Nie spłonął kultowy posąg św. Anny, bo był na oddalonej około 1,5 km plebanii i puszka z komunikantami zamknięta w tabernakulum, które było zabezpieczone azbestem. Być może akacja ratownicza byłaby bardziej skuteczna gdyby nie cmentarz. W ubiegłym roku już próbowano podpalić ten kościółek. Kościelny znalazł podpalone pakuły w tym samym miejscu, z którego wyszedł ogień, czyli z okolic chóru.

Dobiegał końca dość wojowniczy wiek XVII, ożywać właśnie zaczął ruch pątniczy, a odpusty zaczęły nabierać dawno już zapomnianego znaczenia, gdy pewien śląski duchowny – Bartłomiej Gebert – zlecił cieśli Krzysztofowi Młyńskiemu z Poręby wzniesienie świątyni w Czarnowąsach. W 1687 roku na cmentarnym wzgórku, położonym nieco na wschód od wioski, stanął wzniesiony na podmurówce kościół orientowany.

Według opisu, jaki pozostawił po sobie wybitny znawca drewnianej, śląskiej architektury sakralnej Alojzy Werzgoń (autor unikalnego dzieła „Kościoły drewniane na Śląsku Opolskim”, którego nie można pominąć, przygotowując materiał o jakimś tutejszym obiekcie), kościół pw. Świętej Anny był obiektem barokowym, konstrukcji zrębowej, kryty gontem z dookolnymi sobotami wspartymi na słupach z zastrzałami. Składał się z zamkniętego trójbocznego prezbiterium, zakrystii, naw i 2 kaplic stanowiących pewien rodzaj transeptu. Chór podtrzymywały dwie kolumny. Dach miała świątynia siodłowy, jednokalenicowy, od wschodu zaokrąglony i czterospadowy. Ścięty od zachodu. Nad kaplicami mistrz Krzysztof wzniósł dachy mansardowe, zaś nad nawą, zakończoną latarnią i cebulastym hełmem, sygnaturkę.

Wewnątrz budowniczy umieścił charakterystyczną tęczę zamkniętą tukiem z krzyżem, Matką Boską i św. Janem. Wyposażenie kościółka obejmowało pochodzący z wieku XVII barokowy ołtarz główny z współczesnym mu obrazem patronki świątyni św. Anny, nauczającej NMP, rzeźby świętych – Alojzego, Antoniego, Floriana, Huberta (lewa strona), Elżbiety, Tekli, Wacława, Zygmunta (prawa) oraz obrazy świętych – Wawrzyńca i Szczepana (lewa) i Jadwigi, Jana Chrzciciela i Augustyna (prawa). Wymieniam tu tylko te najważniejsze, bowiem barokowych obrazów wewnątrz i na zewnątrz kościółka było znacznie więcej. Mówiąc jednak o wyposażeniu wnętrza, nie można zapomnieć o ambonie (z 1700 roku) i znacznie od niej starszej ludowej, renesansowej chrzcielnicy z XVI stulecia.


Ale to już jest wyłącznie wspomnienie ogromnej straty, jaką wszyscy ponieśliśmy. Tym razem ognia nie mogło opanować aż 21 sekcji straży pożarnej. Nie udało się nawet uratować konstrukcji świątyni zaliczonej do klasy „0″. Doszczętnie spłonęło wszystko – ołtarze, wyposażenie i ambona.

Policja nie wyklucza niczego. Ja sugeruję podpalenie w celu zatarcia śladów kradzieży. Z tego co do mnie dotarło, ogień był zbyt silny i w zbyt wielu miejscach pojawiał się jednocześnie, by był to wyłącznie „czysty” przypadek.

W ostatnich kilkunastu latach w Opolskiem spłonęły wspaniałe kościółki w Zawadzie Książęcej (1992), Łączy (1994), Gronowicach (1995), Skrońsku (1999) i teraz ten w Czarnowąsach – jeden z pięciu dotąd zachowanych na obszarze dawnej diecezji kościółków odpustowych.

Tekst: Krzysztof Lukaszewicz

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Wrzesień 2005.