O niepowtarzalnej atmosferze panującej w Krakowie wie chyba każdy, ale czy ktoś zastanawiał się co ją tworzy?
Niezaprzeczalnie Kraków należy do najpiękniejszych miast w Polsce. Monumentalne budowle, zdobiące to stołeczne miasto, oszczędzone przez historię, do dziś robią na każdym duże wrażenie. Już sama świadomość, iż zwykły spacer po Krakowie prowadzi nas do miejsc, w których bywali polscy królowie, najwięksi artyści, naukowcy i bohaterowie narodowi rodzić może dreszcz emocji. Ale obcowanie z historią ma w tym mieście także inny wymiar. Bardziej przyziemny. Wystarczy bowiem wstąpić do którejkolwiek knajpki w obrębie Starego Miasta, by trafić do średniowiecznych piwnic, w których jeszcze do dziś snuje się zapach wina z Francji lub Węgier, czy też korzennych przypraw z Bliskiego Wschodu lub Indii. Wystarczy tylko na chwilę przymknąć oczy aby przenieść się w odległe czasy, a okolica zmieniła się z przytulnej knajpki w skład drogocennych, kolonialnych towarów.

Atmosferę Krakowa tworzą oczywiście również legendy. Któż nie zna opowieści o Kraku, Wandzie czy też szewczyku Dratewce i smoku wawelskim. Ale Kraków to legenda sama w sobie. Trudno się zatem dziwić, iż podania o mieście powstają do dziś. Przecież legenda o granym co godzinę z wieży Kościoła Mariackiego hejnale powstała dopiero w latach dwudziestych XX w. Stąd też tradycja i legenda żyją tu równolegle z dniem dzisiejszym, a najlepszym tego dowodem są odbywające się w Krakowie imprezy, które rokrocznie gromadzą nie tylko mieszkańców miasta, ale także zwabionych ich kolorytem gości. Wystarczy wspomnieć tu choćby pochód Lajkonika, Emaus czy puszczanie wianków w noc Świętojańską.

DSC_0690

Kraków to także miasto zieleni. Mnogość parków i skwerów daje tu nie tylko niezaprzeczalne walory estetyczne, ale także tworzy dostęp do oaz spokoju dając szansę na wytchnienie zarówno mieszkańcom, jak i zwiedzającym miasto turystom. Na czoło wysuwają się tu oczywiście największy kompleks zieleni czyli krakowskie Planty obsadzone kilkoma milionami drzew i krzewów. A skoro jesteśmy już przy kategorii „naj” to warto wspomnieć, że Kraków może poszczycić się tu kilkoma rekordami. Jest tu największy średniowieczny rynek miejski, największy barbakan, największy tryptyk, czyli ołtarz Wita Stwosza, najstarszy uniwersytet w Polsce, najstarsza w kraju „święta wojna”, czyli derbowe rozgrywki miedzy Wisłą i Cracovią, największa łąka w środku miasta – Błonia i kilka innych. Obiekty te nie przytłaczają jednak swoją niezwykłością. Wręcz przeciwnie jednie zachwycają wielkością, inne urzekają kunsztem wykonania, ale są i takie, które muszą wywołać uśmiech na twarzy. Bo jak nie uśmiechnąć się widząc przechadzające się po Błoniach latem, pośród amatorów kąpieli słonecznych, dorodne czarno-białe holenderki? – i nie chodzi tu oczywiście o mieszkanki Amsterdamu.
Atmosferę Krakowa tworzą też ludzie. Zapewne fakt, iż aglomerację krakowską tworzą cztery diametralnie różne i niezależne w przeszłości organizmy miejskie. Stołeczny Kraków ze swą nobliwą tradycją, żydowski Kazimierz ze swą specyficzną i jakże odmienną architekturą i kulturą, austriacki Josefstadt, stworzony jako przeciwwaga dla polskości Krakowa oraz socjalistyczna Nowa Huta, mająca równoważyć krakowski konserwatyzm postępowością mas pracujących. Każde z nich diametralnie inne od pozostałych, dziś zrośnięte tworzą jeden organizm. Nietrudno wysnuć stąd wniosek, że w ten oto sposób powstało miasto kosmopolityczne, gdzie każdy czuje się dobrze.
Bo to Kraków właśnie.

Tekst: Jarosław Rubacha

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Styczeń-Luty 2005.