Jak na włoskie standardy region Wenecji Julijskiej jest jeszcze mało odkryty – wszak w zeszłym roku gościło tu „zaledwie” 1,8 miliona przybyszy, z których każdy spędził tu średnio „tylko” tydzień. Nie jest więc specjalnie „tłoczno” i „drogo”, nie dziwi zatem , że spotykać tu można coraz więcej mieszkańców naszego kraju, nawet tych z niespecjalnie mocno wypchanym portfelem.

My jednak przyjeżdżamy tu głównie nad morze „po słońce” a góry i resztę regionu zostawiając Austriakom i Niemcom. Wybieramy zazwyczaj wąski pasek wybrzeża ciągnący się od ujścia rzeki Tagliamento po słupki graniczne Słowenii. Friuli Wenecja Giulia

TRIESTE8Zupełnie inna Venezia
Z Mazowsza do włoskiej Friuli i Wenecji Julijskiej jest mniej więcej tysiąc kilometrów. W dzisiejszych czasach to naprawdę niewiele, szczególnie teraz po zniesieniu długotrwałych procedur granicznych i celnych taką wyprawę można w zasadzie rozpocząć i zakończyć w ciągu jednego dnia. Może to być męczące szczególnie dla kierowców nienawykłych do długiego przebywania „za kółkiem”, ale i na to znajdzie się rada. Można ów przejazd podzielić na bardziej wygodne etapy, bo po drodze miejsc gdzie się można zatrzymać i gdzie coś można zobaczyć jest po prostu bez liku. Można też wybrać znacznie mniej nużącą podroż podniebną i wsiadając do samolotu w Warszawie, opuścić go dajmy na to w Wenecji i dopiero stamtąd zabrać się czy to środkiem komunikacji publicznej, czy też wynajętym autem do niezwykłej krainy leżącej na granicy co najmniej kilku kulturalnych światów, w której przez stulecia ścierały się i współgrały ze sobą rozmaite wpływy stale już teraz ze sobą związane.

Dla mnie FVG- jak często oznacza się Friuli Venezie Giulię – jest prawdziwą kwintesencją Włoch. Tu, poza papieżem, jest dosłownie wszystko, co zwykle kojarzy się nam z tym fascynującym krajem! Nie potrzeba przejeżdżać więcej niż sto kilometrów, by zamienić słoneczne i niezwykle czyste, co warte jest podkreślenia, plaże Adriatyku na zupełnie „przyzwoite” góry. Jest więc na morskim wybrzeżu, co najmniej kilkadziesiąt mniejszych lub większych i ogólnie dostępnych marin, przystań i portów oraz niezliczona liczba mniejszych lub większych hotelików i hoteli oraz schronisk, w których wcale nie jest aż tak trudno znaleźć miejsce nawet w szczycie sezonu. Oczywiście odradzam podróż w ciemno, szczególnie jak się jedzie z rodziną, ale przecież o tego by w porę coś zarezerwować są telefony, faxy i net. Mówię tylko, że i „prawdziwy podróżnik” może spokojnie ruszyć w trasę, bo nawet, jeśli nie „w pierwszym”, czy „drugim” to już na pewno „w trzecim” miejscu znajdzie dach nad głową. Dopomogą mu w tym napotkani mieszkańcy, niezwykle życzliwi i nawet mniej „włoscy” niż mieszkańcy innych regionów, ale o tym wszak zadecydowała historia. Sprawiła ona, że nawet smaki Wenecji Julijskiej są inne niż pozostałych prowincji. Tutejsza kuchnia o śródziemnomorskim, co prawda rodowodzie, ceniącą sobie wszelkie sałaty i fruti di marę nie oparła się środkowoeuropejskiemu umiłowaniu do wieprzowiny, czy wiedeńskiej miłości do smakołyków i słodkich ciast. Z tych ostatnich najpopularniejszy jest habsburskiego rodowodu strudel, konkurujący z miejscową, nadziewaną suszonymi owocami i nasączoną słowiańską śliwowicą gubaną.

Najwspanialsze jednak, jak wszędzie na południu jest wino. Mieszkańcy Wenecji Julijskiej nie tylko sami je cenią wysoko, ale starają się nadać swym wytworom światową rangę. Wiele w tym zasługi tutejszych stowarzyszeń producenckich i spółdzielni rolniczych, którym udało się nie tylko uzyskać, ale i chronić aż osiem obszarów DOC (Dennominatione di originale controllata – kontrolowane pochodzenie i nazwa) produkujących jedne z najlepszych gatunków tego trunku bogów.

Nice urban panorama in Trieste Italy

Najważniejszym miastem regionu jest Triest, niegdyś austo-węgierskie okno na świat, a wcześniej jeszcze wielowiekowe miejsce sporu królowej ówczesnych mórz – Wenecji z kolejnymi jej przeciwnikami. Miasto to w doskonały sposób łączy wszystkie epoki, z jakimi miało już do czynienia. Zachował się więc tu szczególnie dobrze rzymski teatr, lonobardzka Cividale – siedziba pierwszego, uchodzącego już za włoskiego, księcia. Zresztą trwająca bez mała tysiąc lat epoka zwana dzisiaj średniowieczem w całej prowincji odcisnęła się potężnym piętnem, pozostawiając po sobie liczne zamki i umocnienia nadające okolicznym krajobrazom szczególnego uroku, wzbogacając sielskie pejzaże elementami surowego piękna kamiennych fortec. Triest zwiedzić trzeba koniecznie zwracając szczególną uwagę na architektoniczną strukturę miasta. Nie mniej zaskakująca jest Palmanowa, niegdysiejsza wenecka twierdza otoczona murem w kształcie gwiazdy, której obwarowania stały się jednym z podstawowych rozwiązań nowożytnej sztuki fortecznej.

Tekst: Krzysztof Łukaszewicz

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Maj 2006.