Powódź nie zatrzymała się w granicach Dolnego Śląska, woda popłynęła dalej, na Opolszczyznę, a z nią apokaliptyczny przekaz medialny.
Po odwiedzeniu Dolnego Śląska wraz z grupą kolegów-dziennikarzy wyruszyliśmy „za miedzę” czyli do Nysy i jej powiatu, aby sprawdzić, jak tam się ma turystyka.
Marketingowa klęska
„Paczków pod wodą” – puściła w eter na całą Polskę wiadomość jedna z wiodących, polskich rozgłośni radiowych 17 września br. Dokładnie dwa miesiące później przejeżdżamy przez centrum Paczkowa pod słynnymi, XVI -w. murami z kamienia łamanego, otaczającymi stare miasto regularnym owalem – to ze względu na nie stolica gminy nazywana jest polskim Carcassonne.
Ani śladu powodzi, drogi przejezdne. Spotykamy się z rozżalonymi przedstawicielami branży turystycznej. – Była u nas wielka woda, na 12 sołectw w większym lub mniejszym stopniu pojawiła się w 10, zalała nam 1/5 miasta, zniszczyła oczyszczalnię ścieków, mosty, kilkanaście kilometrów dróg – mamy 120 mln zł strat w infrastrukturze komunalnej. Ale atrakcje turystyczne nie ucierpiały, podobnie jak hotele i gastronomia, dlatego byliśmy i jesteśmy gotowi na przyjęcie przybyszów! – zaznacza burmistrz Paczkowa, Artur Rolka. – Nasza topowa atrakcja, Muzeum Gazownictwa nie zostało zalane, a pomimo tego mamy pustki – żali się.
– Generalnie turyści omijają teraz Paczków – wchodzi w słowo kustosz obiektu, Wojciech Kalfas.
– Te informacje o zalaniu całego Paczkowa stanowiły dla nas marketingową klęskę. Również na arenie międzynarodowej – jako właściciel winnicy utraciłem klientów z Niemiec, Francji i Anglii, bo bali się tu przyjechać – informuje Ryszard Syc z Winnicy Poraj.
Jednak Paczków nie składa broni. – Przed powodzią marzyliśmy, aby nad zbiornikiem Paczkowskim stworzyć Centrum Sportów Wodnych – koszt ok. 6 mln zł i mam nadzieję, że mimo wszystko będziemy próbowali realizować tę inwestycję. Powstaną nowe miejsca noclegowe, restauracja i wypożyczalnia sprzętu, natomiast nie uda nam się zrealizować nowoczesnego Centrum Kultury i Czytelnictwa za ok. 11 mln zł, bo dziś mamy inne priorytety – mówi burmistrz. Tydzień po naszej wizycie w mieście odbywa się doroczna impreza, 29. edycja Ogólnopolskich Prezentacji Muzycznych TEREPACZKÓW.
Głuchołazy imponują
Krajobrazu „jak po wojnie”, o czym grzmiały mainstreamowe media nie znać już w zabytkowej części miasta. Burmistrz Paweł Szymkowicz oprowadza nas po rynku i okolicznych uliczkach – na jednej z nich stoją kute ławeczki. Ani śladu błota, śmieci, gruzu – okazuje się, że Głuchołazy nie zostały jednak „doszczętnie zniszczone”! Schludnie i nadzwyczaj wręcz czysto. Tylko w Centrum Informacji Turystycznej czuje się intensywnie zapach wilgoci. Dwa miesiące temu płynęła tędy potężna powodziowa fala, w jaką rozrosła się niewinna dotąd rzeka Biała Głuchołaska, ale ślady po niej uprzątnięto w dwa tygodnie.
„Image” Głuchołaz, przynajmniej na pierwszy rzut oka – sympatyczny. Jednak Szymkowicz jest uczciwy – wiezie naszą grupę tam, gdzie szkody są największe, na ulice Andersa i Jana Pawła II, które częściowo przestały istnieć. Na tym odcinku woda zabrała wszystko, aż brakuje słów.
Przeprawa przez rzekę, mimo, że mosty zostały zwalone, już jest. Widać, że wszyscy zakasali rękawy pod egidą sprawnego gospodarza. Rozmawiamy z lokalnymi przedsiębiorcami. – Powódź nas dotknęła, nie poturbowała – mówi Grzegorz Chmielak z Osady Chmielaki. – Zatrzymały nas brak wody, prądu. Musieliśmy odwoływać rezerwacje – dodaje.
Tutejsi hotelarze narzekają na „spóźnione i nieadekwatne do sytuacji reakcje Sanepidu”, na opieszałość Lasów Państwowych – nie wiadomo, kiedy zostaną znów udostępnione, zniszczone przez powódź szlaki turystyczne w okolicy. Jednak w okolicach Głuchołaz obiekty noclegowe działają, serwowane jedzenie jest smakowite, czego doświadczyliśmy. Można bezpiecznie wypoczywać i zwiedzać.
Perełki Nysy
Czas na stolicę powiatu. I tu wzięto się ostro do roboty, miasto w dwa miesiące zostało posprzątane, że widocznych zniszczeń w centrum nie ma. Uznany za pomnik historii, największy budynek sakralny w mieście – neogotycka Bazylika św. Jakuba i św. Agnieszki dziewicy i męczennicy – stoi jak stała wcześniej. Zbudowana na miejscu pogańskiego kultu, pod względem kubatury plasuje się na drugiej pozycji po gdańskiej bazylice mariackiej – na naszej grupie robi wrażenie las 27-m filarów wspierających sklepienie. Bazylikę kryje jeden z najbardziej stromych dachów w Europie. W dzwonnicy obok – Skarbiec św. Jakuba pełen bezcennych precjozów – szkoda, że informacja turystyczna nie wspomina o 3-piętrowych, zrobionych ze zbrojonego szkła podestach z przezroczystą podłogą!
– Nie możemy do końca powiedzieć, że wszystko jest pięknie – przyznaje Marek Rymarz, zastępca burmistrza Nysy. – Będące naszą perełka na Bastionie Świętej Jadwigi, Centrum Informacji Turystycznej wraz restauracjami całkowicie zostało zalane i nie zostały one dotąd otwarte, a z tego miejsca spacer po Nysie rozpoczynały zawsze wycieczki. Ale jest to jedyny obiekt wyłączony z użytkowania – dodaje. – Natomiast oprócz bastionu są też obiekty forteczne położone po drugiej stronie rzeki, których powódź nie objęła, bo wzniesiono je na terenach niezalewowych i czekają na turystów – zaznacza Krzysztof Herman, przedstawiciel Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji w Nysie. – Już trzy tygodnie po powodzi uruchomiliśmy ekspozycję w Muzeum Powiatowym w Nysie, choć zostaliśmy zalani – informuje dyr. Edward Hałajko. – Jesteśmy najstarszym na Opolszczyźnie muzeum z galerią malarstwa europejskiego, kolekcjami fajansów, militariów, wyrobów kowalskich – dodaje.
Większość z 3,5 tys. miejsc noclegowych jest w Nysie otwarta. Jest też gdzie co zjeść.
Nysa, Paczków, Głochołazy i ich okolice warte są zobaczenia. Niech podczas wycieczki przyświeca Wam wszystkim jedna myśl: przyjeżdżając, pomagasz!
Tekst i zdjęcia: Anna Kłossowska
