Trzy dni targów ITB to świetna okazja do zaistnienia w świecie biznesu turystycznego. To także możliwość bliższego spojrzenia na zmieniający się rynek i nowe trendy w podróżowaniu. O tym, jak wykorzystać tę wiedzę na niemieckim rynku turystycznym i budować wizerunek Polski mówi Marcin Płachno, Dyrektor Zagranicznego Ośrodka Polskiej Organizacji Turystycznej w Berlinie

W ciągu ostatnich lat targi ITB podlegały wielu zmianom. Jakie są tego efekty?

Całkiem niedawno zmieniła się formuła całych targów ITB. Przestały być otwarte, czyli dostępne dla każdego, niezależnie od tego, czy była to osoba z branży, czy tzw. klient końcowy. W tej chwili jest to zamknięte wydarzenie, skrócone z pięciu dni do trzech. Aby się na nie dostać, trzeba funkcjonować w świecie biznesu turystycznego. Myślę, że to dobra zmiana, bo optymalizuje czas spędzony na tym wydarzeniu pod kątem nawiązywania bezpośrednich relacje wyłącznie biznesowych. Jednocześnie odsuwają tą końcową relację z klientem, co biorąc pod uwagę, że targi już nie są tak efektywnym narzędziem marketingu bezpośredniego w kontekście budowania wizerunku czy promocji marki B2C – jest w mojej opinii decyzją słuszną. W dalszym ciągu targi ITB wciąż spełniają funkcja warsztatową, czy spotkań ludzi B2B. Można tu wyraźnie odczuć ważność branży, pojawiających się tu firm i co ważne uzyskać wiele cennych branżowych podpowiedzi i relacji.

Czy polskie podmioty turystyczne są zainteresowane udziałem w tym wydarzeniu?

Najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest to, co się dziej na rynku turystycznym i jaka jest jego responsywność. Zakładam, że każdy rynek ekonomiczny, na wszelkich płaszczyznach, reguluje się najlepiej sam – poprzez tzw. „niewidzialną rękę”. I jeśli idziemy tym torem myślenia, to zainteresowanie ze strony polskiej branży jest bardzo duże. Nie sądzę, żeby ludzie związani z turystyką tracili czas na coś, co nie przynosi im korzyści.

Same targi są wciąż skutecznym narzędziem w kontekście wspomnianego procesu budowania relacji. W tym roku mamy znacznie więcej zgłoszeń niż możliwości, co pozwala na utrzymanie wysokiego poziomu jakości partnerów. Pamiętajmy, że firmy pojawiające się na polskim stanowisku na ITB są przez nas, czyli Polską Organizację Turystyczną, rekomendowane jako przedsiębiorstwa, z którymi warto współpracować. Natomiast instytucje i przedsiębiorstwa, które nie „załapały się” na listę uczestników, mogą wziąć udział w targach niezależnie i także prowadzić rozmowy biznesowe. My tym aktywnie działającym firmom, często nowo powstałym, jeszcze bez dużego zaplecza, chętnie pomagamy i je wspieramy.

Monitorujecie zachodzące w ostatnich latach zmiany w postrzeganiu Polski jako kierunku turystycznego wśród mieszkańców Niemiec. Czy można zauważyć tu jakieś zmiany w trendach?

Badania dotyczące zachowań klientów są podstawowym narzędziem w świecie marketingu. Warto pamiętać, że marketing jest działką w znacznym stopniu niemierzalną. Jeśli funkcjonujemy na dwóch płaszczyznach, czyli wizerunkowej i B2B, to nawet jeśli zbudujemy wspaniały wizerunek u odbiorcy końcowego, to i tak nie mamy gwarancji, że ten odbiorca przyjedzie albo że kupi nasz produkt.

Niemiecki FUR (https://reiseanalyse.de/ueber-uns/fur/) w sposób miarodajny bada preferencje podróżnicze Niemców. To też wytycza pewne kierunki naszej pracy. Z danych tych wynika np., że wciąż istotna pozostaje turystyka sentymentalna. Niemcy nadal wracają na tereny, które przez pewien okres historii należały do ich przodków W trakcie targowych rozmów z niemieckimi seniorami bardzo często pojawia się temat: „miałem rodzinę na terenach należących do Niemiec przed II wojną światową”.

Również wyraźnym trendem jest turystyka uzdrowiskowa nad polskie morze. Nasz Bałtyk jest dużo ładniejszy niż wybrzeże znajdujące się w granicach Niemiec. Osobiście to sprawdziłem – i faktycznie tak jest. Znaczenie ma tu nie tylko korzystna cena, ale i wysoki poziom usług oraz nowoczesna infrastruktura, która powstała po latach 90. XX wieku. Mamy nowsze, atrakcyjniejsze hotele i oczywiście piękną naturę, która jest tu dla nas bardziej łaskawa.

Ponad 600 km polskiego wybrzeża to dla Niemców wciąż bardzo atrakcyjne miejsce pobytu. Trzeci ulubiony sposób podróżowania niemieckich turystów do Polski to city breaki – krótkie wypady do Gdańska, Wrocławia, ale też Krakowa i Warszawy, która za każdym razem wzbudza niesłychany podziw. Wszyscy są pod wrażeniem ogromnego tempa rozwoju naszej stolicy.

Nad jakimi tematami skupiacie się teraz w pracy jako Zagraniczny Ośrodek POT w Niemczech?

Obecnie głównie pracujemy nad dotarciem z przekazem do młodych odbiorców. Czasy się zmieniają, historia nie budzi już takiego zainteresowania, młodzi ludzie chcą ciekawie spędzić czas, poszukują nowych nieoczywistych destynacji. Staramy się stworzyć atrakcyjną pod tym względem narrację o Polsce – skierowaną do młodych Niemców. Zależy nam, by Polska była postrzegana jako nowoczesna, ze świetną infrastrukturą i wygodnym dostępem do środków transportu i hoteli.

Kolejny temat, na którym się skupiamy, to turystyka aktywna. Przyglądając się „starej Europie”, wyraźnie widać, że ludzie starają się być aktywni fizycznie, i to do późnego wieku. Jeżdżą na rowerach, chodzą na wycieczki, uprawiają trekking. W tym zakresie dużo dzieje się i u nas – nie tylko od strony infrastrukturalnej, zarówno na poziomie wojewódzkim, jak też krajowym, więc rozwój tego segmentu cieszy. Kolejny aspekt to działania doraźne, dość istotny element naszego funkcjonowania. Staramy się np. – w kontekście wojny w Ukrainie – informować o tym, że w Polsce jest bezpiecznie. Bo im dalej od Polski, to ta obawa jest większa. Akurat w Niemczech może nie tak bardzo, bo społeczeństwo jest nieźle poinformowane.

Turystyka jest branżą wrażliwą, trzeba być przygotowanym na szybkie reagowanie, w kontekście wszelkich drażliwych incydentów, również przygranicznych. Turystyce indywidualnej może to tak bardzo nie przeszkadza, natomiast dla touroperatorów, którzy biorą na siebie odpowiedzialność, jest to problem. W czasie i zaraz po zeszłorocznej powodzi na Dolnym Śląsku Niemcy byli pod ogromnym wrażeniem, jak Polacy umieli się skrzyknąć do pomocy poszkodowanym. Trudno mi ocenić masowość tego zjawiska, ale znam niemieckich turystów, którzy odpowiedzieli na apel polskich władz samorządowych i specjalnie przyjechali na Dolny Śląsk, by zostawić pieniądze w tutejszych obiektach turystycznych w ramach wspierania rejonu dotkniętego powodzią.

Czy myśli Pan, że Pana doświadczenia z branży sportowej, szczególne zamiłowanie do turystyki rowerowej, mogą być inspiracją do kreatywnej promocji na rynku niemieckim polskiej oferty w dziedzinie aktywnej turystyki?

Przyszedłem do turystyki parę lat temu ze świata sportu, ale ten sport idzie za mną nawet w turystyce. Nie bez przyczyny mamy Ministerstwo Sportu i Turystyki, które łączy te dwie dziedziny. Moje doświadczenie jest szczególnie przydatne w pracy nad dotarciem do młodych odbiorców z Niemiec. Coraz częściej sport jest znaczącym determinantem wycieczek turystycznych i staje się częścią całego ekosystemu turystycznego.