Jak nie lubisz kawy, to… zacznij. A jak lubisz – to pakuj manatki, porzuć cappuccino z rogalikiem na mieście i leć do Dubaju, bo tam kawa to nie napój. To religia, rytuał i społeczne misterium podawane w złotym dzbanku, z kardamonem, a czasem i szafranem, który – jak wiadomo – tańszy nie jest niż złoto.

Dubaj to miasto, gdzie wieżowce łaskoczą chmury, a kawa łaskocze duszę. Mówią, że mieszka tam 200 narodowości. Bzdura. Tam mieszka kawa – w 200 odsłonach. I każda z nich potrafi zawrócić w głowie.

GHAVA, DALLAH I FINJAAN, CZYLI ZANIM ZACZNIESZ SŁODZIĆ – USIĄDŹ PROSTO

Zaczynam od Al Fahidi – dzielnica stara jak historia ZEA. Tam serwują gahwę – emiracką kawę w maleńkich filiżankach, tzw. finjaan. Kto chce pić dużo – niech zapomni. Tu chodzi o gest, nie o litr. Dzbanek zwie się dallah, wygląda jak z “Baśni tysiąca i jednej nocy” i jest tak ważny, że trafił na monetę. Spróbuj to zrobić z kubkiem z sieciówki.

W SMCCU (czytaj: Centrum Zrozumienia Kultury, ale z kawą) można usiąść na dywanie, zagryźć daktyla, wypić gahwę i posłuchać, jak Emiratczyk z brodą opowiada o tym, jak kawa łączy świat. Brzmi jak PR, ale działa. Siedzisz, pijesz, słuchasz. I już nie jesteś turystą – jesteś gościem.

KAWIARNIANY ODLOT – OD APTEKI PO KOSMOS

Dubaj to nie tylko tradycja. Tu kawa wjeżdża jak bolid F1 – elegancka, szybka i z własnym baristą.

Wchodzisz do The Espresso Lab – i masz wrażenie, że za chwilę ktoś odpali rakietę. Wszystko sterylne, każdy ruch zaprogramowany. Ich właściciel, Ibrahim Al Mallouhi, traktuje ziarna jak diamenty. A jak raz wypijesz jego espresso, to nie spojrzysz więcej na kapsułkę Nespresso.

Nightjar w Al Quoz – wygląda jak pracownia szalonego artysty. Pachnie kawą, gra winyl, a latte podają tak, że szkoda pić. Ale pijesz. Bo warto.

RAW Coffee Company – tam wypalają kawę codziennie, organiczną, fair-trade’ową, z duszą i pieprzem. I zawsze w dobrym nastroju.

Rx Coffee Apothecary – kawiarnia stylizowana na aptekę. Czarne ściany, stare słoiki, a w filiżance kawa z Oslo. Działa lepiej niż antybiotyk.

MOKHA 1450, CZYLI JEMEN W DUBAJU

Jak masz serce do kobiet i smak do dobrej kawy – wejdź do Mokha 1450. Sprowadzają ziarna od jemeńskich i etiopskich kobiet, które zamiast zbierać opowieści, zbierają kawę. A każda filiżanka to jak list od nich – pachnący, mocny, z charakterem.

WILLA Z OGRODEM, MODA Z LATTE I ZIARNA NA PAMIĄTKĘ

W Dubaju modne są willa-kawiarnie – kawa w dawnych domach mieszkalnych. Z ogrodem. Z ciszą. Z kotem. Wchodzisz i nie wychodzisz. Bo po co.

A jak chcesz kawy z modą, wejdź do Armani/Caffè albo Blue Box Café u Tiffany’ego. Tam nawet latte ma na sobie logo.

Na koniec – prezenty. Kto wozi z Dubaju magnesy, niech się zawstydzi. Jedź na Spice Souk i kup gahwę z kardamonem. Albo zapakuj specialty coffee z The Espresso Lab. Zresztą, kawa z Dubaju to jedyne wspomnienie, które pachnie po tygodniu. I nie zawraca głowy jak wielbłąd na selfie.

W SKRÓCIE – JEDŹ, PIJ, SŁUCHAJ

Dubaj – miasto kawy i kontrastów. Gdzie gahwa spotyka espresso, a tradycja flirtuje z futurystycznym designem. Tu każda filiżanka ma historię. I nie chodzi o cukier.

Więc – wstań rano, zrób sobie czarną i… sprawdź bilety. Bo jak nie teraz, to kiedy?
Kawa wzywa.

Więcej o kawowej podróży po Dubaju:
👉 www.visitdubai.com