Wielka woda dawno ustąpiła, drogi są przejezdne, a wyjątkowo różnorodne w tym regionie atrakcje turystyczne, baza noclegowa i gastronomiczna działają – sprawdziłam osobiście przed tygodniem.

Powtórzmy to jeszcze raz dużymi literami: powódź NIE ZALAŁA CAŁEGO DOLNEGO ŚLĄSKA.
– Trwałe zniszczenia powodzią objęły części 5 ze 169  naszych gmin – podkreśla Jakub Feiga, dyrektor Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. Dotyczą one wschodniego fragmentu powiatu Kłodzkiego: Kłodzka (miasta i wsi), Lądka-Zdroju, Stronia Śląskiego i Bystrzycy Kłodzkiej – wymienia. Na pozostałych obszarach wystąpiły miejscowo podtopienia, które szybko usunięto. Niestety doniesienia medialne, często swobodnie czy bezmyślnie naginające rzeczywistość dla sensacji i „kliknięć” zadziałały jako skuteczny odstraszacz. W rezultacie przyjezdni omijają dużym łukiem całe województwo.
Dwa miesiące po powodzi odwiedziłam wraz z grupą kolegów-dziennikarzy Dolny Śląsk, aby naocznie przekonać się, czy można się tu wybrać.

Twierdza Kłodzko pomaga

Z Twierdzy Głównej na Górze Fortecznej, czyli najwyższej położonej części Twierdzy Kłodzko podziwiam panoramę ścielącego się w dole miasta. Woda murów nie sięgnęła, ale obiekt przyjmując na siebie rolę centrum logistycznego-magazynu gromadzącego materiały dla powodzian, był przez trzy tygodnie wyłączony z użytkowania. – Kończymy prace porządkowe w mieście – mówi Michał Piszko, burmistrz miasta Kłodzko. – Wywieźliśmy (na dzień 15 listopada – red.) 8,5 tys. ton śmieci za kwotę 3 mln zł.  Sytuacja w Kłodzku się ustabilizowała, wszystkie ciągi komunikacyjne są przejezdne. Atrakcje jak Muzeum Ziemi Kłodzkiej, Podziemna Trasa Turystyczna, obiekty sakralne, w tym kościół Matki Bożej Różańcowej, choć był zalany – też można już zobaczyć. Mało tego, powódź odsłoniła w świątyni 30 malowideł sprzed 300 lat! Oprócz dwóch hoteli dotkniętych przez powódź na Wyspie Piasek, wszystkie inne działają, dlatego apeluję do turystów o nieodwoływanie przyjazdów, ponieważ są one dla nas najlepszą formą wsparcia. Straty infrastruktury komunalnej  wynoszą bowiem 127 mln zł – dodaje.

Przemierzam wraz z kolegami system chodników kontrminowych, czyli podziemnych korytarzy, dzięki którym obrońcy mogli rozpoznawać podziemne zagrożenie ze strony przeciwnika, jak również za pomocą min likwidować podkopy wroga. Stanowią ważną atrakcję turystyczną Twierdzy, jedyną taką w Polsce. Pozorowany „wybuch” sprawia, że wczuwamy się w rolę dawnej załogi. Mijamy po drodze niewielką grupkę przybyszów, pierwszych „odważnych” po kataklizmie.

Wydarzenia wrześniowe nie pokrzyżowały remontów prawego czoła i barku Bastionu Wacław oraz kurtyny Wacław-Ludmiła finansowanych dzięki środkom z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz resortu kultury. Kolejną nowością będzie ścieżka na koronie twierdzy.  – W grudniu otwieramy nową wystawę pt. Więźniowie Twierdzy Kłodzko w latach 1918-1945 – chwali się Daniel Jakubowski, dyrektor Twierdzy Kłodzko. – Trafiali tutaj Polacy, Brytyjczycy, Francuzi, Belgowie, Rosjanie, Włosi – jeńcy, więźniowie polityczni, wojskowi, więźniowie Wehrmachtu, pracownicy przymusowi… Nie zawsze ich historia kończyła się dobrze… – dodaje. Na grudzień zaplanowane jest też Wielkie Poszukiwanie Świętego Mikołaja w Twierdzy Kłodzko – dla pierwszoklasistów z tutejszej gminy, aby mogli się choć na chwilę oderwać  myślami od traumy, jakiej doświadczyły. Na ten cel zbierane są teraz pieniądze na specjalnym koncie (19 1090 2327 0000 0001 4320 5324 z dopiskiem Mikołaj), bo Twierdza, sama odnotowująca straty z tytułu niskiego ruchu turystycznego, nie ma teraz środków na ufundowanie wejściówek. Frekwencja spadła w wyniku powodzi o połowę. Wizyty się „posypały”, rezerwacje grup szkolnych i zorganizowanych, z których obiekt po sezonie zazwyczaj się utrzymywał zostały w druzgoczącej większości odwołane nawet do końca roku. – Niektórzy wracają… Twierdza jest bardzo wysoko położona, więc gdyby doszło do zalania, to tylko w wyniku jakiegoś potopu biblijnego – próbuje żartować dyrektor placówki.

Wspieranie natury

Zieleniec Sport Arena w Górach Orlickich to jeden z najpopularniejszych ośrodków dla amatorów desek w Polsce. Docieramy tutaj bez problemu, bo drogi przejezdne, aby stanąć na stoku pod hałdami białego puchu, który wyrzucają z siebie dwie maszyny fabryki śniegu.
– Umożliwiają jego produkcję nawet w temperaturze do 20 st. C – chwali się najnowszą inwestycją Grzegorz Głod, dyrektor marketingu ośrodka. – Dwie ostatnie zimy pokazały nam, że musimy rozwijać tę technologię naśnieżania, choć mamy nadzieję, że to były tylko anomalie pogodowe – dodaje.

– Turystyka chyba przez cały bieżący rok kulała, miniona zima była fatalna z powodu braku śniegu, lato też nie dopisało na terenie całego powiatu kłodzkiego – opowiada Maciej Schulz, zastępca burmistrza Dusznik Zdroju, gdy spotykamy się wszyscy przy herbacie. – Powódź to było dobicie i choć powoli się podnosimy, można powiedzieć, że dla turystyki ten rok jest stracony. Mam nadzieję, że sezon zimowy będzie dużo lepszy niż poprzedni, dlatego chwała  przedsiębiorcom za próby wsparcia natury, bo to teren stricte narciarski– dodaje.

– Tuż po przejściu kataklizmu odezwali się do nas klienci, którzy wcześniej zarezerwowali miejsca hotelowe, czy mogą bezpiecznie przyjechać. Po zapewnieniu, że tak – nie odwołali swoich pobytów. Brak jednak nowych rezerwacji i to, że odwołania dotyczyły grup szkolnych, na których zarabia się zazwyczaj podczas złotej, polskiej jesieni. W rezultacie niektóre obiekty wyłączone były przez cały miesiąc – zauważa Łukasz Biegus, dyrektor hotelu Zieleniec.

Pobliskie Duszniki Zdrój nie ucierpiały również w wyniku wielkiej wody, choć zagrożenie istniało bardzo duże ze względu na położenie w dolinie Bystrzycy Dusznickiej. Dzięki heroicznej walce OSP, służb komunalnych i wielu wolontariuszy udało się obronić newralgiczne miejsca uzdrowiska. Niestety miasto dostało „odpryskowym” w wyniku powodzi. – Odwołań przyjazdów było bardzo dużo, niektórzy przedsiębiorcy odnotowali spadek obrotów  nawet o 90 % , na razie jednak nie mamy informacji, aby ta powódź wpłynęła negatywnie również na sezon zimowy – mówi Maciej Schulz. Lokalna chluba, czyli Muzeum Papiernictwa w ciągu najbliższych 5 lat czeka wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – powstanie zaplecze w postaci Centrum Obsługi Turystów, parkingów. Planowane są kolejne inwestycje, jak wielka fontanna w Parku Zdrojowym. Duszniki Zdrój i Zieleniec w sezonie zimowym połączy skibus.

Spotykamy się też z właścicielką Muzeum Zabawek w Kudowie Zdroju – miejscu gromadzącym  na 400 m2 przeszło 5,5 tys. eksponatów z pięciu kontynentów. Najstarsze z nich pochodzą z wykopalisk archeologicznych z okresu neolitu. Wśród ciekawostek jest też kopia greckiej lalki sprzed 2,5 lat wykonana z gliny, z ruchomymi nóżkami i rączkami. W tych dniach muzeum obchodziło hucznie 122-lecie powstania misia-zabawki. – Powódź nas nie objęła, ale po niej nasze wpływy w kasie spadły niemal do zera. Na szczęście większość grup, które wcześniej odwołały przyjazdy, teraz wraca – opowiada mi właścicielka Maria Ozierańska.

Czarna Góra gotowa

Suniemy Luxtorpedą – wygodną, 6-osobową kanapą z osłoną na szczyt Czarnej Góry. W czasie kilkuminutowej podróży tą nowoczesną koleją linową wjeżdżamy na wysokość 1148 m n.p.m. Widoki wręcz oszałamiają: Śnieżnik, Góry Bardzkie, Złote, Bialskie. Czarna Góra Resort to jeden z najpopularniejszych ośrodków narciarskich w Polsce. Baza noclegowa dysponująca 2 tys. miejsc i mnogość możliwości aktywnego wypoczynku czynią z niego całoroczną metę. – W efekcie powodzi obserwujemy ok. 40% spadku rezerwacji, choć u nas się ona nie pojawiła – opowiada  Mateusz Herman, członek zarządu Czarna Góra S.A. – Przystopowały też nowe inwestycje (powstaje dodatkowo 500 miejsc noclegowych), bo pracownicy, w większości lokalni byli skoncentrowani na usuwaniu szkód we własnych domach. Te prace jednak nadgoniliśmy, więc jesteśmy gotowi do naśnieżania i rozpoczęcia sezonu w Mikołajki – deklaruje.

Do kopalni marsz!

W latach 1947-1967 w Polsce wydobywano uran, a w latach 1967-71 produkowano koncentrat uranowy (tzw. yellow cake). Poszukiwaniami i wydobyciem zajmowały się tzw. Zakłady Przemysłowe R-1 działające w Kowarach na Dolnym Śląsku i w Kletnie w pobliżu Stronia Śląskiego i Kłodzka. W latach 1947-53 były one kontrolowane przez Związek Radziecki, a później przekazane w zarząd Polsce.
Nasza grupa dociera do Kopalni Uranu – Podziemnej Trasy Turystycznej w Kletnie prywatnym busem krętą drogą z Czarnej Góry bez żadnych problemów. Na przybyszów czekają dwa parkingi – bezpłatny (50 m od obiektu) i płatny w Kletnie ( oddalony o ok. 700 m, obsługujący jednocześnie Jaskinię Niedźwiedzią). Transportu publicznego brak.
– Cała kopalnia zajmuje obszar 4 km2, liczy 37 km korytarzy  – opowiada ze swadą Kamila Kluza, menadżerka obiektu. – Przez 5 lat wydobyto w niej 3100 ton rudy uranu, z czego powstało 120 kg izotopu uranowego U235, tego samego, który Amerykanie użyli do produkcji bomby atomowej. Wówczas była to ilość pozwalająca na konstrukcję zaledwie 2 bomb, dziś – 12 – dodaje.
Z powodu zagrożenia powodzią kopalnię zamknięto między 15 a 28 września. Nie doznała szkód, ale w dwóch miejscach powódź zerwała drogę dojazdową ze Stronia Śląskiego do Kletnia – wojsko szybko ją naprawiło, więc można dojechać. –  Straty finansowe mamy jednak poważne, bo od połowy września do 4 października wszyscy odwoływali wizyty, a przecież jest to zazwyczaj okres wycieczek szkolnych – przypomina Kamila Kluza. – I te rezygnacje sypały się na nas kolejne dwa tygodnie, dopóki media nie zaczęły sygnalizować, że jest bezpiecznie. W rezultacie mieliśmy 40% obłożenia w stosunku do jesieni 2023 r, teraz jest to 60 %. Bywają dni, kiedy nikt nie przyjeżdża. Liczymy na odbicie w ferie – dodaje.

Niedźwiedzia z nową trasą

1,5 km pod górę pieszo podchodzimy do Jaskini Niedźwiedziej z parkingu. Najdłuższa w Sudetach, a zarazem jedna z najdłuższych i największych w kraju, wykuta przez naturę w masywie Śnieżnika – zachwyca nas ogromem szaty naciekowej, grą świateł wydobywających ze skał rozmaite kształty, wreszcie znaleziskami w postaci kości prehistorycznych zwierząt, w tym niedźwiedzi czy lwów  jaskiniowych.
– Woda nie poczyniła szkód w jaskini i poprzedzającym ją pawilonie, nie mieliśmy też prądu przez trzy tygodnie, padła nam linia telefoniczna – teraz rezerwacji dokonuje się na nowy numer komórkowy 600 580 670 – informuje Artur Sawicki, dyrektor Jaskini Niedźwiedziej. – Niestety efektem powodzi w regionie jest blisko 400 tys. zł  strat z powodu odwołań rezerwacji grup szkolnych – musieliśmy zwrócić pieniądze za kupione wcześniej bilety.
Teraz obiekt działa normalnie, przy czym do 25 grudnia br. trwać będzie doroczna przerwa regulaminowa, gdy jaskinia „odpoczywa”,  regenerując swój mikroklimat. Następna przerwa przewidziana jest 1-18 stycznia 2025 r., po czym nieprzerwanie będzie działać aż do listopada. Do tego czasu powinna zostać uruchomiona droga przez zalane powodzią Stronie Śląskie.

Opuszczając jaskinię zobaczyliśmy przygotowania do otwarcia nowej trasy turystycznej (w 2027 r.) o długości 850 m nazwanej Trasą Mastodonta. Będzie unikatem w skali Europy ze względu na ogrom udostępnionej przestrzeni, w której znajdują się liczące wiele metrów stalaktyty, stalagmity i stalagnaty oraz przebogata szata naciekowa z rzadko spotykanymi, czarnymi naciekami

Usuwanie zniszczeń

Stronie Śląskie, ongiś znany ośrodek przemysłu szklarskiego dzięki Hucie Szkła Kryształowego „Violetta” oraz pobliskim złożom fluorytu i uranu, otulone malowniczo górami Złotymi, Bialskimi, Krowiarki i masywem Śnieżnika – dziś stawia zarówno na turystykę aktywną (z kompleksem Czarna Góra na czele), jak i pobliskie atrakcje: Jaskinię Niedźwiedzią oraz Kopalnię Iranu w Kletnie. Wrześniowa powódź okrutnie przeorała miasteczko, czego ślady widać i po dwóch miesiącach od kataklizmu. Przedzieramy się przez zwały kamieni, gałęzi, fragmenty konstrukcji, które przed powodzią były Parkiem Morawka, oddanym po przebudowie do użytku na trzy dni przed pęknięciem wału. Na progu opuszczonego, ceglanego domu z wybitymi szybami – symbol  całego nieszczęścia w postaci poturbowanego konika na biegunach.
– Aspirowaliśmy do miana ładnego, górskiego miasteczka, ale po tej, nazwijmy to katastrofie centrum jest w dalszym ciągu nie do poznania – przyznaje Lech Kawecki, zastępca burmistrza Stronia Śląskiego.  Udrożniliśmy jednak komunikację do wszystkich miejscowości w gminie i choć niektóre drogi pokrywa na razie szutr, to są przejezdne. Nie tak, jak mosty – z częścią z nich będzie można przeprawiać pewnie dopiero od wiosny lub lata 2025 r., natomiast newralgiczny most przy wjeździe do miasta od strony drogi wojewódzkiej ma stanąć do Bożego Narodzenia, na razie jednopasmowy, ale wytyczono objazd przez ulice Hutniczą i Nadbrzeżną (którym przyjechała nasza grupa) – dodaje.
–  Nie zachęcałbym turystów, gdyby nie było tu bezpiecznie, zwłaszcza, że gros obiektów noclegowych znajduje się na wsiach i działa – podsumowuje Kawecki.
– Nasza pizzeria nie została zalana – mówi córka właścicielki zakładu w centrum miasta.
– Otworzyliśmy usługi w dzień po przejściu fali, korzystało z nich również wojsko. Większość lokali gastronomicznych w Stroniu działa normalnie – zapewnia.
– Tu większość z nas żyje z turystyki i jeśli ludzie do nas nie przyjadą, a większość przedsiębiorców nie dostało żadnej pomocy rządowej, to nie przetrwamy. Może nie jest tu teraz tak pięknie jak wcześniej, ale góro nic się nie stało! – Grzegorz Ścisłowski z Agroturystyki Gierałtów nie owija w bawełnę.

Nadzieja w zdrojach

Po eklektycznym ratuszu stojącym w centrum zabytkowego rynku w Lądku Zdroju kataklizmu nie znać. Natomiast otaczające go renesansowe i barokowe kamieniczki noszą wyraźne ślady wysokiej wody: odpadają części murów i tynków, kostka z chodnika została częściowo wymyta. Błoto, szlam i gruz już uprzątnięto. Inaczej sytuacja przedstawia się „za winklem”, nad rzeką. Wezbrana Biała Sądecka zerwała niemal wszystkie mosty, niszcząc znacznie kamienną, dwuprzęsłową XVI -w. przeprawę będącą jednym z symboli miasta i porywając ze sobą w nieznane cenną figurę św. Jana Nepomucena, który miał chronić okolicę przed żywiołem. Domy nad wodą są podmyte, jeden wręcz wisi nad nią dramatycznie, koryto rzeki zalegają wielkie kawały drzew, kamieni, śmieci. Na szczęście można bezpiecznie przejechać na drugi brzeg. Sklepy są otwarte, lecz doskwiera wielka pustka.
Burmistrz Lądka-Zdroju, Tomasz Nowicki potwierdza to, co nasza grupa dopiero co zobaczyła:
– Część staromiejska w bardzo dużym stopniu została dotknięta powodzią, natomiast mam nadzieję, że my dosyć szybko będziemy w stanie zniwelować jej skutki, aby nie stanowiły dyskomfortu dla odwiedzających, a może w tych trudnych okolicznościach mierzenie się z tymi skutkami powodzi będzie też – zabrzmi to może dziwnie – pewnego rodzaju atrakcją. Nasza rzeczywistość tak teraz wygląda – rozkłada ręce.
Pytam Go w prywatnej rozmowie, czy w takiej sytuacji może w ogóle zapraszać teraz turystów:
– Mamy w Lądu niewielki stok rodzinny, genialny dla rodzin z dziećmi. Jeśli dopisze nam aura, będzie tak samo naśnieżony jak w latach poprzednich, a pod stokiem działać będzie ta sama co wcześniej restauracja. Nieopodal znajduje się część zdrojowa z możliwością korzystania z usług balneologicznych. Do tego malownicza dolina, po której nadal można spacerować. Nic się nie zmieniło – dodaje. On też wie, że każdy turysta to wpływy do miejskiej kasy, ratunek dla lokalnej turystyki, która tak bardzo ucierpiała.

Siła złota

Eli Szumskiej, prawdziwej cudotwórczyni, która wiele lat temu potrafiła, stawiając wszystko na jedną kartę, z dziury w ziemi stworzyć doskonale prosperującą firmę, zbierającą od lat nagrody Kopalnię Złota w Złotym Stoku – powódź pokonać nie mogła. – Mieliśmy tylko drobne uszkodzenie koła młyńskiego przed barem i podtopienia, ale szybko usunęliśmy szkody – informuje. Niestety „cień wielkiej” wody  również u niej chwilowo wystraszył turystów. – We wrześniu zarobiliśmy o 700 tys. zł mniej, w październiku dostaliśmy 200 tys. zł w plecy, ale już listopad wrócił do normy -opowiada Elżbieta Szumska. I, poza emocjami podziemnej trasy turystycznej zachęca do „”odkrycia swojej mniej znanej, bo stosunkowo od niedawna działającej atrakcji – unikatowej na skalę Europy repliki Średniowiecznej Osady Górniczej, w której znajduje się komplet urządzeń odtworzonych w skali 1:1 wg rycin XVI-w. niemieckiego górnika, metalurga i mineraloga Georgiusa Agricoli.

Przyjeżdżając, pomagasz

– Nie ograniczajmy sobie wyboru kierunku podróży skreślając z mapy Dolny Śląsk – apeluje na koniec Jakub Feiga, dyrektor Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. – Nasza branża turystyczna jest przygotowana na przyjęcie gości, sezon zimowy mamy pod kontrolą. Zachęcam zatem do sprawdzenia już na miejscu, które z atrakcji są jeszcze wyłączone, aczkolwiek stanowią one promil całej oferty, jaką dysponujemy. Pamiętajcie, że przyjeżdżając nam pomagacie  – dodaje.

Tekst i zdjęcia: Anna Kłossowska