We czwartek po uroczystościach św. Jana Chrzciciela król polski Władysław rusza po śniadaniu z Wolborza z oddziałami i zastępami swoich wojsk – pisze Jan Długosz. […] W niedzielę, w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła doszedł do wsi biskupa poznańskiego Kozłowa, położonej nad rzeką Bzurą i przyjął posła wielkiego księcia litewskiego Aleksandra [chodzi oczywiście o księcia Witolda, ale Długosz, z uporem godnym lepszej sprawy, używa imienia jakie ów przyjął na chrzcie], który donosił, że książę Aleksander nadszedł z wojskami własnymi i Tatarami nad rzekę Narew i prosił króla, by przysłał na jego spotkanie jako eskortę kilka chorągwi polskich.
Lęk przed wrogiem wstrzymywał go bowiem przed posunięciem się poza Narew. Król polski posłał mu natychmiast 12 chorągwi rycerzy polskich. W poniedziałek [30 czerwca], nazajutrz po św. Piotrze i Pawle król Władysław wyruszywszy obozem ze wsi Kozłów przybył nad Wisłę w okolicy klasztoru w Czerwińsku do miejsca, w którym był ustawiony most sporządzony w Kozienicach, i w dniu tym król przeprawił się przez most i rzekę, a całe wojsko królewskie szło za nim w ustalonym porządku czterokonnymi wozami i ciężarem bombard, żywności i innych bagaży.
Już bowiem zgromadziła się tutaj nie tylko cała potęga wojska polskiego, ale i dwaj książęta mazowieccy Janusz i Siemowit ze swoimi wojskami, a także najemni rycerze. Po przeprawieniu się przez Wisłę mostem na łodziach król polski Władysław rozbija obóz na drugim brzegu tejże rzeki Wisły. Tego samego dnia przybył do niego wielki książę litewski Aleksander ze swymi wojskami i chanem tatarskim mającym ze sobą tylko 300 Tatarów. Król polski wyszedł mu na ćwierć mili z orszakiem książąt i swoich rycerzy, a przyjąwszy go życzliwie, zaprowadził do miejsca, gdzie znajdował się obóz. Król Władysław i książe Aleksander urządzili w tym miejscu trzydniowy postój, dopóki nie przybyło wojsko ze wszystkich ziem podległych Królestwu polskiemu i nie przeprawiło się przez most i rzekę.
A przy wejściu na most król Władysław umieścił najlepszy oddział zbrojnych rycerzy, by zapobiegli tłoczeniu się i zamieszaniu wśród wchodzących. Nadto boki mostu zabezpieczył potężnymi belkami, zwanymi kobyleniami, tak aby się nikt do brzegów nie przybliżał. Wszyscy musieli wchodzić na most w jednakowym, wyznaczonym porządku z wozami, ludźmi i końmi. Potem kiedy już całe wojsko królewskie przeszło po moście przez rzekę Wisłę, na rozkaz króla most ten natychmiast rozebrano i odwieziono do Płocka celem przechowania na powrót króla i wojska.
A w ciągu tych 3 dni, które król Władysław i książę Aleksander spędzili nad rzeką Wisłą obydwaj ze swoimi panami i rycerstwem obchodzili święto Narodzenia NMPanny […] W niedzielę 6 lipca […] Po śniadaniu król zwinął obóz… Potem jak wiadomo był Grunwald – jedno z największych i najgorzej wykorzystanych zwycięstw oręża polskiego, wspartego ramieniem wojowników z Litwy, Rusi, Tatarów i Czechów.
Nie jest to oczywiście najstarsza wzmianka o Czerwińsku w polskich kronikach, bo jest on starszy od kroniki Długosza o dobrych kilkaset lat. Pierwszy raz pojawia się w annałach w 1065 roku jako własność benedyktynów z Mogilna.
Zatrzymajmy się więc i my na chwilę w Czerwińsku. Dzisiaj jest to niewielkie, liczące nie więcej jak 2 tysiące mieszkańców senne miasteczko, położone na prawym, stromym brzegu Wisły pomiędzy Zakroczymiem i Wyszogrodem. Nad miasteczkiem panuje wyniosłe wzgórze, a na nim kościół i klasztor ufundowany pierwotnie przez Piotra Włostowicza. Nowy, już benedyktyński pod wezwaniem św. Wojciecha ufundował Bolesław Krzywousty. Ci jednak nie długo cieszyli się z książęcego daru, bowiem jeszcze w pierwszej połowie XII wieku biskup płocki Aleksander z Malonne (1129-56) sprowadził na ich miejsce kanoników regularnych laterańskich. Był też w Czerwińsku zamek – może nie duży, bo takich na Mazowszu nigdzie nie można uświadczyć, ale zawsze – położony na wysokim prawym brzegu Wisły, na północny- wschód od kościoła i klasztoru. Jak można wnioskować na podstawie jedynego przekazu ikonograficznego z XVII wieku, był zbudowany na planie czworoboku i miał dwie cylindryczne wieże. Wzniesiony został zapewne na przełomie XV i XVI wieku. Niebawem jednak został zburzony, a jego fundamenty kamienne rozebrano w latach między I i II wojną światową podczas przebudowy klasztoru. To w nim prawdopodobnie zamieszkał Jagiełło, chociaż tradycja wskazuje na “jagiełłowe skrzydło” klasztoru. Z tym wiekopomnym pobytem króla związanych jest również kilka innych legend chętnie opowiadanych przez miejscowych. Otóż niewysoki kopczyk znajdujący się nieopodal kościoła miał być jakoby usypany przez obozową czeladź, by z jego wysokości wódz mógł dokonać przeglądu swych wojsk. W klasztorze zaś pokazywane są szczerby i rysy na przedsionkowej kolumnie, gdzie rzekomo rycerstwo miecze ostrzyć miało.
Na przełomie czerwca i lipca 1410 roku na czerwińskich błoniach doszło do koncentracji wojsk koronnych, litewskich, ruskich, tatarskich oraz sił zaciężnych, które pod wodzą Jagiełły ruszyły na Krzyżaków. W celu przeprawy przez Wisłę wojsk polskich zbudowany został most łyżwowy-jak wówczas nazywano tego typu konstrukcję – wsparty na 168 łodziach, elementy którego spławiono aż spod Kozienic. Fakt, iż właśnie w tym miejscu miała miejsce przeprawa dowodzą wyłowione z wody pozostałości rycerskiego ekwipunku, upuszczone przez jakiegoś nieostrożnego pachołka.
W klasztorze opowiada się również, iż po bitwie zwycięski wódz ofiarował jako wotum swój złoty szyszak, który miał zostać zabrany w 1819 roku przez rząd carski do Petersburga, gdzie ślad i słuch wszelki po nim zaginął.
W latach 1419 i 1422 gromadziły się tu ponownie wojska sprzymierzone przed kolejnymi wyprawami na Krzyżaków. W czasie tej drugiej wyprawy zostały nadane tzw. przywileje czerwińskie polegające min. na nietykalności dóbr dziedzicznych bez wyroku sądu i wykonywanie wyroków sądów wyłącznie na podstawie prawa stanowionego. W pięćdziesiąt trzy lata później dokonano tu spisania przywilejów mazowieckich zebranych w tzw. Kodeks Czerwiński. W 1651 roku goszczący w Czerwińsku król Jan Kazimierz przekazał do miejscowego kościoła chorągwie kozackie zdobyte w bitwie pod Beresteczkiem.
Zamku nie ma już dawno. Pozostał jednak klasztor i kościół, w którym po dziś dzień doskonale zachowały się liczne fragmenty architektury romańskiej – choćby odkryty w 1910 roku portal, czy w pół wieku potem odsłonięto Kaplicę Ukrzyżowania romańskie freski z początków XIII wieku. Za kościołem, w klasztorze, czynna jest wystawa etnograficzna salezjańskich „zdobyczy” misyjnych: afrykańskie maski, japońskie lalki, tykwy oraz jak dotąd niezauważany chyba, bodajże największy w Polsce, zbiór tabliczek ze strobabilońskim pismem klinowym.
Tekst: Krzysztof Łukaszewicz
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Czerwiec 2005.

