Suwalszczyzna jest krainą jak z bajki. Wędrując po leśnych wertepach pomiędzy jeziorami i pagórkami i rozkoszując się niemal dziewiczymi rejonami, człowiek wpada w zachwyt jak śliwka w kompot. A gdy pomyśli, że chciałby te emocje dzielić z innymi, spotyka na swojej drodze człowieka, od którego bije ciepło i życzliwość. Bo choć wszyscy mówią, że to Polski Biegun Zimna ludzkie serca są gorące i potrafią ocieplić nawet najzimniejsze dni. 

Przez wielu mylona z Podlasiem, błędnie zaliczana do Mazur, żyje w cieniu zarówno jednej, jak i drugiej krainy. Suwalszczyzna położona w większości na Pojezierzu Litewskim, ciągnie się również u naszego sąsiada. Gdy turyści raz za razem popełniają błędy, pomiędzy słowa podziwu wkładając błędne nazwy, typu: „Jakie piękne te Mazury”, mieszkańcy cierpliwie tłumaczą, że jeśli chcieliby wybrać się na Pojezierze Mazurskie to powinni raczej wybrać się do Ełku, Giżycka czy do Pisza, ale oczywiście zapraszają, czym chata bogata, bo Suwalszczyzna jest przecież piękniejsza i atrakcyjniejsza od sąsiednich krain. 

Suchar sucharowi nierówny
– Na Suwalszczyźnie przyroda nie tylko jest piękna i harmonijna. Myślę, że każdy, i ten, kto lubi wyzwania i ten, który chce poznać naszą krainę w rekreacyjny sposób, znajdzie coś dla siebie – opowiada Adam Januszewicz z Wigierskiego Parku Narodowego. – Północna Suwalszczyzna jest bardziej wymagająca, a to dlatego, że tereny te zostały ukształtowane przez lodowiec. Można oczywiście poznawać je pieszo, w sposób umiarkowany, a można także na dwóch kółkach, robiąc trasy po 40, 50 km, pokonując strome zjazdy czy podjeżdżając w górę w przepięknej scenerii jezior i wzgórz pokrytych lasem. Czekają tu różnego rodzaju moreny, ozy, kemy. W Wigierskim Parku Narodowym łączna długość szlaków rowerowych i pieszych wynosi blisko 200 kilometrów, mamy więc w czym wybierać. 

– Osoby, które nie chcą bić rekordów tylko umiarkowanym, wolnym rytmem wolą przemierzać Suwalszczyznę powinny wybrać się nad jezioro Wigry i ruszyć w trasę wokół niego. Jest wprawdzie kilka trudniejszych podjazdów, ale ogólnie jest to trasa dosyć łatwa i jednocześnie bardzo ciekawa.  Z kładki w Cimochowiźnie można podziwiać widok na klasztor wigierski, z wieży widokowej w Kruszniku rozciąga się najbardziej rozległy widok na południową część jeziora Wigry, a po drodze można wstąpić do Muzeum Wigier. Latem nasz przejazd można uatrakcyjnić, wsiadając do kolejki wąskotorowej, która regularnie trzy razy dziennie kursuje na trasie. Wsiadasz z rowerem do pociągu, przejeżdżasz 10 km, wysiadasz i kontynuujesz jazdę wokół jeziora Wigry – tłumaczy przewodnik i dodaje, że południe Suwalszczyzny i trasę wzdłuż Kanału Augustowskiego raczej powinny wybrać osoby, które ledwo co wstały zza biurka i kondycyjnie mogą sobie nie poradzić na bardziej ambitnych drogach. 

Zostajemy w północnej Suwalszczyźnie, by tutaj w Wigierskim Parku Narodowym można podziwiać nie tylko największe jezioro parku, ale także dystroficzne, kwaśne jeziora, które lokalnie nazywane są sucharkami i ruszyć na wędrówkę po kładkach położonych ponad stawkami i niewielkimi mokradłami, a także wsłuchać się i wczytać w otaczającą przyrodę, bo o tym, co mijamy na trasie informują zamontowane tablice. 

My wybieramy ścieżkę wiodącą wśród sucharów. – Są to małe śródleśne jeziora. Geolodzy mówią, że z roztopionej bryły lodowca powstała kałuża wody otoczona wokół pokładami torfu. Zresztą na ich dnie też ten torf spoczywa. Woda w nich jest brązowa, kwaśna, nieodpowiednia dla ryb. Za to tuż przy ich brzegach można napotkać rosiczkę okrągłolistną, bagno zwyczajne czy  żurawinę błotną – opowiada pan Adam. 

Kamedułowie
Wzdłuż sucharów można wędrować i rozkoszować się obcowaniem z przyrodą, jeśli chcemy poczuć wiatr nie tylko w żaglach, wybierzmy się na rejs statkiem po jeziorze Wigry. Po akwenie chętnie żeglują miłośnicy żeglarstwa, tutaj rozpoczynają się popularne szlaki kajakowe, ale nie usłyszysz tu skuterów wodnych czy motorówek, bo Wigry to strefa ciszy. 

– Statek, którym płyniemy ma napęd elektryczny i oferuje godzinne przejażdżki. Rusza spod klasztoru, wypływa na otwartą przestrzeń, robi rozległą pętlę i wraca do miejsca startu. Podczas rejsu można podziwiać majestatyczną sylwetkę zakonu Kamedułów, którzy wywarli ogromny wpływ na te tereny – słyszę od pana Adama. 

Gdy osiedlili się nad Wigrami (w 1668 roku) – wkrótce Pustelnia Wyspy Wigierskiej była najbogatszym zakonem w Polsce. Bogactwo dóbr doczesnych kontrastowało ze skrajnie surowym trybem życia kamedułów. Mając tak wiele swoje potrzeby życiowe ograniczali do minimum, a zasadniczym celem życia kamedułów było oddanie się w pełni Bogu poprzez wspólne i indywidualne rozważania. Regułą wpisaną w życie zakonne było zachowanie milczenia, odzywano się jedynie w razie konieczności i podczas kapituły zakonnej. Nigdy nie spożywali potraw mięsnych. 

Pierwszym przedsięwzięciem zakonników było przekształcenie wyspy na półwysep, usypując groblę 30-metrowej długości. Wyrównano teren, umocniono brzegi, niewielki płaskowyż podwyższono, usypując dwupoziomowe tarasy. Na górnym tarasie wzniesiono erem z 10 domkami pustelniczymi w dwóch rzędach, rozdzielonych uliczką i dwoma na tarasie dolnym (stary erem).

– Dawne pustelnie są udostępniane turystom, to ciekawe miejsce, żeby na jakiś czas odłączyć się od świata – dodaje  pan Adam. 

Największą zaś i najwyższą budowlą, która dominuje w wigierskim krajobrazie jest kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Będąc w świątyni warto wstąpić do podziemia, w którym chowano zmarłych kamedułów. Nieboszczyka ubranego w habit kamedulski wsuwano na desce do przygotowanej już niszy w ścianie krypty i otwór zamurowywano. W katakumbie znajduje się 45 dawnych nisz grzebalnych. Na niektórych widać resztki napisów, podających imię zakonne zmarłego, jego wiek i liczbę lat spędzonych w zakonie. Ścianę podziemi zdobi personifikacja śmierci. 

Kamedułowie choć żyli bardzo skromnie, mieli smykałkę do interesów i korzystali z ówczesnych nowinek. To dzięki nim wokół jeziora Wigry powstały wioski czy miasto Suwałki, które uzyskały prawa miejskie w 1720 roku. Jednak rozległe włości Kamedułów w wyniku III rozbioru Polski zostały im odebrane w 1796  roku, a kasacja wigierskiego zakonu nastąpiła w 1800 roku. Zakonnicy udali się do Pustelni Królewskiej Góry na podwarszawskich Bielanach i nigdy już tu nie wrócili. 

Jaćwingowie
Tak jak poprzedni władcy tych ziem – Jaćwingowie, którzy zostali stąd wysiedleni w XV wieku. Dziś po ich obecności została Izba Pamięci Jaćwingów w Szurpiłach. Ten waleczny, średniowieczny lud zamieszkiwał teren obecnej Suwalszczyzny od okolic jeziora Wiżajny na północy po dolinę Biebrzy na południu. Granicą zachodnią był wschodni pas Krainy Wielkich Jezior Mazurskich a wschodnią Niemen. Niestety zostali pokonani w 1283 roku przez Krzyżaków, Jaćwingowie się rozproszyli, ale część z nich pielęgnowała swoją tradycję i tożsamość. 

Swoje osady tzw. grodziska budowali zazwyczaj na wzgórzach w otoczeniu jezior, rzek lub obszarów podmokłych. Na wzgórzach tych, zwanych też Górami Zamkowymi stały niegdyś drewniane grody, zamki lub strażnice obronne z dość szczupłą załogą, w sytuacjach zagrożenia chroniła się w nich ludność z okolicznych osad. W niektórych przypadkach na miejscu dawnych grodzisk rozwinęły się później większe miejscowości, jak np. Wiżajny. Dziś w miejscu dawnego grodziska stoi obecnie kościół. 

Aby zobaczyć wyjątkową Zamkową Górą w Szurpiłach i odwiedzić Izbę Pamięci, trzeba już wybrać się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego, a tu oprócz spotkania z zapomnianymi wojownikami, będziemy mogli podziwiać filmowe krajobrazy (z punktu widokowego „U Pana Tadeusza” w Smolnikach), które pojawiły się w filmowej adaptacji epopei narodowej Adama Mickiewicza. Andrzej Wajda, który urodził się w Suwałkach, w ten sposób unieśmiertelnił nie tylko siebie, ale także swoje rodzinne strony. 

W Suwalskim Parku Krajobrazowym znajduje się także najgłębsze polskie jezioro Hańcza, raj dla nurków, które jest w całości objęte ochroną rezerwatową. – Powstało z roztopu wód polodowcowych w głębokiej rynnie, stworzonej przez lodowiec – tłumaczy pan Adam.

Po bajkowe klimaty
Suwalszczyzna to “bajkowy” region. Nie tylko ze względu na niezwykłe krajobrazy wzgórz urozmaiconych jeziorami i rzekami (m.in. Czarna Hańcza, Rospuda, Szeszupa), ale też miejsce, gdzie zagościły krasnoludki. 

To tu w Suwałkach przyszła na świat autorka „Roty” i baśni „O Krasnoludkach i sierotce Marysi” – Maria wówczas Wasiłowska, gdy poślubiła w 1862 roku Jarosława Konopnickiego, pożegnała się z miastem na dobre, choć powracała do niego w opowiadaniach „Z cmentarzy” i „Anusia”. Suwałki za to z estymą pielęgnują pamięć o pisarce, która spędziła tutaj dzieciństwo. Jest tutaj muzeum i plac, które noszą jej imię, a także pomnik Marii Konopnickiej. Są również krasnoludkowie, których szlakiem można ruszyć na odkrywanie miasta. 

Ozdobą Suwałk są także murale.  Można nawet zwiedzać miasto wyznaczonym szlakiem miejskim (w Centrum Informacji Turystycznej czeka specjalna mapka). Szczególnie do jednego z nich podchodzę z sentymentem. Uwieczniono na nim bohatera dobranocek z mojego dzieciństwa – rezolutnego pieska o imieniu Reksio. Postać ta została wymyślona ok. 50 lat temu przez Lechosława Marszałka, reżysera i scenarzystę, który pochodzi z Suwałk. Można go podziwiać na jednym z bloków przy ulicy Emilii Plater. Na innym dziele uwieczniono marszałka Józefa Piłsudskiego z drugą żoną Aleksandrą, która również stąd pochodziła. 

Przy ulicy Teofila Noniewicza można podziwiać mural pt. „Baśniowy Świat” – to obraz z dziewczynką, która widzi przez okno fantastyczne, leśne stwory. To fragment pięknego, tajemniczego świata baśni z sylwetką miasta w tle. Tak ciekawych malarskich opowieści w tym mieście można znaleźć więcej i będzie ich znacznie więcej, bo od 2014 roku – podczas Dnia Suwałk w sierpniu co roku uroczyście jest odsłaniany nowy mural. 

Zwykło się mówić, że Suwałki to Polski biegun zimna, władze pragną zmienić ten stan rzeczy i reklamują miasto hasłem: Pogodne Suwałki. Może coś w tym jest, bo gdy nawet minusowe temperatury dadzą w kość, temperatura ludzkich serc potrafi wiele zmienić. 

  Suwalszczyzna jest piękna, przyjazna i ciepła, mimo zimna i długotrwałej zimy, bo ludzie, którzy tu żyją są ciepli i to oni tworzą ten mikroklimat, dzięki któremu warto tu przyjechać, warto tutaj być – mówi Wiesław Anielak – członek stowarzyszenia Podlaskie Smaki i pracownik Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, oddziału w Suwałkach.