Stolica północnej Frankonii fascynuje i zadziwia. W jej historię wplotły się pogmatwane życiorysy, wielkie emocje, pasje, zdrady i polityka. Melomani znają to miasto od lat, a turyści przybywają do niego coraz częściej, zaintrygowani przeszłością, zauroczeni atmosferą.

Gdyby nie zmuszono pewnej księżniczki do ślubu z władcą Bayreuth, to kraj naszych zachodnich sąsiadów byłby uboższy o liczne perełki architektury i miałby o jedną pozycję mniej na liście UNESCO. Miasto zawdzięcza swój splendor Fryderyce Zofii Wilhelminie Pruskiej – kobiecie mądrej, zdolnej, obytej w świecie, kochającej sztukę, a nade wszystko swego młodszego brata Fryderyka II  (to ten, który przyczynił się do rozbiorów Polski). Łączyła ją z nim pasja artystyczna. Fryderyk był wrażliwym młodzieńcem, grał na kilku instrumentach, uczył się francuskiego i łaciny, zgromadził pokaźną kolekcję książek, interesował się architekturą – wszystko to w tajemnicy przed swym apodyktycznym ojcem, królem pruskim Fryderykiem Wilhelmem, który gardził edukacją, ale za to był żarliwym  miłośnikiem purytańskiego stylu życia i wojskowego drylu. Wilhelmina rozumiała cierpienia i zagubienie młodszego brata, pomagała mu, kryła kiedy trzeba, była wtajemniczona w szczegóły jego planowanej ucieczki z kraju. Fryderykowi pomagał w tym oficer (i ponoć jednocześnie kochanek) Hans Herman von Katte. Akcję przygotowano skrupulatnie, ale ostatecznie nie powiodła się i zbiegów schwytano. Rozwścieczony król uwięził syna w twierdzy, a oficera skazał na śmierć.

Dostało się też Wilhelminie za lojalność wobec brata; w ramach kary wydano ją za Fryderyka (choć w planach był ślub z księciem Walii) – margrabiego miasta Bayreuth w północnej Frankonii. Wyrok na nieposłusznej córce okazał się niezbyt srogi, wszak jej małżeństwo było na początku całkiem udane (do czasu romansu męża z pierwszą damą dworu), a „zesłanie” do Bayreuth pozwoliło rozwinąć skrzydła utalentowanej margrabinie.

Pustelnia i fontanny
Wilhelmina miała wiedzę, pomysły, wpływy i pieniądze, dzięki temu stworzyła ze swej siedziby  barokową perłę, centrum kultury i sztuki. Zaczęła od prezentu ślubnego: letniej rezydencji Hermitage za miastem, ulubionego miejsca jej teścia Jerzego Wilhelma, który zapraszał tam dworzan na łono natury; towarzystwo hasało po trawie, medytowało w pustelni, przebierało się w pastuszków… Ot, modne wówczas, nazwijmy to – ekozabawy. Margrabina przebudowała pustelnię według własnego gustu, mogła tam realizować swe artystyczne pasje: czytać, grać na lutni i na pianinie, komponować, pisać pamiętniki w sali lustrzanej, oglądać przedstawienia w teatrze wzorowanym na antycznych ruinach, a nawet grywać tam z samym Wolterem! Przechadzała się z ulubionym pieskiem, urządzała koncerty, widowiska, pokazy wodno-świetlne i swe huczne urodziny. Mówiła o tym cała europejska śmietanka towarzyska.

Goście zachwycali się połyskującą kryształkami oranżerią ze świątynią słońca (jej kopułę wieńczy złocona rzeźba Apolla na rydwanie), łukowatymi arkadami, wystawnym wystrojem wnętrz. Spacerowali po wypielęgnowanych alejkach ogromnego parku, delektując się widokiem drzew, krzewów, kwiatów, oryginalnych budowli (np. pawilon chiński), kamiennych rzeźb, sztucznych grot, a przede wszystkim niesamowitych fontann zasilanych przez rewolucyjny wówczas system wodny. Dziś kompleks pałacowo-parkowy jest magnesem dla mieszkańców i turystów, organizowane są tu pikniki, wystawy, koncerty muzyki klasycznej i romantyczny festiwal nocy letniej.

Nowy pałac i masoni
Pałac Margrabiów w Bayreuth to także dzieło Wilhelminy. Po pożarze (1753 r.) zdecydowała się wznieść budowlę na nowo. Ze starego kompleksu zachowała się kamienna ośmioboczna wieża, wzorowana na projekcie samego Leonarda da Vinci. Nowy pałac okrzyknięto rokokową wizytówką miasta. Komnaty zadziwiają dekoracjami i stylem, wyjątkowe są sufity; jeden złoty, inny udekorowany muszlami i koralami, jeszcze inny  malunkami ptaków i roślin. Wyjątkowy jest salon palmowy ze ścianami wyłożonymi drewnem orzechowym, z którego zdają się „wyrastać” pnie palmowe. Ich złote konary podtrzymują sufit – ten zaś wygląda jak kolorowa mozaika pełna ptaków, węży i latających ryb. Co za fantazja! We wnętrzach pałacowych można podziwiać barokową galerię sztuki, zabytkowy fajans oraz wystawę „Bayreuth Margrabiny Wilhelminy”.

Po spotkaniu ze sztuką przyda się chwila wytchnienia, choćby przed imponującą fontanną (ileż tu postaci i symboli!) lub w niegdysiejszym ogrodzie dworskim, który dziś jest ogólnodostępnym parkiem, odwiedzanym chętnie przez mieszkańców, studentów pobliskiego uniwersytetu i turystów.

A w pobliżu stoją dwie kamienice. W jednej z nich mieszkał Ryszard Wagner, a druga to siedziba Wielkiej Loży Masońskiej (założył ją  margrabia Fryderyk w 1741 w.) – w jej murach  znajduje się muzeum z jednym z największych na świecie zbiorów wolnomularskich.

Muzyczny prezent ślubny
Wilhelmina i Fryderyk doczekali się potomka. Ich córka Elżbieta wyrosła na jedną z najpiękniejszych arystokratek w Europie (zachwycał się nią min. Casanova). Na jej ślub z Karolem Eugeniuszem Wirtemberskim w 1748 r. matka przygotowała nie lada niespodziankę: gmach Opery Margrabiów, którą zbudowali Giuseppe i Carlo Galli Bibiena. Włoscy mistrzowie w cztery lata stworzyli prawdziwe cudo architektury teatralnej. Choć z zewnątrz nie robi szczególnego wrażenia, za to zachwyca w środku. Dziś nazwalibyśmy ten zabieg efektem wow; wchodzisz do foyer – pusto, skromnie, nijako, nagle otwierają się drzwi i… zamierasz z zachwytu, bo oto drewniana konstrukcja umieszczona wewnątrz kamiennej powłoki wygląda jak w bajce; scena, widownia, balkony, sufit, rzeźby zadziwiają kształtami, bogactwem kolorów, dekoracji i trójwymiarowych efektów. Wszystko jest  starannie wykonane, dopieszczone w każdym calu; od płóciennych malowideł przymocowanych do stropu po drewniane kolumny, które wyglądają jak marmurowe. Nie ostała się tylko oryginalna kurtyna, którą wziął sobie Napoleon Bonaparte.

Po śmierci Wilhelminy w 1758 r. opera działała coraz rzadziej, aż wreszcie ją zamknięto i czekała na lepszy czas. Takowy nadszedł w 2012 r., gdy wpisano ją na prestiżową listę światowego dziedzictwa UNESCO. Niedawno przeszła renowację i lśni jeszcze większym blaskiem. Tuż przy niej stoi XVIII-wieczna synagoga. Jako jedna z nielicznych w Niemczech przetrwała nazistowskie ataki, nie zburzono jej ani nie spalono w obawie przed naruszeniem konstrukcji sąsiedniej opery. Wkrótce role się odmieniły; alianci nie zbombardowali opery w obawie przed zniszczeniem bożnicy. Prawdziwie symboliczno-historyczna symbioza.

Wokół geniusza
W 1871 r. Operę Margrabiów odwiedził Wagner. Nie zdecydował się jednak  wystawiać tu swych dzieł, bo choć scena była ogromna, to nie miała odpowiednio dużego orkiestronu. Mistrz postanowił wybudować własny budynek teatralny, przyklasnęli temu rajcowie, którzy podarowali mu ziemię na wzgórzu. Wkrótce stanął dom festiwalowy – w większości drewniany, skromny, powleczony namiotowym dachem, bo w zamierzeniach Wagnera miał służyć tylko kilka sezonów. I pomyśleć, że ta prowizorka przetrwała ponad 140 lat, ma się całkiem dobrze i rozsławiła Bayreuth na świecie. A zaczęło się w 1876r., gdy  Teatr Festiwalowy otworzył swe podwoje i zaprezentował „Pierścień Nibelunga”. Od tamtej pory emocje budzą festiwalowi wykonawcy, program i goście. Niegdyś przybywali tu cesarze, królowie, możnowładcy. Miłośnikiem festiwalu był Adolf Hitler, którego częsta obecność w Bayreuth, uwielbienie dla Wagnera, zażyła relacja z potomkami kompozytora (szczególnie z jego synową Winfried) położyły brunatny cień na wizerunku miasta. Jednak melomani  twierdzą, że należy oddzielić muzykę od spraw okołomuzycznych. Czy to możliwe?

Każdego lata przybywają na festiwal wybitni artyści (jako wykonawcy i goście), koronowane głowy, celebryci, politycy i melomani z całego świata; od Brazylii po Japonię. Niektórzy czekają na bilety kilka lat. Wszyscy dzielnie znoszą skromne warunki (brak klimatyzacji, ciasne i niewygodne siedzenia), choć bywa to trudne (Angela Merkel, która jest stałym gościem festiwalu, zemdlała tu kiedyś).

Artystyczne miasto
Ryszard Wagner urodził się w Lipsku, podróżował po całej Europie, pomieszkiwał tu i ówdzie, ale największym sentymentem darzył Bayreuth. Tu osiadł z rodziną, tu miał swój Dom Festiwalowy i swą piękną willę. Na oba budynki niemałe sumy wyłożył król bawarski Ludwik II zwany Szalonym, zakochany w muzyce Wagnera i… w nim samym. Dziś  willa jest częścią Muzeum Wagnera. Kompozytor zmarł w 1883 roku. Przed śmiercią zażyczył sobie, by jego  grób był prosty i nieoznakowany. Tak się stało. Znajduje się na tyłach ogrodu przy willi. Wypolerowaną płytę bez zdobień i napisów porasta gęsty bluszcz. Zdarza się, że wielbiciele kompozytora albo oficjalne delegacje składają tu kwiaty i wieńce, ale zaraz potem służba porządkowa dyskretnie je usuwa. Wszystko zgodnie z  wolą mistrza.

W Bayreuth odbywają się także festiwale i koncerty fortepianowe, którym patronuje Franciszek Liszt, związany z miastem głównie poprzez koligacje rodzinne. Ten wybitny węgierski kompozytor i pianista był teściem Wagnera. Jak to możliwe, skoro obaj artyści byli niemalże rówieśnikami? Otóż Cosima – córka Liszta (owoc jego romansu z francuską księżniczką i pisarką Marią d’Agoult) wyszła za mąż za pianistę i dyrygenta Hansa von Bülowa. Był on wielbicielem dzieł Wagnera, przedstawił mu swą żonę i się zaczęło! Cosima została przyjaciółką i długoletnią kochanką Wagnera, później jego drugą żoną, a Liszt w ten oto sposób stał się teściem swego przyjaciela.

Dziś w Bayreuth można zwiedzać Muzeum Liszta (stoi niedaleko Muzeum Wagnera), zobaczyć pianino wirtuoza w słynnej manufakturze Steingraeber & Sohne, oraz odwiedzić jego grób na cmentarzu miejskim. A Cosima? Była dźwignią interesów Wagnera, menadżerką festiwalu. Przeżyła swego męża o 47 lat.

Piwnym szlakiem
Warzenie piwa ma w regionie Bayreuth długą tradycję, w ponad 200 browarach wyrabia się metodą rzemieślniczą więcej niż 1000 różnych gatunków. Każdego dnia można pić inne piwo i tak przez trzy lata. A komu mało,  może zjeść jeszcze zupę piwną. Przepisy na nią znajdziecie w tzw. katakumbach pod browarem Bayreuthea. Są one częścią rozległego systemu podziemnych korytarzy wiodących niemal pod całym miastem. Drążono je już w średniowieczu, przechowywano w nich beczki z dojrzewającym piwem, a w czasie II wojny światowej służyły jako schron dla ludności.

W labiryncie piwnicznym są kopie staroegipskich malowideł, figury mnichów, którzy przyczynili się do rozwoju browarnictwa, stary sprzęt, a przewodnicy opowiadają o historii złocistego trunku, dzielą się różnymi ciekawostkami, jak choćby tą, że pierwszy raz o właściwościach chmielu napisała św. Hildegarda z Bingen, a  słynny poeta niemieckiego romantyzmu Jean Paul przeprowadził się do Bayreuth ze względu na wyborne piwa (w mieście jest jego muzeum, pomnik, rezydencja, grób).  Na koniec oczywiście degustacja.

Rzut kapslem dalej znajduje się browar założony przez braci Maissel w 1887 r. Dziś produkcja odbywa się w nowszych budynkach, a w historycznej części działa największe na świecie muzeum piwa wpisane do księgi Rekordów Guinnessa. Czegóż tam nie ma?! Zabytkowe maszyny, butelki, 5500 kufli… Przewodnicy z pasją oprowadzają po zaułkach browarowych przestworzy, wyjaśniają na czym polega proces warzenia, filtrowania, leżakowania itd. Po wstępie edukacyjno-historycznym czas na wizytę w tutejszej restauracji. Do wyboru golonki, knedle, kiełbaski i ponad sto rodzajów piw kraftowych, w tym wiele prosto z beczki.

Piękne miasto
Przyjechałam do Bayreuth zobaczyć spuściznę po Wilhelminie i Wagnerze, ale odnalazłam znacznie więcej: zabytkowe kościoły, urocze zakątki, malownicze uliczki, klimatyczne kafejki, ogródki piwne, fontanny, panoramiczne widoki (jak choćby ten z Nowego Ratusza), galerie sztuki, a nawet pole golfowe i fantastyczne spa termalne, do tego relaksującą atmosferę i serdecznych mieszkańców. W powietrzu wibrują niesamowite dźwięki: od szumu fontann po akordy wygrywane w słynnej manufakturze fortepianów. Na każdym kroku widać kreatywność. Przejawia się ona też w zaskakujących figurach Wagnera i rzeźbach zdobiących miasto.

 

Bayreuth nie jest miastem, do którego wpada się przy okazji. Zasługuje na wiele więcej. Emanuje energią, wysokimi tonami, magią…  

Tekst: Alina Woźniak
Zdjęcia: Bayreuth Marketing & Tourismus oraz autorka

Garść informacji:
Bayreuth leży ok. 60 min. jazdy pociągiem z Norymbergi, a do niej można przylecieć bezpośrednio z Warszawy (PLL LOT) i Krakowa (Ryanair). Wizytę w Bayreuth warto połączyć ze zwiedzaniem innych miast Frankonii albo całej Bawarii.

Na miejscu  wiele możliwości zakwaterowania: od luksusowych hoteli i historycznych rezydencji po skromniejsze pensjonaty i gasthofy.

W każdą sobotę i niedzielę od kwietnia do października odbywają się wycieczki po mieście w jęz. angielskim. Można również zamówić zwiedzanie z polskim przewodnikiem (niezawodny Ryszard Sokół, działacz Deutsch Polnischer Kulturverein Bayreuth).
Przydatna strona: www.bayreuth-tourismus.de