Zastanawiacie się, co koniecznie należy zabrać w każdą, bliższą lub dalszą, podróż? Otóż odpowiem, że uśmiech, wiele uśmiechów. Nic nie ważą, nic nie kosztują, a pomagają w kłopotach. Zastępują bakszysz, umożliwiają porozumienie ludzi mówiących innymi językami, rozładowują stres, przełamują pierwsze lody w kontaktach z napotkanymi ludźmi i poprawiają nastrój…

James Joyce powiedział, że „uśmiech wędruje daleko”. Rzeczywiście twój szczery, bezinteresowny uśmiech może otworzyć wiele drzwi i sprawić, że podróż stanie się mniej męcząca, a dystans do obcych zmniejszy się
lub zniknie zupełnie.

Podróżowałem kiedyś po Japonii. Japończycy są nad wyraz uprzejmi, ale też nieubłaganie punktualni. Pewnego ranka spóźniłem się odrobinę na spotkanie z przewodniczką. Ta uśmiechnęła się ciepło i powiedziała „Spóźnił się pan 2 minuty”. Takie małe, przyjazne upomnienie…

Z kolei w Turcji jechaliśmy z dwuletnią córką autostopem do Doliny Ihlary. Staliśmy przy lokalnej drodze, było gorąco i pusto. Po jakimś czasie nadjechał zdezelowany samochód. Kierowca, groźnie wyglądający mężczyzna z sumiastym wąsem, popatrzył na nas chłodno. Córcia, zajęta zabawą na plecaku, roześmiała się wesoło i wówczas twarz Turka także rozjaśnił uśmiech. Podwiózł nas do celu, nadkładając dobre 30 km i nie przyjął ani grosza za benzynę. Podróż za jeden uśmiech…

Polacy nie są mistrzami uśmiechu, o czym donoszą nawet przewodniki turystyczne po naszym kraju. Powinniśmy się jednak starać. Przyjaciel wrócił niedawno z USA i był zachwycony wszechobecnymi uśmiechami oraz zaufaniem, którym darzą się Amerykanie. Z uśmiechem po prostu łatwiej się żyje i podróżuje.

Leonardo da Vinci powiedział niegdyś: „Najbardziej ci do twarzy z uśmiechem”. Pozostaje wierzyć mistrzowi, który obdarzył Monę Lisę najsłynniejszym uśmiechem świata. Nie widzieliście? Koniecznie wybierzcie się do Luwru.

Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze wakacje 2013 na str. 5.