Było dla mnie oczywiste, że z kupnem alkoholu w krajach muzułmańskich może być problem. Ale kompletnie zaskoczyło mnie to, że w Finlandii sprzedaż napojów wysokoprocentowych jest zakazana w niedzielę.

Zakup trunków niezależnie od dnia tygodnia okazał się niemożliwy w mieście Puszkar, gdzie wznosi się jedyna w Indiach świątynia Brahmy, bardzo ważnego boga hinduizmu. Lista zakazów i nakazów dotyczących przyjezdnych i mieszkańców jest tu wyjątkowo długa. Ponadto turyście muszą stać się wegetarianami, bo nie sposób tu kupić również mięso. O ile zasady panujące w Puszkarze, z racji świętości miasta, są zrozumiałe, to w innych miejscach zdarzyło mi się buntować przeciw dziwnym „regułom gry”.

– Co widziałyście podczas wizyty? – zapytał strażnik Parku Narodowego Cat Tien w Wietnamie, od którego odbierałyśmy paszporty po zakończeniu trzydniowej wycieczki. – Spacerowałyśmy ścieżką dendrologiczną, jeździłyśmy na rowerach, byłyśmy nad Jeziorem Krokodyli…– wyliczamy.  – W takim razie musicie zapłacić – skwitował, wyciągając z szuflady oficjalny cennik atrakcji parku. Ale dlaczego dowiadujemy się o tym na końcu pobytu?! Dyskusji nie było, strażnik miał w garści nasze paszporty. Także fiaskiem skończyły się negocjacje w Luang Prabang w Laosie, gdzie turystów obowiązuje cisza nocna po godz. 23, ponoć z powodu bezpieczeństwa.

Rekordzistką w kategorii absurdalnych zakazów nakładanych na turystów jest Kuba. Rząd pozwolił Kubańczykom wynajmować pokoje obcokrajowcom, ale pod warunkiem, że jeden pokój będą dzielić tylko i wyłącznie dwie osoby dorosłe. Ani jednej więcej, ani jednej mniej. Inny zakaz dotyczy taksówek. Niektóre mają tylko „licencje na turystów”, inne wyłącznie „licencje na Kubańczyków”. Obcokrajowiec, nawet gdyby bardzo chciał skorzystać z tańszej, rozklekotanej taksówki bez klimatyzacji, nie może tego zrobić. Zasada jest jasna: turystom nie wolno jeździć taksówkami dla Kubańczyków!