To właśnie na Bergamo Orio al Serio
ląduje gros Polaków przybywających do Włoch. Niewielu z nich odwiedza jednak odległe zaledwie o 5 kilometrów 120-tysięczne, lombardzkie miasto, które dało nazwę lotnisku. Paradoksalnie rozsławiła je pandemia, gdyż właśnie tu pochłonęła najwięcej ofiar, przez co zyskało miano włoskiego Wuhan. Tymczasem Bergamo otrząsnęło się już z tragedii i chce przyciągać turystów, a ma czym!
Już sam podział miasta na dwie części: dolne, które przecina szeroka, prowadząca od dworca kolejowego aleja kanonizowanego wraz Janem Pawłem II papieża Jana XXIII, urodzonego w pobliskiej miejscowości Sotto il Monte (jego relikwie przechowuje bergamaska katedra), i górne – z mnogością zabytków, robi wrażenie. Zwłaszcza że to posadowione na wzgórzu Bergamo Alta otacza potężny, 5-kilometrowy pierścień murów z czasów dominacji Wenecji, z szosą i ścieżką dla piechurów i rowerzystów głodnych panoram.

Bergamo pełne sztuki
Do historycznej części można „banalnie” pomaszerować, pokonując różnicę poziomów, podjechać autobusem, ale prawdziwych emocji dostarczy 120-letnia kolejka linowo-szynowa. A tu na melomanów czeka spotkanie z urodzonym w Bergamo Gaetano Donizzettim, obok Rossiniego i Belliniego czołowym reprezentantem wyjątkowo w jego przypadku płodnej i obfitującej w dzieła poświęcone ciekawym kobietom twórczości operowej w stylu włoskiego bel canto. Warto zwiedzić muzeum w domu rodzinnym kompozytora i wziąć udział w dorocznym festiwalu Donizzettiego w eleganckich wnętrzach opery jego imienia. Należące do najcenniejszych w Europie zbiory malarstwa Accademii Carrarra gromadzą dzieła najwybitniejszych mistrzów renesansu: Botticcellego, Belliniego, Raffaela.

Jajka kondotiera
W Bergamo bezwzględnie należy skosztować skomponowanych właśnie tutaj, w lodziarni „La Marianna”, lodów stracciatella (z opiłkami gorzkiej czekolady) i – jak radzą tutejsze bezpruderyjne babcie – dotknąć… jąder kondotiera Bartolomeo Colleoniego. Jak? Zgodnie z lokalną legendą ten wybitny dowódca wojsk najemnych (kopia jego weneckiego pomnika stoi przed warszawską ASP!) był hojnie wyposażony przez naturę, a bogactwa zgromadzone przez niego na wojnach pozwoliły na wystawienie kaplicy (Cappella Colleoni) z renesansową, koronkowej roboty fasadą z różowego marmuru. To właśnie tam, na rodowym herbie należy pomacać „jajka” bohatera – na szczęście.

Wieczorem zaś koniecznie trzeba przysiąść w sercu starego miasta, na Piazza Vecchia otoczonym eleganckimi palazzi i posłuchać o dziesiątej wieczorem stu uderzeń dzwonu w kamiennej wieży zegarowej Campanone, które przed wiekami informowały spieszących do miasta o rychłym zamknięciu bram. Amatorów życia nocnego skuszą zaś happy hour w lokalikach na Piazza Pontida z pomysłowymi koktajlami, przekąskami i dobrą muzyką.
Tekst: Anna Kłoossowska