„Turcja. Orient oswojony” Marty Abramczyk-Weder to książka, która pachnie mocną kawą parzoną w tygielku i kurzem drogi, która ciągnie się bez końca przez anatolijskie stepy. Autorka, zamiast opisywać zabytki jak przewodnik z megafonem, siedzi z Tobą na ławce w cieniu meczetu, podaje szklaneczkę herbaty i zaczyna szeptać historie, które usłyszała od ludzi spotkanych w drodze – rybaka z nad Morza Czarnego, przewodnika z Kapadocji, staruszki z bazaru w Gaziantep.

To Turcja, którą się ogląda, ale przede wszystkim – którą się czuje. Abramczyk-Weder nie boi się brudu prowincji ani jaskrawej nowoczesności Stambułu. W jej opowieściach perły leżą obok centrów handlowych, a przez wezwanie muezina przebija bas z tureckiej wersji amerykańskiego hitu. W tej książce Orient nie jest egzotyczną pocztówką – jest sąsiadem, który zaprasza na wesele, karmi, częstuje chałwą i pokazuje rodzinne fotografie.

Jak przystało na podróż pisarza, to nie jest opowieść w linii prostej. Autorka skręca w boczne uliczki, gubi się na prowincjonalnych dworcach, zagląda do domów, gdzie pilnują koty (i robią to z godnością strażników pałacu), a potem znów rusza dalej, tropiąc kolejne historie. Tak, znajdziesz tu wielką historię – sułtanów, kościoły, meczety – ale przede wszystkim znajdziesz zapach chleba z pieca tandoor i rozmowy przy herbacie, które wciągają jak morze o świcie.

„Turcja. Orient oswojony” jest jak podróż pociągiem z Izmirem na końcu torów – nie wiesz, kogo spotkasz w przedziale, ale wiesz, że wysiądziesz z głową pełną obrazów, dźwięków i smaków, które jeszcze długo będą wracać.

Autor: Marta Abramczyk-Weder
Serie wydawnicze: Oblicza świata
Wydawnictwo: Bezdroża