Wyobraź sobie upalne południe, niedzielę, 6 lipca 2025 roku. Gdzieś na końcu Chorwacji, tam gdzie ląd całuje Adriatyk, stoi samotna postać. To Albin Marciniak — zmęczony, ale szczęśliwy, z twarzą muśniętą słońcem i oczami pełnymi drogi. Właśnie dotarł pieszo na przylądek Prevlaka, najbardziej wysunięty na południe punkt kontynentalnej Chorwacji. I w tym momencie kończy coś, co brzmi bardziej jak opowieść z książki podróżniczej niż codzienna rzeczywistość: pierwsze polskie przejście legendarnego szlaku Via Adriatica, samotnie i bez żadnego wsparcia z zewnątrz.

Ale ta historia nie zaczęła się w Prevlace. Cofnijmy się o dwa miesiące. Jest 1 maja, a Albin stoi w Puli, w miejscu, gdzie starożytne kamienie pamiętają ryki lwów i wrzaski gladiatorów. Kieruje się na Kamenjak — symboliczny start Via Adriatica. Przed nim 1 237 kilometrów. Czternaście pasm górskich, sześć parków narodowych, trzy parki przyrody i cała mozaika wiosek, miast, bezdroży oraz zapomnianych przez czas miejsc.
Nie była to trasa dla ludzi szukających wygodnych ścieżek i lodów pistacjowych na deptaku. Via Adriatica to dzika bestia wśród szlaków — potrafi nagle zmienić pogodę z bajki w survival. Albin przez 67 dni zrobił ponad 1,6 miliona kroków (kto to w ogóle liczy, prawda?), z plecakiem ważącym czasem nawet 25 kg. W środku miał wszystko: od namiotu i kuchni, po zapas odwagi i pokory wobec tego, co nieprzewidywalne.
Opowiada, że wędrował przez płonące lasy, uciekał przed burzami, moknął w ulewiskach, a słońce nieraz przypiekało tak, że asfalt pachniał jak przypalona guma. Czasem mijał tłumy przy Jeziorach Plitwickich czy w Paklenicy, ale częściej skręcał tam, gdzie nikt by nie poszedł — do dolin, w których na głos odpowiadało tylko echo. I może kilka szakali.
— To nie była wyprawa dla wyniku — powiedział mi Albin, gdy po wszystkim w końcu złapałem go na telefon. — To była podróż dla opowieści. Chciałem pokazać Chorwację, o jakiej mało kto myśli. Nie tę z plaż i kurortów, ale tę prawdziwą. Taką, co oddycha w ruinach, w górskich wioskach i w ciszy, którą trzeba nauczyć się słuchać.
I jeśli myślisz, że to pomysł faceta, który z nudów kupił plecak na promocji — nic bardziej mylnego. Albin od ponad 40 lat wędruje po górach Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. W 2022 przeszedł jedną z najtrudniejszych wersji Highlandera w Al-Hadżar w Emiratach. Wydał przewodniki, mapy, setki zdjęć jego autorstwa znajdziesz w gazetach i podręcznikach. Ma talent do wynajdywania miejsc zapomnianych, które pachną kurzem i tajemnicą.
A przez całą tę Via Adriatica wrzucał na Facebooka migawki: zdjęcia jadowitych węży, filmy z ruin, historie o ludziach, których spotykał, i o tych, co zostali w tych górach już na zawsze.
Na marginesie — partnerem tej wyprawy była Kopalnia Złota w Złotym Stoku. Trochę to zabawne, bo złoto zostało w Polsce, a Albin znalazł prawdziwe skarby tam, gdzie kończy się mapa Google, a zaczyna samotność, pokora i przyroda, która ma w nosie nasze plany.
Zajrzyj do jego wędrówek i opowieści:
facebook.com/marciniak.albin
O szlaku i wyprawie: KlubPodroznikow.com
