Dawno, dawno temu, w średniowieczu przybyli na tereny dzisiejszego Trentino i Veneto osadnicy z Bawarii. Dziś ich językiem mówi tylko jedno, trydenckie miasteczko – Luserna.

Ten język to cymbryjski, najstarsza, zachowana do naszych czasów wersja germańskiego. Luserna położona jest na płaskowyżu pomiędzy atrakcyjnymi dla amatorów nart, trekkingu i historii I wojny światowej, miejscowościami Folgaria, Fiorentini i Lavarone. Stanowi swoistego rodzaju fenomen, będąc najbardziej wysuniętą na południe wyspą germanofońską w Europie. Cymbryjska mniejszość językowa wraz z dwoma innymi mniejszościami językowymi, ladyńską i mokeńską zostały uznane przez władze regionu i objęte ochroną.

Stolarze z Bawarii
– W XI i XII w. w góry sąsiadującego z nami regionu Veneto (Wenecji Euganejskiej) lokalni władcy wespół z mnichami sprowadzili kolonistów z Bawarii, nazywanych Cymbrami – prawdopodobnie od niemieckiego zimmermann, czyli stolarz – wyjaśnia Fiorenzo Nicolusi Castellan, współpracownik Instytutu Kultury Cymbryjskiej, Kulturinstitut Lusérn sprawującego pieczę nad dziedzictwem kultury przodków. – Ich zadaniem była wycinka lasów i uprawa roli na trudnych, skalistych terenach. Panujący wówczas książę- biskup Trydentu, Federico Vanga postanowił sprowadzić z Veneto 20 rodzin niemieckich kolonistów, które dały początek ich osadnictwu na naszych terenach. W kolejnych wiekach nastąpiła tak duża asymilacja, że przybysze przejęli całkowicie język i obyczaje tubylców. Tylko w Lusernie do dziś zachowaliśmy żywy język cymbryjski, którym posługuje się większość tutejszej społeczności – dodaje.

Kiedy drzewa jeszcze mówiły
Centrum Dokumentacji Luserna gromadzi zdjęcia, przedmioty codziennego użytku i inne pamiątki z dziejów Cymbryjczyków. To oni wykarczowali knieje zamieniając je w pastwiska i pola uprawne. Osiedli na płaskowyżu w domach z kamienia rzadko tynkowanych ze względu na niedobór piasku i spadzistych dachach, aby silne opady śniegu ich nie zniszczyły. Szeroka sień prowadząca od wejścia łączyła i dzieliła część mieszkalną dla ludzi i zwierząt gospodarskich. Ksiądz Josef Bacher, który spędził w Lusernie sześć lat w końcu XIX w. jest autorem dzieła „Luserna mówiąca po niemiecku”, w fascynujący sposób opisującego kulturę i obyczaje tutejszej społeczności, która wiarę w Boga łączyła z pogańskim światem pełnym smoków, elfów, demonów, wampirów, duchów przybierających postać kruków czy węży. Tutejsi mieszkańcy dobrze wiedzieli, że nie należy nocą opuszczać samotnie domu zmarłego, gdyż jego dusza poszłaby za nimi. Pieniądze pozostawione w kieszeniach po śmierci bliskich uniemożliwiały im pójście do nieba. Sen lusernian mogła zakłócić trut, wyjątkowo napastliwa czarownica. Z izta di sunn un renk, dar taüvl hatt geschlak soi baibe – gdy jednocześnie świeciło słońce i padał deszcz, był to znak, że diabeł bił swoją żonę.

Pień drzewa potrafił przemówić do drwala prosząc, aby ciąć go na większe, a nie małe kawałki. Tak, jak z ludźmi rozmawiały skały, potoki, rośliny, zwierzęta – do czasu Soboru Trydenckiego, który na zawsze sprawił, że zamilkły.

Fartuszek dla żony
Głową rodziny był naturalnie mężczyzna mający za zadanie ją wyżywić. Biorąc ślub wręczał żonie fartuch, jakim przykrywała spódnicę, buty i chustkę na szyję, a ona mężowi wyszywaną koszulę. Kobieta pozostawała w domu zajmując się dziećmi i gotując, przy czym była to kuchnia skromna z głównym daniem pult, czyli polentą z mąki kukurydzianej lub ziemniaków, spożywanej z kozim serem, kapustą, sałatą. Od XVI w., panie z Luserny wyspecjalizowały się w koronkarstwie – moda na merletti a fuselli przyszła do Włoch z Opactwa Benedyktyńskiego w Cluny. Hafty i koronki wykonywano na walcowatej poduszce zwanej tombolo,korzystając z nici nawiniętych na liczne, drewniane motki, fuselli. Sztuka koronkarska przetrwała tu aż do Wielkiej Wojny, która zdziesiątkowała tutejszą ludność sprawiając, że współcześnie haftami zajmowało się już kilka starszych pań. Dwadzieścia lat temu Instytut Cymbryjski wprowadził kursy koronkarstwa zachęcając do niego młode pokolenie tak skutecznie, że niedawno powstało Stowarzyszenie Koronkarskie Luserna regularnie prezentujące prace coraz liczniejszych artystek. Do naszych czasów przetrwał w Lusernii obyczaj odwiedzania wszystkich domów przez trójkę dzieci przebranych za Trzech Króli w trzy dni poprzedzające uroczystość Objawienia Pańskiego. Do dziś ostatniego dnia lutego na obrzeżach miasteczka zapalane jest ogromne ognisko, aby spalić zimę i obudzić ciepłem do życia Matkę Naturę. Jak mieszkali cymbryjczycy w XIX w. pokazują odtworzone dzięki aktywności Instytutu, wnętrza Domu-Muzeum Haus von Prükk.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Człowiek na księżycu
Niebo nad Luserną, która po zapadnięciu zmroku całkowicie się wyludnia, jest tak czyste, że migoczą na nim tysiące gwiazd z doskonale widoczną Drogą Mleczną i Srebrnym Globem. Przypomina mi się jedna z cymbryjskich legend. W średniowieczu, w jakiejś wiosce między Trydentem a Vicenzą pewien mężczyzna pozazdrościł sąsiadowi bujniejszej uprawy soczewicy i postanowił, korzystając z nocy ukraść jego zbiory. Gdy już się obłowił, przekonany, że nikt go nie widzi – skierował się ku domowi. Wtedy pojawił się Księżyc i zabrał go do siebie. Podobno podczas pełni można rabusia dostrzec z ziemi.

Wspinamy się z Fiorenzo szosą pod stromą górę niemal w absolutnych ciemnościach, bo latarń poza centrum miasteczka nie ma. Naszym celem jest Cymbryjski Szlak Wyobraźni – 5,5 km trasy pośród lasów i pastwisk z kapitalnym widokiem na dolinę rzeki Astico. Drewniane figury wyrzeźbione przez lokalnych artystów i tablice ilustracyjne przenoszą do świata cymbryjskich baśni i legend, z których jedna jest wersją bajki o czerwonym kapturku. Mnie jednak podoba się najbardziej, nie zilustrowana na szlaku opowieść o kłótliwej matce św. Piotra, którą po śmierci chciał z piekła wyciągnąć syn za pomocą szczypioru cebuli.

Imponuje mi moc i siła przebicia, jaką mają w sobie lusernianie w promowaniu własnej kultury. Co tydzień regionalny dziennik Trentino wydaje stronę po cymbryjsku, a lokalne stacje telewizyjne emitują programy w tym języku. Również alpejski masyw górujący nad okolicą nosi nazwę Alpe Combra – Alpy Cymbryjskie.

Tekst: Anna Kłossowska
Zdjęcia: Archiwum Centrum Dokumentacji Luserna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

: