsza, i przytaczali na dowód, iż wszystkie siły Chmielnickiego wytrzymała.
Lecz ponieważ Karol spostrzegł, iż Polacy zgoła nie byli w fortyfi kowani u twierdz biegli, i takie za silne uważali, które po innych krajach zaledwie do trzeciorzędnych liczono, że wiedział i o tym, iż w żadnej twierdz nie było dostatecznego opatrunku, to jest ani murów jak należy utrzymanych, ani budowli zimnych, ani broni należytej, przeto i co do Zamościa dobrej był myśli. Liczył też na urok swego imienia, na sławę niezwyciężonego wodza, a wreszcie i na układy. Układami, które każden magnat mocen był w tej Rzeczypospolitej zawierać albo przynajmniej pozwalał sobie zawierać, więcej dotychczas Karol wskórał niż bronią. Jako więc człek przebiegły i lubiący wiedzieć, z kim ma do czynienia, starannie wszystkie wiadomości o władcy Zamościa zbierał. Wypytywał o jego obyczaje, skłonności, dowcip i fantazje.
To jeden z najbardziej charakterystycznych opisów, jakie po sobie pozostawił niezrównany mistrz i piewca bohaterskich czasów Rzeczpospolitej szlacheckiej Henryk Sienkiewicz, który -co jak co – Twierdzę Zamość znał w tej najpóźniejszej wersji, w tej, jaką po sobie pozostawili Rosjanie, ale wiele mógł powiedzieć o jej wcześniejszej potędze i chwale. A przeszłość jej chluby nie skąpiła.
Zamość byt miastem świetnie ufortyfikowanym. Wysunięte przed mury obronne bastiony otaczały wysokie waty ziemne. Na nich z kolei wzniesiono nadszańce – przysadziste gmachy z kamienia i cegły.
Wzniesiona zapałem i kosztem jednego niezwykłego człowieka Jana Zamoyskiego twierdza miała bronić nie tylko jego rozlegtych włości, ale przede wszystkim stanowić tamę przed atakiem z południowego-wschodu. Jej pomysł zrodził się w czasach, gdy tak na dobre nikt jeszcze w całej ogromnej Rzeczpospolitej nie był w stanie przewidzieć zagrożeń jakie przyniesie już wcale nie tak odległa przyszłość. Dlatego tez rzecz można – znając późniejsze wypadki, iż to właśnie zamojska twierdza, jak żadna inna potrafiła odmienić losy siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej. Pierwszej próbie została podana już w czasach wielkiego kozackiego buntu, jaki w 1648 roku ogarnął ziemie ukraińskie.
Niebawem wojska koronne już w zasadzie nie istniały. Klęski pod Korsuniem, Żółtymi Wodami i Pilawcami śmierć wodzów i niewola pożal się Boże hetmanów spowodowała, że fala rebelii ogarnęła prawie połowę obszaru ogromnego państwa nie bardzo w dodatku zdolnego do obrony. I to właśnie wówczas tak wielka rola przypadła Lwowi i Zamościowi.
Rozlewająca się coraz silniej fala rebelii i dziesiątki tysięcy może nie najlepiej uzbrojonego, ale dzielnego i pałającego ogromną chęcią do walki wojska stanęło w pewnym momencie pod murami twierdzy jakiej jeszcze ich oczy nie widziały. Wówczas co prawda nie najlepiej zaopatrzonej, ale i tak wystarczająco silnej by za szybko niedoświadczonym w zdobywaniu warowni oddziałom nie ulegać. Co gorsza, siłom kozackim przede wszystkim najbardziej przeszkadzała sama liczba gotowych może i nie do ataku, ale na pewno do złupienia zdobytego miasta. Parodniowe oblężenie zakończyło się swoistym patem. Strony przystąpiły do negocjacji. Skończyło się na złożeniu przez mieszczan wcale nie tak małego okupu, ale i zdobyciu za to gwarancji uratowania głowy i reszty dobytku z wojennej opresji. Kozacy odstąpili, podobnie jak i od murów Lwowa, zadawalając się okupami.
I takto właśnie dzięki owym niewielkie w gruncie rzeczy sumom uratowała się Rzeczpospolita…. a na początku czerwca, w 400 rocznicę śmierci wielkiego hetmana i założyciela miasta staraniem miłośników dawnych dziejów, szczęku oręża i barwy znowu zabrzmiały armaty i doszło do powtórzenia – w mniejszej co prawda niż niegdyś skali – tamtych zamierzchłych już wydarzeń, po których obie strony mogły się uznać za zwycięskie.
A my tam naprawdę byliśmy i w bitwie, i miód i piwo piliśmy … z oblegającym i obleganymi pospołu zgodnie twierdząc, że widowisko było naprawdę udane.
Tekst: Krzysztof Łukaszewicz
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Lipiec 2005.
