Myli się ten, kto myśli, że Małopolska to tylko oscypki i sernik krakowski. Mamy tu świetne ryby, dziczyznę i genialny rosół – potrawy, które nadal przygotowuje się według sięgających średniowiecza receptur.

Małopolska kuchnią stoi – różnorodną i z tradycjami. Mieszają się w niej smakowicie kuchnie żydowska, austriacka, niemiecka, czeska i węgierska. Swój mocny głos mają obyczaje pasterskie, które zrodziły oscypka czy bryndzę, a także folklor miejskich piekarzy i wiejskich rzeźników. Pod małopolskim niebem pachnie suchą krakowską, chlebem prądnickim, kapustą mocno kiszoną i śliwowicą. To nie gdzieś na świecie, ale pod Wawelem zrodził się pierwszy hamburger, to w pałacu Lubomirskich w Wiśniczu kuchmistrz Stanisław Czerniecki dopracowywał receptury polskiego rosołu.

Hamburger z polskimi korzeniami
Do dziś w Krakowie nie wiadomo, kto wykradł przepis na tę prababkę hamburgera. A jest nią serwowana obecnie zarówno w najlepszych restauracjach, jak i w streetowych przyczepach maczanka krakowska. Przekrojona bułka, polana sosem spod mięsa, nadziana płatem pieczonego schabu z kminkiem jak nic przypomina najpopularniejszy fast food świata. Tyle że fast foodem nie jest, a czystą poezją. Można ją zjeść w wersji kanonicznej, jak i zdekonstruowanej, na przykład z bundzem i moskolem. Tak, z moskolem, bo w Małopolsce stawia się na smaki lokalne, odświeża przepisy historyczne i serwuje potrawy w myśl najnowszych mód i trendów. Tak więc swoje zaszczytne miejsce ma pod małopolskim niebem wciąż obwarzanek – jedyny wypiek na świecie, który przed wsadzeniem do pieca należy sparzyć wrzątkiem. Piekarze, którzy na mocy przywileju mogli go kiedyś sprzedawać, należeli do elity miasta. Był on ulubioną przekąską królowej Jadwigi i ratunkiem rycerzy, którzy posilali się nim przed bitwą pod Grunwaldem. O jego randze świadczą nie tylko liczne uchwały i przywileje, ale i słowa Józefa Piłsudskiego, który dostrzegł w nim metaforę kraju. Nie mógł mieć krakowski wypiek lepszej reklamy niż porównanie marszałka: „Polska jest jak obwarzanek, to, co wartościowe, jest na brzegu, a w środku dziura”.

Nie spróbować rosołu to grzech
To, co wartościowe w Małopolsce, to bez dwóch zdań jedzenie. Jego bogactwo i smak. Choćby taka krakowska, której kilkutygodniowy proces dojrzewania wołowo-wieprzowego mięsa w zimnie i wilgoci oraz staranne suszenie stworzyły markę, której zazdroszczą w Wiedniu, Nowym Jorku czy Berlinie. Podobnie z lisiecką, czernichowską, sądecką czy podhalańską. Najlepsze smaki polskiej wsi. 

Kto kiełbasy nie je, może żałować, ale ten, kto rosołu odmówi, to zgrzeszy. W Dolinie Raby gotuje się go według receptur ze słynnej książki Compendium Ferculorum, którą napisał Stanisław Czerniecki niemal 340 lat temu. Nie żałował do niego ani kopru, ni pietruszki czy czosnku, dodawał mięsiwo, ptactwo i przyprawy korzenne, by smak wydobyć jak najlepszy. Dbał o produkt najwyższej jakości, a tych w Małopolsce nie brakuje. Bo to właśnie tutaj rosną najlepsze jabłka, śliwki, grusze, tu jeździ się po słodkie miody, jak i kwaśną kapustę. Tę uchodzącą za najlepszą od wieków wyrabia się w charsznickich gospodarstwach. Mieszkańcy wioski mówią na nią „zielone złoto” i pilnie strzegą, by w procesie kiszenia wszystko było po bożemu, jak kiedyś. Dlatego niezmiennie dodaje się do niej jedynie marchewkę, nasiona kopru, gałązki wiśni i dębu, ziarna pieprzu, liście chrzanu, jagody jałowca i jabłka winne. I tak jest od średniowiecza. Podobnie zacnym rodowodem może pochwalić się karp zatorski czy pstrąg ojcowski, które to rybki najlepiej podlać małopolskim trunkiem. Choćby słynną śliwowicą łącką, zwaną krasilicą. Termin ten utworzono od słynnego powiedzenia: „Daje krzepę, krasi lica nasza Łącka Śliwowica”. Tak więc na zdrowie!

Więcej kulinarnych inspiracji na visitmalopolska.pl 
oraz w aplikacji VisitMałopolska.
Projekt sfinansowano z budżetu Województwa Małopolskiego.