Pogranicze Polski i Ukrainy to pod wieloma względami teren wyjątkowy w skali całej Europy. Przenikanie się kultur i religii, współistnienie dwóch narodowości, które mimo dziejowych dramatów i nie zawsze zbieżnych celów rozwijały się obok siebie, wywierając na siebie nawzajem przemożny wpływ, dało w efekcie fascynujący krajobraz kulturowy typowy dla ziem pogranicznych. Nie dziwi więc fakt, że na wielkich przestrzeniach pomiędzy Roztoczem a wschodnimi Karpatami doświadczyć możemy owoców tej koegzystencji dwóch narodów. Owoców, które w architekturze, sztuce
i kulturze odzwierciedlają zawiłe dzieje tych ziem.
Pogranicze polsko-ukraińskie jawi się często jako „Dziki Wschód”. Jednak pod przykrywką pozorów i wyrazistych, ale często niezwykle mylnych stereotypów, kryje się ziemia na wskroś gościnna i pod względem turystycznym niezwykle interesująca. Mieszkańcy tych terenów, po obu stronach granicznego Bugu, to największy ich skarb. Otwarci, ciepli, pragnący pomóc zawsze i wszędzie, prawdziwe odzwierciedlenie tradycyjnej staropolskiej gościnności. Mieszkańcy i ich miasta – Zamość, Lublin, Przeworsk, Lwów, Iwano-Frankowsk czy Kołomyja – to miejsca, w których „Duch urodzenia” kształtuje los człowieka.
Zamość – miasto idealne
Zamość urzeka nie tylko perfekcyjną architekturą, ale też klimatem miasta, które zrodziło się z najbardziej szlachetnych idei Odrodzenia. Każdy szczegół, kamienica, zaułek czy część fortyfikacji wyszła tu spod ręki planisty świadomego szczególnej roli miasta w życiu narodów. Przeszłość jest tu wyłożona jak na dłoni, a poznawanie miasta może stać się prawdziwą podróżą w czasie. Zwłaszcza że tutejsi przewodnicy dopasowują się do realiów dawnych wieków, oprowadzając gości w przepięknych dworskich strojach, wśród renesansowych, pięknie odnowionych kamienic. Opowieści, śpiewy, żarty i sekretny język wachlarza wciąga w tajemnice idealnego miasta. Po zamojskich rynkach, kościołach i podziemnej trasie, na koniec warto zawitać do szesnastowiecznego puszkarza, który zdradzi tajniki trudnej pracy artylerzysty, zakończonej – rzecz jasna – głośnym strzałem armatnim. Śmiech, zabawa, nosy i ręce pobrudzone prochem, ale też piękno założenia miejskiego – takie wspomnienia pozostawia po sobie miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Lublin – miasto inspiracji
„Fortuna kołem się toczy”, ale nie w Lublinie. W Lublinie Fortuna strzeże jednej z piwnic. W dawnej winiarni, nazywanej dziś „Piwnicą pod Fortuną” można oglądać multimedialną wystawę, która przenosi w przeszłość. Obejrzeć przy tym można świetnie zachowaną polichromię o tematyce – co tu dużo kryć – lekko frywolnej… Obowiązkowy punkt na trasie każdej wycieczki. A przecież koniecznie odwiedzić trzeba Bramę Grodzką z tarasem widokowym na stare miasto, Plac Po Farze i najcenniejszą perłę – kaplicę Świętej Trójcy, prawdziwy symbol symbiozy Zachodu i Wschodu, Polaków i Rusinów. Warto dać się zainspirować w Lublinie.
Przeworsk – Muzeum Pożarnictwa
Przeworsk ma wiele cennych zabytków. Są tu gotyckie kościoły, unikatowy w swej wartości zespół klasztoru Bernardynów czy kapitalnie zachowany układ urbanistyczny. Ale zupełnie wyjątkowe jest Muzeum Pożarnictwa, które usytuowane jest w powozowni pałacu Lubomirskich. Można tu zobaczyć, jak rozwijała się technika walki z ogniem, przymierzyć jeden z kilkuset zgromadzonych tu hełmów czy samemu uruchomić ręczną sikawkę. Wspaniała zabawa dla dużych i małych.
Lwów – miasto otwarte na świat
O Lwowie napisano już tak wiele, że ciężko w tym natłoku odnaleźć główną myśl, jakąś przewodnią linię, która przeprowadziłaby przez zawiłe dzieje tego wspaniałego grodu. Dlatego najlepiej pozwolić mówić ludziom, którzy tu mieszkają i znają każdą kamienicę, każdą kostkę przedwojennego bruku wraz z jego historią. Igor Lylo, lwowski przewodnik, zaprasza do obejrzenia Lwowa na wiele sposobów. Najpierw można być „Nocną Strażą Lwowa”, potem „for drink to drink”(wcale nie od kieliszka do kieliszka), później odbyć spacer „po dachach Lwowa”, a na koniec pokonać szlak wyznaniowy po wspaniałych świątyniach miasta. Pomysłów jest jeszcze dużo, dużo więcej. Lwów potrafi tak zauroczyć, wciągnąć zwiedzającego, że po kilku godzinach ma się ochotę zostać tu na zawsze.
Iwano-Frankowsk – miasto z duszą
Iwano-Frankowsk przed wojną był Stanisławowem. Czaruje osobą pisarza Tarasa Prochaśko. Jego opisy miasta, Ukrainy całej, nie da się przekazać słowami gościa. Trzeba przeczytać, zgłębić utwory, w których czule, czasami gniewnie, bez narodowościowych zadęć, bez ułud, ale za to z wielką miłością, jawi się Ukraina jako pogańska puszcza wplątana w wir polityki, niesiona swoją kulturą i historią. Taki Stanisławów trzeba zobaczyć – wielokulturowy, nadszarpnięty przez wieki historii, błyszczący niczym prawdziwa perła.
Kołomyja – brama Karpat
Kołomyja czaruje swoją naturalnością. Można tu spotkać ludzi chodzących w ludowych strojach nie dlatego, że jest święto, ale z powodu tego, że strój jest odzwierciedleniem ich duszy. Tutejsze muzea – Pisanki, Huculszczyzny, czy też Muzeum Ikon przepełnione są troską ludzi, aby wszystko, co najcenniejsze, zachować dla potomnych. „Dla Hucuła nie ma życia, jak na połoninie….”. W Kołomyi czuje się tę dziką góralską duszę.
Poznawanie pogranicza polsko-ukraińskiego to cudowna podróż. Wspaniałe zabytki, serdeczni ludzie, z którymi odkrywa się wspólne korzenie Polaków i Ukraińców. Warto odwiedzić każde z tych miast i poświęcić mu trochę czasu, a wrażenia z tej podróży na długo zapadną w pamięć.
Tekst publikowany na łamach magazynu “Świat Podróże Kultura” w numerze Kwiecień-Maj 2015 na str. 56-61.
