Żyły w czasach, gdy to mężczyźni dyktowali warunki. Mimo tego wyzwoliły się z ograniczeń, a swoją pozycję wykorzystały dla dobra innych. Dzisiaj odwiedzając Zamek Książ, Kamieniec Ząbkowicki czy pałac w Miliczu, łatwo dostrzec, że pamięć o ich działalności przyćmiła osiągnięcia ich mężów. Poznajcie księżną Daisy, księżną Mariannę Orańską oraz Marię von Maltzan.
ROK KSIĘŻNEJ DAISY
Krytykowana przez arystokratów, uwielbiana przez poddanych. Do dziś pamięć o niej żyje w legendach, a jej dobry duch unosi się nad miastem. Księżna Daisy – Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, baronowa na Książu wciąż fascynuje kolejne pokolenia. Wyprzedzała swoje czasy – była pacyfistką, autorką pamiętników i społeczniczką wrażliwą na krzywdę słabszych.
Ktoś mógłby powiedzieć, że Maria Teresa po poślubieniu majętnego księcia von Pless, hrabiego von Hochberg, barona zu Fürstenstein mogłaby opływać w luksusy i koncentrować się na wypełnianiu obowiązków nobliwej żony. Taki scenariusz nie pasował do Angielki, która choć do zdjęć pozowała w 7-metrowym legendarnym naszyjniku i uwielbiała przepych, to nie zapominała o sierotach, niemowlętach, które umierały, gdy ich matki zbyt wcześnie wracały do fabryk, czy żołnierzach, którym opatrywała rany w czasie wojny.
Przekraczając bramy imponującego zamku Książ, wciąż można poczuć rękę „dobrej pani”, która zwalczyła epidemię cholery i tyfusu, założyła szkołę dla niepełnosprawnych dzieci czy… wprowadziła projekt mleczny, zmniejszając w ten sposób śmiertelność niemowląt. A wspomniani żołnierze? Daisy podczas I wojny światowej zamiast tiary na głowę nakładała czepek pielęgniarski i opatrywała rannych, niezależnie od tego, po której stronie walczyli. Niosąc pomoc, w pociągach sanitarnych przemierzyła front serbski, francuski i austriacki.
Księżna szczerze pokochała Książ. Jej miłości i przywiązania do tego miejsca nie zmienił nawet rozwód z Janem Henrykiem XV w 1922 roku. Wróciła tu w 1935 roku, a pięć lat później zamieszkała w willi przy obecnej ulicy Moniuszki 43 w Wałbrzychu. Zmarła 29 czerwca 1943 roku. 2023 rok został ogłoszony rokiem księżnej Daisy. Będziemy świętować 150. rocznicę urodzin oraz 80. rocznicę jej śmierci w Wałbrzychu.
BIZNES WOMAN NICZEGO SIĘ NIE BOI
63 lata przed Daisy przyszła na świat Marianna Orańska, księżniczka niderlandzka, którą dzisiaj nazwalibyśmy bizneswomen i kobietą mającą odwagę żyć po swojemu. Dlaczego? Gdy jej mąż Albrecht von Hohenzollern, z którym notabene miała pięcioro dzieci, zaczął ją jawnie zdradzać, ta postanowiła go opuścić. Decyzji tej towarzyszył skandal i społeczny ostracyzm, ponieważ Marianna związała się z innym partnerem i zaszła z nim w ciążę. Zakazano jej kontaktu z dziećmi i pobytu w Prusach na czas dłuższy niż 24 godziny.
Właśnie dlatego, choć większość z nas kojarzy wspaniałą nieruchomość w Kamieńcu Ząbkowickim z księżną, to oficjalnie należała ona do syna Marianny Albrechta, zwanego Młodszym. Księżna kazała wznieść rezydencję na wzór malborskiego zamku, nic więc dziwnego, że dzisiaj nazywany jest śląskim Malborkiem. Gdy w 1900 roku ukończono jego budowę, mówiono, że to jedna z najwspanialszych neogotyckich rezydencji w Europie Środkowej. Niestety, Armia Czerwona niespełna pół wieku później doszczętnie go ograbiła. Pożar dopełnił zniszczenia.
Orańska musiała mieć twardy charakter, nie bała się ryzyka, ani w życiu prywatnym, ani w zawodowym. Świat wokół siebie chciała poprawiać, ulepszać, modernizować. Rozwijała przemysł, rozbudowała sieć dróg, zagospodarowała olbrzymie lasy, a nawet założyła kamieniołom białego marmuru, który na jej cześć został nazwany Białą Marianną. Ktoś inny mógłby spijać śmietankę i pławić się w luksusie, ale nie ona. Mówiło się o niej, że jest „matką ubogich i sierot”, zakładała ochronki dla małych dzieci, szpitale, szkoły i opłacała nauczycieli, aby chłopskie dzieci zdobyły wykształcenie. Działalności charytatywnej poświęciła ostatnie swoje lata. Zmarła w Reinhartshausen 29 maja 1883 roku.
ŻYCIE NAJWYŻSZĄ WARTOŚCIĄ
W Miliczu przyszła natomiast na świat Maria von Maltzan (w 1909 roku), kolejna bezkompromisowa kobieta, która miała odwagę przeciwstawić się Hitlerowi, wodziła za nos nazistów, z powodzeniem ukrywała Żydów, a za zasługi została nagrodzona medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Swoje życie opisała w autobiografii Bij w werbel i nie lękaj się.
Maria pochodziła z pruskiej szlachty. Milicz był oczkiem w głowie jej rodziny, a o skarbach, które znajdowały się w pałacu, krążyły legendy. Mówiło się, że na ścianach wiszą obrazy flamandzkich mistrzów, rodzina posiada skrzypce Stradivariusa i kolekcję miedziorytów wartą 14 milionów marek w złocie. To właśnie tam ukształtowała się wrażliwość Marii na sztukę, ale i wszystko co żywe. Od wczesnego dzieciństwa nieobojętny był jej los każdej krzywdzonej istoty. Mocno odczuwała niesprawiedliwość i krzywdę i te cechy zachowała na zawsze.
Przed II wojną światową znalazła się w Berlinie i gdy do władzy zaczęli dochodzić faszyści, ona wstąpiła do podziemnej organizacji antynazistowskiej, a potem ratowała przed Holokaustem kolejnych Żydów. Na życie zarabiała, opiekując się zwierzętami.
Robiła to aż do śmierci, przy czym na Kreuzbergu za opiekę nad czworonogami punków i narkomanów nie brała ani grosza, przez co zdobyła ich szacunek i przyjaźń. Ta wieczna buntowniczka, ale i wrażliwa dusza zmarła w 1997 roku w Berlinie, dożywając niemal dziewięćdziesiątki.
Każda z tych kobiet żyła w różnych czasach i każda w inny sposób musiała borykać się z ograniczeniami, ale też przełomowymi wydarzeniami w historii, które odcisnęły piętno na życiu milionów ludzi na całym świecie. Niech te trzy bohaterki posłużą nam za inspirację do działania w trudnych czasach, gdy wydawałoby się, że łatwiej się poddać, niż walczyć o to, co w życiu jest najważniejsze.
Tekst: Ula Abucewicz
