Ponoć Maksymilian I Habsburg (1459-1519) tak upodobał sobie Innsbruck, że zamierzał przenieść do serca Alp stolicę imperium.

Skończyło się na ostentacyjnym wyłożeniu dachu wykusza cesarskiej kamienicy przy rynku złotymi płytkami. Pomawiany, że bierze ślub dla pieniędzy, Maksymilian chciał pokazać, że nie dba o majątek panny młodej (księżniczki mediolańskiej Bianki Marii Sforza), bo ma własny. Czy się udało trudno powiedzieć, faktem jest natomiast, że poddani ujrzeli młodą parę w galerii wykusza, a 2738 – gwoli ścisłości – pozłacanych miedzianych płytek, jest po dziś dzień ikoną tyrolskiej stolicy (Goldenes Dachl).

Goldenes Dachl, fot. Paweł Wroński

Goldenes Dachl, fot. Paweł Wroński

Ponadto z cesarskiej inicjatywy rozpoczęto budowę Hofburga czyli pałacu cesarskiego (łudząco podobny do wiedeńskiego stał się później, gdy rozbudowę przeprowadziła w XVIII stuleciu Maria Teresa).

Powstał też Hofkirche – kościół dworski, w którym cesarz pragnął być pochowany. W tym celu mistrzowie kamieniarscy i złotnicy wznieśli efektowne mauzoleum. Co więcej, cesarz kazał otoczyć mauzoleum nadnaturalnej wielkości figurami przodków – rzeczywistych i wyimaginowanych, a nawet legendarnych. Stąd wśród postaci znajdziemy i Króla Artura, i Teodoryka Wielkiego. Ich orle nosy mają świadczyć dowodnie o tym, że w żyłach cesarza płynęła ta sama krew.

Mauzoleum pozostało puste, a Maksymilian ściągnięty do Wiednia sprawami wagi państwowej do Innsbrucku już nie powrócił. Jednak z jego obecności miasto odcina kupony po dziś dzień. Wyraźnie widać to w arcyluksusowym hotelu “Schwarzer Adler”, prowadzonym przez 14 pokolenie rodziny Ultsch, zajmującej się obsługą podróżnych od czasów Maksymiliana.

Nie pytajcie ile gwiazdek ma ów hotel. Nie jest bowiem klasyfikowany, ale każdy kto szuka cesarskiego poziomu usług i luksusowej oferty, trafi doń niechybnie. Zachwycą go wnętrza, zdobione cesarskimi dwugłowymi orłami i lśniącymi kryształkami Swarovskiego. Ba, właściciele szczycą się posiadaniem przedmiotów używanych przez Maksymiliana a przynajmniej jego potomków. W jednym z pokojów za podstawę telewizora służy barek – ponoć cesarski. Choć wątpliwości budzi fakt wyprofilowania szafek tak by można było tam kłaść butelki. Z całym szacunkiem dla cesarskich artefaktów, ale w XVI wieku, gdy Maksymilian peregrynował do Innsbrucku wina do butelek jeszcze nie rozlewano – nawet dla cesarza 🙂 – O, macie tu lepsze artefakty niż muzeum historyczne – skomentowałem. Młoda menedżerka uśmiechnęła się wdzięcznie, nie wyczuwając, bądź nie chcąc się przyznać, że wyczuwa ironię. Nie umniejsza to oczywiście faktu, że Schwarzer Adler przy Kaiserjägerstraße 2, to prawdziwy Kaiserhotel w tyrolskiej stolicy (www.schwarzeradler-innsbruck.com).


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Mercedesem po Innsbrucku, fot. Paweł Wroński

Mercedesem po Innsbrucku, fot. Paweł Wroński