Chorąży sieradzki Aleksander Teodor Małachowski (1600-1629), syn Marcina (1571-1606), który przez wiele lat służył pod hetmanem wielkim koronnym Janem Zamojskim zapoczątkował magnacką linię na Końskich i Białczowie. Z życiem rozstał się dość wcześnie na skutek rany, jaką zadał mu w pojedynku kasztelan łęczycki Piotr Bykowski. Osierocił czwórkę dzieci: Franciszka, Jana, Katarzynę i Krystynę.
Jan (1623-1699) studiował prawo na jagiellońskiej wszechnicy lecz będąc niespokojnego ducha zaciągnął się do wojska i pod Stanisławem Rewerą Potockim zmagał się z kozakami pod Bersteczkiem. Sypiał wówczas w jednym namiocie z Janem Sobieskim, co mu wszak na złe nie wyszło. Po bezpotomnej śmierci żony obrał stan duchowny, szybko zyskując infułę biskupią. W czasie wiedeńskiej potrzeby wystawił sumptem własnym chorągiew husarii i regiment dragonów. W samej wyprawie brał natomiast udział Stanisław Małachowski (1659-1699), syn Franciszka kasztelana sieradzkiego i Barbary Grabskiej, pan na Końskich, Rękoraju i Moszczewicy. Towarzysz królewskich wypraw na Wołoszczyznę i zmagań pod Parkanami. Po śmierci Sobieskiego opowiedział się za Sasem, za co nagrodzony został województwem poznańskim i mianowany posłem na rokowania z Portą w Karłowicach. Otrzymał przy tym zezwolenie sejmu na używanie w czasie trwania poselstwa tytułu hrabiowskiego, „aby nie był pomniejszony pośród innych posłów”. Wsławił się między innymi ostrym zatargiem z posłem rosyjskim Woznicynem i nie dał się zepchnąć na dalszy plan. Gdy po powrocie do kraju spotkał się z ostrą krytyką za rzekomo zbyt daleko idące ustępstwa, poważnie zachorował i niebawem zmarł.
Pozostawił po sobie dwoje dzieci z drugiego małżeństwa z Anną Konstancją Lubomirską, wdową po kanclerzu wielkim koronnym Janie Wielopolskim. Jan przyszedł na świat 26 stycznia 1698 roku i rozpoczął działalność publiczną w 1721 roku jako deputat oświęcimsko-zatorski na Trybunał Koronny. Posłując w 1724 roku na sejm wybrany został w skład delegacji sejmowej do prowadzenia rozmów z posłami zagranicznymi w sprawie toruńskiego zatargu pomiędzy jezuitami i protestantami. W czasie bezkrólewia zwolennik elekcji saskiej, choć po wyborze Leszczyńskiego automatycznie przechodzi do jego obozu. Jednak na wiadomość o ruchach wojsk rosyjskich zmierzających ku Warszawie znalazł się na Pradze wśród zwolenników Sasa, który potrafił to docenić. W 1746 roku zostaje kanclerzem wielkim koronnym. Pobierał znaczną pensję od dworu rosyjskiego i pisał się „panem na Końskich, Białczowie, Międzyrzeczu Ostrogskim, Baranowie nad Wieprzem, tenutariuszem na Czuniowie, właścicielem wójtostw w Frodatyczach, Czerlanach, starostą opoczyńskim, ostrołęckim, gródeckim, kamieniobrodzkim i bucznniowskim”. W 1740 roku, gdy zbuntowali się mu poddani Kurpie, zastąpił pańszczyznę czynszami, zrzekając się przy tym przywileju propinacyjnego.
Końska historia
Na rezydencję wybrał sobie Końskie położone przy trakcie z Krakowa do Warszawy. Chcąc podnieść znaczenie tej wyjątkowo zaniedbanej miejscowości i nadać jej rangę godną swej pozycji w Rzeczpospolitej, wystarał się u Augusta III o przywilej datowany 30 grudnia 1748 roku, zezwalający na lokowanie miasta na prawie magdeburskim. Czytamy w nim: „Przywilejem naszym pozwalamy cnemu w tychże dobrach swoich dziedzicznych Końskie Wielkie nazywanych, miasto na kształt innych koronnych miast lokować, zakładać, budować.
Fosami, groblami i obronami wedle swego upodobania obwieść. Mieszczan, kupców i wszelkich rzemieślników, obywatelów, jakiego kolwiek rodzaj u i stanu ludzi sprowadzać, przysposabiać. Towary wszelkie zwozić i przedawać”. Miasto otrzymało częściowo wybieralne urzędy: burmistrzowski i wójtowski, zezwolenie na organizację bractw i cechów rzemieślniczych oraz aprobacie na odbywanie cotygodniowych jarmarków i targów.
Fundator sprowadził ze Śląska 24 rodziny rzemieślnicze. Jako zainteresowany założeniem manufaktur, ściągał z Niemiec majstrów i osadzał na gruntach położonych na peryferiach, które niebawem zyskały miano Bawarii. Z ich pomocą już wkrótce w okolicach Końskich wyrosły hutnicze piece. Pierwszy wzniesiono w Stąporkowie w 1739 roku, drugi w Ruskim Brodzie (1750), a dwa kolejne w Janowie w 1 755 roku. Każdy z nich dawał 5 ton surówki tygodniowo, spalając rocznie 25 500 sążni drewna. Przy piecach czynne były fryszerki, w których dokonywano dalszej obróbki metalu. W mieście kanclerz pobudował manufaktury karet i muszkietów.
Jasienica stwierdza, że magnackie manufaktury jak najzupełniej pasowały do istniejącego rzeczy porządku i w pełni korzystały z istniejącego prawa tj. były pańszczyźnianymi i tam właśnie chłopi i mieszczanie odrabiali pańszczyznę dowożąc opał. Jedynie fachowców trzeba było najmować i płacić im za to prawdziwymi pieniędzmi. Faktem jest jednak, że w przeciwieństwie do ogarniętego szałem unowocześniania WK Litewskiego Tyzenhausa, nie dochodziło w okolicach Końskich do aż tak wielkich wynaturzeń.
Nieopodal manufaktur Małachowskich kasztelan łukowski Jacek Jezierski h. Nowina (nawiasem mówiąc krewny ks. Franciszka Salezego Jezierskiego) właściciel pierwszego warszawskiego domu schadzek z prawdziwego zdarzenia otworzył w Maleńcu nad Czarną zakłady metalurgiczne.
Kiełkujący przemysł miał liczne mankamenty, lecz już przez sam fakt, że coś zmieniał, wzbogacał produkcję krajową, był zjawiskiem ze wszech miar dodatnim. Lecz ustrój pańszczyźniany był na dłuższą metę nie do pogodzenia z rozwojem przemysłu czy rolnictwa.
Izabela jakich mało
Zapobiegliwość Jana, tego niewątpliwie dobrego jak na warunki osiemnastowiecznej Polski gospodarza, przynosi rychło owoce. Gdy umiera (25.06.1762) pozostawia dzieciom fortunę przynoszącą ponad pół miliona złotych polskich dochodu rocznego. Z wojewodzianką podolską Izabelą Humiecką spłodził 23 dzieci, z których tylko jedenaścioro dożyło pełnoletności.
Wbrew głoszonemu dziś powszechnemu przekonaniu o wyniszczających kobiecy organizm w dawnych wiekach połogach, ta drobna, choć pełna energii kobieta mimo licznych połogów przeżyła męża o ponad 20 lat i odeszła z tego świata w wieku lat 84, ciesząc się pałacem w Końskich, w którym utrzymywała liczny dwór. Nad jej bezpośrednim bezpieczeństwem czuwała pałacowa straż złożona z 24 kawalerzyrzystów i 48 piechurów. Dla porównania można dodać, że chorągiew pancerna za Augusta III liczyła 50 towarzyszy oraz kilka razy więcej pocztowych. Mieszkańcom Końskich nie żałowała przywilejów.
Jej córka Katarzyna była matką Tadeusza Czackiego – twórcy liceum Krzemienieckiego, a Rozalia została babką Zygmunta Krasińskiego. Synowie byli stronnikami „Familii” i po śmierci Augusta III popierali elekcję Poniatowskiego. Na tym kończą się wspólne losy synów pana na Końskich.
Jacek zwany Hiacyntem (1737-1821) kanclerz wielki koronny, zaprzedany dworowi rosyjskiemu, wyjawił Jakubowi Bułhhakowi termin ogłoszenia Konstytucji 3 Maja i namawiał króla do przystąpienia do Targowicy. W czasie insurekcji ukrywał się przed aresztowaniem, dzięki czemu nie zawisł na szubienicy. Po trzecim rozbiorze jako podany Austrii zyskał dla siebie i potomków godność hrabiego Galicji i Lodomerii. Jego przekonania polityczne to jedno, drugie to działalność na niwie społecznej. W swych dobrach popierał rozwój przemysłowy. Zakładał manufaktury i interesował się produkcją żelaza. Dzięki jego staraniom wydana została cenna praca księdza Józefa Osińskiego “Opisanie polskich żelaza fabryk” oraz przetłumaczona z francuskiego ważna pozycja Courtivrona i Bouchu “Nauka o gatunkach i szukaniu rudy żelaznej”. W 1804 roku założył w Ćmielowie manufakturę fajansową, w której zatrudnił miejscowych garncarzy oraz sprowadzonych z Niemiec specjalistów. Ćmielowskie fajanse zrobiły zawrotną karierę w okresie Księstwa Warszawskiego. Jego manufaktury zyskały również intratne zamówienia na karabiny i bagnety dla zbrojącego się „po zęby” Księstwa, dokonując przy tym innowacji w postaci zastąpienia mosiężnych okuć żelaznymi. W ten sposób skarb nic nie stracił, pieniądze nie wypłynęły za granicę, a on sam w ciągu trzech lat zarobił dodatkowo ponad 154 tysiące złotych. Antoni (1796) mimo początkowych zasług na drodze do unowocześnienia kraju, stał się przeciwnikiem Konstytucji 3 Maja. Pozostawił po sobie nieprawdopodobne wspomnienia o opiłstwie, w którym tylko raz został pokonany przez Szkota Westermorlanda i to tylko dlatego, że był „nienawykty do rumu”. W opilstwie dorównywał mu chyba tylko jego bliski krewny Adam – pod tym względem postać niezwykle barwna, nawet jak na możliwości polskich podanych Sasa. Często zdarzało się, że w jego towarzystwie goście odchodzili z tego łez padołu zapiwszy się na śmierć. Jego sadybę w Bąkowej Górze można było opuścić tylko skrycie. Przekonał się o tym Jędrzej Kitowicz, który w obawie o swój los salwować się musiał ucieczką.
Współtwórca majowej jutrzenki
Stanisław Małachowski, przyszły marszałek Sejmu Wielkiego, przyszedł na świat w Końskich w 1736 roku, jako drugi syn Jana i Izabeli. „Jej MP kanclerzyna kor. Małachowska d. 23 preasentis powiła syna, wkrótce ma jechać do Saksonii” – zapisał pod datą 29 sierpnia niezwykle dobrze poinformowany Antoni Ignacy Gibas, sekretarz poczty warszawskiej.
Końskie otaczały dziewicze bory, gdzieniegdzie tylko tknięte toporem, a wielkie namiętnością Małachowskich były polowania, szczególnie na grubego zwierza. „Co tydzień – wspomina Stanisław Aleksander Małachowski – bryki woziły po 3, a czasem i więcej niedźwiedzi, dzików kilkanaście i najmniej 6 jeleni. Ledwie tam kilka saren było widać”.
Według Klementyny z Tańskich Hofmanowej, autorki „Biografii znakomitych Polaków i Polek”, Stanisław Małachowski jako młodzian miał pozbawić życia jednego z myśliwych za to tylko, że pozwolił on sobie na oddanie pierwszego strzału w czasie polowania. (Cóż więc dla takiego możnowładcy znaczył zwykły chłop?)
Tak więc doszliśmy do upadku Rzeczypospolitej i Kościuszkowskiej Insurekcji. Niewola Naczelnika i rzeź Pragi zupełnie załamała morale powstańczego wojska. Armia topniała z dnia na dzień, wycofując się stopniowo w kierunku Końskich. 11 listopada do kwatery Dąbrowskiego przybył z listem od generała von Kleista posłaniec z pytaniem czy, i pod jakimi warunkami zechce on z wojskiem przystąpić do armii pruskiej. Duma i brak wyobraźni nakazała mu odmówić, dzięki czemu już za parę miesięcy kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy siłą i bez jakichkolwiek warunków zmuszono do służby w armiach zaborców.
W tydzień po propozycji pruskiej, do Radoszyc, gdy przy wojsku pozostawali już jedynie Naczelnik Tomasz Wawrzecki, prezydent Warszawy Zakrzewski oraz generałowie Dąbrowski, Giedroyć, Giełgud i Niesiołowski, przybył generał Denisów. To był już prawdziwy koniec powstania. Dlatego „wodzowie” po rozdaniu resztek kasy żołnierzom, „w konwoju” udali się na spotkanie z feldmarszałkiem Suworowem.
Tak jak to miało miejsce dwa i pół stulecia, a więc równo 10 pokoleń temu, geniusz ludzki postanowił uczynić z okolic Końskich zagłębie przemysłowe, tak i dzisiaj te już trochę zapomniane przez Boga i ludzi tereny mają nadzieję na przyszłość. Tym razem nie chodzi o produkcję muszkietów czy innych wojskowych akcesoriów, a o wydawać by się mogło banalne płytki ceramiczne. Tak jak i niegdyś fachowców musiano ściągać z innych regionów. Tym razem było to pobliskie Opoczno.
Tekst: Krzysztof Łukaszewicz
Fot: Marzena Kądziela
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Marzec–Kwiecien 2005.



